Info

Więcej o mnie.















Moje rowery
Wykres roczny

Archiwum bloga
- 2025, Kwiecień1 - 0
- 2025, Marzec30 - 1
- 2025, Luty23 - 11
- 2025, Styczeń27 - 10
- 2024, Grudzień23 - 4
- 2024, Listopad19 - 2
- 2024, Październik21 - 0
- 2024, Wrzesień26 - 5
- 2024, Sierpień25 - 13
- 2024, Lipiec32 - 9
- 2024, Czerwiec35 - 13
- 2024, Maj39 - 25
- 2024, Kwiecień31 - 12
- 2024, Marzec28 - 4
- 2024, Luty20 - 9
- 2024, Styczeń16 - 17
- 2023, Grudzień19 - 3
- 2023, Listopad21 - 2
- 2023, Październik32 - 1
- 2023, Wrzesień36 - 8
- 2023, Sierpień39 - 2
- 2023, Lipiec43 - 19
- 2023, Czerwiec38 - 8
- 2023, Maj33 - 0
- 2023, Kwiecień32 - 4
- 2023, Marzec29 - 11
- 2023, Luty21 - 8
- 2023, Styczeń22 - 9
- 2022, Grudzień22 - 5
- 2022, Listopad28 - 3
- 2022, Październik35 - 2
- 2022, Wrzesień32 - 3
- 2022, Sierpień42 - 1
- 2022, Lipiec40 - 9
- 2022, Czerwiec33 - 0
- 2022, Maj47 - 7
- 2022, Kwiecień25 - 1
- 2022, Marzec27 - 0
- 2022, Luty29 - 7
- 2022, Styczeń28 - 5
- 2021, Grudzień23 - 0
- 2021, Listopad19 - 0
- 2021, Październik32 - 0
- 2021, Wrzesień30 - 4
- 2021, Sierpień28 - 0
- 2021, Lipiec42 - 1
- 2021, Czerwiec39 - 5
- 2021, Maj35 - 0
- 2021, Kwiecień24 - 1
- 2021, Marzec29 - 0
- 2021, Luty15 - 0
- 2021, Styczeń26 - 0
- 2020, Grudzień22 - 3
- 2020, Listopad27 - 5
- 2020, Październik33 - 0
- 2020, Wrzesień30 - 2
- 2020, Sierpień38 - 9
- 2020, Lipiec34 - 0
- 2020, Czerwiec43 - 11
- 2020, Maj40 - 1
- 2020, Kwiecień21 - 2
- 2020, Marzec25 - 6
- 2020, Luty17 - 5
- 2020, Styczeń20 - 8
- 2019, Grudzień14 - 3
- 2019, Listopad10 - 5
- 2019, Październik16 - 3
- 2019, Wrzesień19 - 8
- 2019, Sierpień27 - 13
- 2019, Lipiec31 - 10
- 2019, Czerwiec35 - 12
- 2019, Maj21 - 6
- 2019, Kwiecień28 - 0
- 2019, Marzec25 - 10
- 2019, Luty15 - 2
- 2019, Styczeń8 - 4
- 2018, Grudzień11 - 2
- 2018, Listopad20 - 2
- 2018, Październik24 - 9
- 2018, Wrzesień29 - 8
- 2018, Sierpień31 - 19
- 2018, Lipiec20 - 9
- 2018, Czerwiec21 - 20
- 2018, Maj39 - 11
- 2018, Kwiecień27 - 22
- 2018, Marzec24 - 9
- 2018, Luty9 - 0
- 2018, Styczeń10 - 0
- 2017, Grudzień17 - 0
- 2017, Listopad13 - 3
- 2017, Październik17 - 8
- 2017, Wrzesień16 - 3
- 2017, Sierpień24 - 4
- 2017, Lipiec30 - 8
- 2017, Czerwiec33 - 18
- 2017, Maj31 - 3
- 2017, Kwiecień24 - 4
- 2017, Marzec28 - 0
- 2017, Luty12 - 0
- 2017, Styczeń4 - 0
- 2016, Grudzień12 - 1
- 2016, Listopad19 - 8
- 2016, Październik10 - 0
- 2016, Wrzesień22 - 0
- 2016, Sierpień23 - 2
- 2016, Lipiec25 - 10
- 2016, Czerwiec26 - 33
- 2016, Maj30 - 5
- 2016, Kwiecień18 - 12
- 2016, Marzec30 - 20
- 2016, Luty16 - 1
- 2016, Styczeń6 - 0
- 2015, Grudzień29 - 12
- 2015, Listopad8 - 0
- 2015, Październik19 - 10
- 2015, Wrzesień28 - 2
- 2015, Sierpień22 - 8
- 2015, Lipiec24 - 17
- 2015, Czerwiec31 - 18
- 2015, Maj31 - 2
- 2015, Kwiecień26 - 33
- 2015, Marzec17 - 7
- 2015, Luty12 - 16
- 2015, Styczeń3 - 7
- 2014, Grudzień7 - 0
- 2014, Listopad11 - 7
- 2014, Październik15 - 11
- 2014, Wrzesień20 - 1
- 2014, Sierpień17 - 6
- 2014, Lipiec19 - 38
- 2014, Czerwiec25 - 19
- 2014, Maj21 - 18
- 2014, Kwiecień25 - 23
- 2014, Marzec25 - 39
- 2014, Luty14 - 38
- 2014, Styczeń5 - 7
- 2013, Grudzień12 - 2
- 2013, Listopad12 - 10
- 2013, Październik18 - 22
- 2013, Wrzesień18 - 24
- 2013, Sierpień25 - 84
- 2013, Lipiec29 - 75
- 2013, Czerwiec27 - 82
- 2013, Maj30 - 42
- 2013, Kwiecień24 - 64
- 2013, Marzec7 - 24
- 2013, Luty2 - 7
- 2013, Styczeń1 - 6
- 2012, Grudzień6 - 30
- 2012, Listopad6 - 35
- 2012, Październik7 - 29
- 2012, Wrzesień23 - 72
- 2012, Sierpień25 - 80
- 2012, Lipiec31 - 95
- 2012, Czerwiec24 - 78
- 2012, Maj29 - 149
- 2012, Kwiecień29 - 51
- 2012, Marzec31 - 173
- 2012, Luty4 - 35
- 2012, Styczeń10 - 45
- 2011, Grudzień18 - 28
- 2011, Listopad19 - 28
- 2011, Październik24 - 25
- 2011, Wrzesień28 - 10
- 2011, Sierpień25 - 34
- 2011, Lipiec23 - 42
- 2011, Czerwiec20 - 37
- 2011, Maj31 - 46
- 2011, Kwiecień21 - 10
- 2011, Marzec6 - 7
Wpisy archiwalne w kategorii
[300-1500km :)]
Dystans całkowity: | 33387.44 km (w terenie 259.00 km; 0.78%) |
Czas w ruchu: | 1199:28 |
Średnia prędkość: | 27.84 km/h |
Maksymalna prędkość: | 77.88 km/h |
Suma podjazdów: | 285899 m |
Maks. tętno maksymalne: | 181 (94 %) |
Maks. tętno średnie: | 142 (73 %) |
Suma kalorii: | 19998 kcal |
Liczba aktywności: | 70 |
Średnio na aktywność: | 476.96 km i 17h 08m |
Więcej statystyk |
Dane wyjazdu:
582.80 km
1.00 km teren
21:08 h
27.58 km/h:
Maks. pr.:67.90 km/h
Temperatura:14.5
Podjazdy:3371 m
Rower:Sauron(i)
MRDP 1
Sobota, 19 sierpnia 2017 | Komentarze 0
Jastrzębia Góra-Gdańsk-Frombork-Bartoszyce-Węgorzewo-Gołdap-Sejny-Kuźnica-ChreptowceStart maratonu jak zawsze około 12, jak zawsze spod latarni w Rozewiu/Jastrzębiej. Początek jest zawsze wkurzający, bo najpierw bruki, potem zakorkowane drogi,potem zakorkowanie do Trójmiasta. Lokalesi prowadzą nas chwilę jakimiś objazdami przez Gdańsk, ale w końcu wyłączam się z tego kryterium ulicznego i jadę sam do promu. Jest chwila zapasu, jemy coś na miejscu. Potem i tak czekamy po drugiej stronie na resztę grupy. Więc start ostry nastąpił dopiero chwilę po 16.30.
Wiatr przeciwny, średnio mocny, trochę słońca. Wyszedłem do przodu i tylko czasem mija mnie grupka Extreme/Solo, albo jeden solista, który nie zatrzymuje się na zakupy i zostaje na każdej małej górce. Przez kilkanaście chwil jedzie jeszcze kolega Gavka, który lekko wkurwia wkręcaniem się w grupkę z tyłu lub jechaniem przede mną na tyle, że nie mogę jechać swoim tempem żeby nie wyglądał to jak dojeżdżanie do jego koła. Tempo na górkach w okolice Bartoszyc i robię błąd, nie zatrzymując się na zakupy w mieście. Następne ca. 70 km jadę prawie na sucho, bo nocą stacje są pozamykane. Znalazłem tylko jakiś kranik za jedną ze stacji. Zjeżdżamy na stację w Węgorzewie, Orlen kawałek od trasy, 'zjeżdżamy', bo nie tylko ja przysychałem. Wpada Czarek i Pozdrowery, jemy co tam mają i wypijamy kawy/wody/herbaty, popas trwa sporo czasu. Zaczynam potem dociskać do Gołdapi. A potem mokre asfalty Puszczy Romnickiej. Łapie mnie znów nieprzyjemna zgaga i czkawka, na dodatek lekka senność, nad ranem kładę się na ławce na postoju leśnym na 10 minut. Akurat gdy wstaję mija mnie Ricardo, jedziemy przez moment rozmawiając i potem zaczynają się górki za trójstykiem. Bardziej hopki, ale męczę je w tej wilgoci fatalnie. Nad ranem zaczyna kropić, potem trochę lać. Do Sejn dojeżdżam przemoczony i z bólem żołądka i zgagą. Próbuje coś zjeść, ale nie idzie, jadę dalej w deszczu przez fajne lasy. Ostatecznie przed Kuźnicą (kolejny PK) łapie mnie mega-ulewa i mocne skurcze przepony i zaczynam się zastanawiać nad daniem spokoju. Na dodatek prognozy z frontem, na dodatek z ostrzeżeniami, są niepokojące. Miejscowi spod sklepu w Kuźnicy informują mnie o zajeździe ('Paaaanie, rowerem to ze trzy dni...3km w stronę Białegostoku, na górce'). Jest chwilę przed 14, loguję się do pokoju, biorę obiad i idę pod prysznic, rozwieszam rzeczy, ręcznikiem suszę buty i idę spać. Wieczorem kolejny obiad, bo żołądek już lepiej. Leje dalej więc idę spać i jak się obudzę zdecyduję, czy jadę dalej czy jadę na pociąg do domu.
Kategoria [300-1500km :)], sam, ściganie, MRDP 2017
Dane wyjazdu:
631.60 km
0.50 km teren
21:26 h
29.47 km/h:
Maks. pr.:61.70 km/h
Temperatura:21.0
Podjazdy:4011 m
Rower:Furia
masakracja wiatrem, słońcem i dziurami świętokrzysko-mazowieckimi ;)
Wtorek, 20 czerwca 2017 | Komentarze 2
Gorlice-Turza-Rzepienniki-Tarnów-Dąbrowa Tarnowska-Szczucin-Stopnica-Łagów-Nowa Słupia-Starachowice-Skarżysko Kamienna-Szydłowiec-Przysucha-Nowe Miasto n/Pilicą-Rawa Mazowiecka-Inowłódz-Opoczno-Końskie-Skarżysko-Bodzentyn-Nowa Słupia-Łagów-Stopnica-Tarnów-Rzepienniki-Turza-GorliceChcąc upchnąć wszystko w krótkim terminie, zignorowałem prognozy o przeciwnym wietrze (ale - nie sądziłem, że będzie aż tak mocny) i intensywnych burzach. Na dodatek nie wyspałem się (chyba niecała godzinka snu), a sam wyjazd opóźnił się przez głupie czekanie na przeschnięcie części garderoby ;)
Wyjazd chwilę przed 2, początek jak zwykle z wilgocią i mgłami w dolinach, więc nie pogonisz. Potem łapie mnie wiaterek w plecy. Idzie dość sprawnie i w Łagowie łapię śniadanie około 7.30, po 160km. A potem już tylko męka pod infernalny wiatr, na wyboistych asfaltach woj. świętokrzyskiego i mazowieckiego. Na podjeździe nie pociągniesz, na zjeździe nie pociągniesz, przeciwstawiam się na płaskim, ale trzeba uważać na dziury. Nie spodziewałem się, że podmuchy będą aż tak mocne. Na dodatek upał, który skutecznie odciąga mnie od jedzenia. Po drodze do Szydłowca obserwuję polską myśl techniczno-remontową: wpadam na S-kę, która miała nie być S-ką, ale okazała się jednak S-ką, próbuję wjechać do miasta drogą, która okazuje się w remoncie, zastawiona walcem i ciężarówką, bez żadnych informacji wcześniej. Potem kilkanaście kilosów znaków zakazu (na jedynej drodze w stronę Klwowa!), które i tak się ignoruje, bo remonty już się skończyły... ;) W Rawie mam dość wiatru, ale to nadchodzący mocny front burzowy skłania mnie do zawrócenia...i właściwie powinienem zrobić to 150km wcześniej. Próbuję walić jeszcze w stronę Krakowa, ale dalej jadę na zachód, pod wiatr, przedzieram się więc do Końskich po jakichś dziurach i zaczynam jechać z wiatrem na Skarżysko. Zrobiło się chłodniej, odwiedziłem fajną toaletę i zatankowałem coś więcej niż herbatę do bidonów i od razu zaczyna się jechać super.
I uciekam przed burzą.
Po podjeździe do Bodzentyna w ostatniej chwili zjeżdżam na zamkniętą stację benzynianą, chroniąc się przed piorunami, mega deszczem i ostrym wiatrem porywającym rower. Potem chlapanie tyłka i brudzenie roweru, mały popas w Nowej Słupi (w końcu) i podjazdy nocne. Trzeba oddać kierowcom, że mimo sporego ruchu, głównie ciężarówek, tylko z raz byłem wyprzedzany mało komfortowo, większość potrafiła poczekać na wolną drogę. Nawet Krzychu Szary z rana wyprzedzał mnie szeroko ;)
Nocą góry wchodzą łatwiej, bo nie widać końcówki i licznika, pokazującego jak się zamula. Niestety po drodze wjeżdżam po kilka razy w ulewy i mocno mokre asfalty, co powoduje spore opóźnienie - ślizganie na stromszych podjazdach i ostrożne zjazdy. Spanie daje o sobie znać na Orlenie w Tarnowie przy kanapkach i herbatce, ale nie daję się ciepłemu chodnikowi (jest naprawdę gorąco, prawie całą noc jechałem na krótko, mimo opadów i mokrych asfaltów) i powoli, ale skutecznie, pożeram kolejne kilometry najkrótszą drogą do domu, gdzie ląduję około 4.30, po prawie 27h (zeszło na różne rzeczy poza jazdą).
Nie był to najszczęśliwszy wyjazd, ale - zero awarii, zero problemów na drodze, trochę świeżej opalenizny - fajnie było ;)
CLIMB: max 12%

Rozmyty Jowisz z lekko rozmytym Księżycem © wojtekjg

Na horyzoncie Góra Św. Marcina

Nocny łowca wyczekuje na pasażerów tarnowskiego PKP w Dąbrówce Tuchowskiej © wojtekjg

Okolice Radwanu z rana © wojtekjg

Wschód słońca przed Szczucinem © wojtekjg

Pola przedszczucińskie o wschodzie © wojtekjg

Wisła znaczy koniec Małopolski © wojtekjg

Jak zwykle stopnicka prosta spod kościoła © wojtekjg

Jak zwykle pofałdowanie wzduł Chańczy © wojtekjg

Ostatni zakręt podjazdu (w tę stronę zjazdu) z Łagowa z Św.Krzyżem w tle © wojtekjg

Fontanna łagowska © wojtekjg

Zakręty pod Św.Krzyżem © wojtekjg

Jak zawsze mocny zjazd do krajówki w Skarżysku © wojtekjg

Resztki górek na Mazowszu, okolice Borkowic © wojtekjg

Przyjemne leśne szosy do Nowego Miasta © wojtekjg

Nowe Miasto nad Pilicą © wojtekjg

Wietrzne proste województwa łódzkiego © wojtekjg

Znów pod Św.Krzyżem,po burzach i po zachodzie © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], sam
Dane wyjazdu:
507.50 km
0.00 km teren
18:41 h
27.16 km/h:
Maks. pr.:65.30 km/h
Temperatura:19.0
Podjazdy:6369 m
Rower:Furia
Maraton Podróżnika 2017
Sobota, 3 czerwca 2017 | Komentarze 6
Kiedy wpadłem na kilka chwil na MP w 2015r myślałem, naiwnie, że to rzeczywiście maratonowa jazda w grupach albo przemieszanych grupach. A tu paaaanie, ściganie jak na każdym ultra, przynajmniej w tak do połowy stawki. Mimo przespania zapisów dostałem się na tegoroczny z listy rezerwowej. I fajnie - pierwsza dłuższa jazda w tym roku, pierwsza długa powypadkowa i do tego w dobrym towarzystwie i po solidnych górach.
Startowałem z ostatnią grupą, chyba taką najmocniejszą. Tak przez 45 minut jadę praktycznie sam po hopkach widząc grupę gdzieś z tyłu i nie żyłując tempa. Dojeżdżają przed Żarowem i skręcają wbrew trackowi. Chwila tłumaczenia, że zmienił się niedawno, ale nieee, my z Ryśkiem wiemy lepiej: on zna na pamięć trasę i ma w telefonie, ja mam w garminie, więc walimy przez Żarów. Po chwili wjechania w wertepy i dziury, 3-krotnym zgubieniu bidonu i powrotach, zawróceniach przy remontach załapałem czemu miałaby być trasa zmieniona...Rysiek też mnie gdzieś zgubił, zjeżdżamy się magicznie przed Strzegomem i...i zaczynamy łapać ludzi, których mijaliśmy prawie godzinę wcześniej. Super;) troszkę pracy na zmianach, potem wchodzę w tempo pod mały wiatr w górę do Wojcieszowa (gdzieś tam mijamy i straszymy werbalnie Waxia : P) i Rędzin. Mijamy kolejne grupki i pojedynczych bajkerów, w tym Wilka (którego grupa zabrała się w większości z naszymi mocarzami), i zaczyna się Rędzińska, z naprawdę mocno trzymającą końcówką (ciągle ponad 11%) i w pierwszym poważnym upale. Postanowiłem tutaj nie czekać już na Ryśka (chociaż daleko nie został) tylko pognać na dół. Fajnie, że 300tka jedzie od drugiej strony (w tym goście na poziomkach!!!), można spotkać się na trasie. Przeskakuję Kowarską, koło Sosnówki mało nie rozjeżdżam stadka dzikich kaczuszek (krzyknąłem w porę, nawet jacyś szosowcy, siedzący mi przez moment na kole, wyminęli je) i w Podgórzynie koło sklepu, gdzie miałem tankować, nabijam się na prowadzącą grupkę. Spokojne uzupełnianie bidonów i płynów i bananów i jakiegoś batonika (bo ze trzy rzeczy wypadły mi z koszyka z koksem na dziurach), pół grupy odjeżdża w górę (chyba w pośpiechu), ja na spokojnie dopijam resztki soku. Doganiam chłopaków na początku stromizny. Rzeczywiście Karkonoska daje radę: zły asfalt, nastromienie, które na końcu nie chce zejść poniżej 15%, dodatkowo upał. Na koniec jakiś szosowiec chce się ze mną ścigać, znów przegrywam, na przełęczy zasuwam się, dopijam pepsi i walę w dół. Zjazd jest nawet taki dość płynny, asfalt jest dobry, ale robi się chłodno. Na dole doganiam Gavka - chop waży około 50kg razem z rowerem więc zostawił wszystkich na górce, ale w dół, pod mocniejszy wiatr jakoś nie idzie. Chwilę gadamy, siada mi na koło i jedziemy. Garmin coś mi szaleje po 200km, nie dość, że sygnał gubi to jeszcze nie nawiguje tylko pika gdy zgubię kurs. Wyjeżdżam jakiś wiadukt zamiast skręcić w prawo przez wieś i zauważam to za późno. Informuję Gavka, i lekko zwalniam, ten zjeżdża przede mnie i nagle się zatrzymuje prosto przede mną...Łapię szlif po asfalcie na biodrach i tyłku, łapię też snejka w przednim kole (i pęka mi manetka, zauważam dopiero teraz, na szczęście mogę zmieniać biegi, chociaż regulowałem przerzutki kilka razy po drodze). Gavek jedzie dalej, a ja wymieniam i pompuję na poboczu. Po ogarnięciu prawie wszystkiego zjeżdżam na trasę i do wsi i za Vrchlabí tankuję na stacji benzynowej. A potem fajna ścieżka rowerowa i skręt na Černý Důl i fajny podjazd. Tam łapię krewniaka tomkowego, szybciej zjeżdżam na Trutnov, kilka hopek, granica i złapanie Kosmy i Gavka (i tak musiałem na nich poczekać, żeby dopytać gdzie ten bufet...pogubiłem się przez te nadprogramowe kilosy z zabłądzeń). Przejeżdżam oczywiście skręt na Adršpach, zawrotka i fajnie zlokalizowany bufet pod lasem za wsią, pod wiatą. Pochłaniam pomarańcze, pochłaniam tylko pół malutkiej porcji makaronu z gulaszem (i ogórkami:)), pochłaniam kolę, nie pochłaniam drożdżówki - ciężko idzie mi jedzenie stałych pokarmów, jak to przy zmęczeniu i lekkim odwodnieniu. Biorę banana, macham chłopakom (dojechał Gavek, Kosma i nawet Rysiek) i wyrażam szczerą nadzieję, że dojdą mnie za kilka chwil, i uderzam na kilka górek w stronę skalnego miasta. Dzwonię po drodze do Magdy, dojadam resztki żarcia z kieszonek i zjeżdżam do Kudowej. Droga Stu Zakrętów wchodzi fajnie - nie jest to wymagający podjazd, ale ciągnie się sporo. Szczęśliwie zrobili nawierzchnię na zjeździe do Radkowa i można puścić hamulce. Sklep w Wambierzycach osiągam jeszcze przed zachodem słońca, znów tankowanie i jakiś batonik, przyjemna droga rowerowa na Raszków i jakieś hopy do Polanicy. A tam, o dziwo, światełka Tomka. Jedziemy sobie razem, pogadujemy, robi się ciemno i chłodnawo (a ja dalej tylko w rękawkach, Tomek opatulony nieźle, nawet dodatkowe rękawiczki zakupił ;)), czasem ktoś na zmianę wyjdzie i już po Bystrzycy i Idzików - znów nocą (chciałbym z raz jechać tutaj za dnia) - i znów Czarna Góra (albo jak się popularniej mówi - Puchaczówka;)). Nawet nie przyspieszam, jadę na spokojnie na blacie dolną część i widzę, że Tomek zostaje.Chwilę czekam, ale progresu nie ma więc jadę dalej w tempie. Przez upadek czuję plecy i więcej niż bym chciał wstaję w pedały. Zjazd jest tragiczny - zimny, momentami piaszczysty, super zimny w dole za Sienną i znów pojawiają się dziury, które omija się zygzakiem. W Lądku trzeba pokrążyć po miasteczku, potem fajna Przeł. Lądecka, mylę się z punktem kontrolnym na granicy (zła granica! ;)) i znów zimne zjazdy. W końcu poprawna granica, ale tempo spadło, bo nie dość, że zimno, to jeszcze jakoś nie mam parcia, przed Paczkowem dobija do mnie Tomek. I tak się snujemy trochę, raz na jakiś czas dając zmianę. Na dodatek robi się pagórkowato (super!) i dziurawo, a momentami brukowano (fatalnie...już wcześniej sporo bruków zaliczyłem w Czechach). Łapię się na zjazdach na tym, że hamuję za późno niż bym chciał, chyba przez przysypianie. Czasem zawiewa cieplejszy wiatr, czasem zimniejszy, zatrzymujemy się jeszcze na jednej stacji, bo mnie przysuszyło..i łapie nas Rysiek, który w szaleńczym pościgu przeskoczył sporą różnicę czasową. Ostatnie wzniesienia za Dzierżoniowem jedziemy tak żwawiej, zaczyna już świtać...i na ostatnich (dosłownie) dziurach, niecałe 9km przed metą (dosłownie!) łapię snejka w tyle. Chłopaki nie usłyszeli mojego krzyku, żeby jechali dalej, po chwili wracają zza zakrętu szukając mnie (i nie znajdują...a stałem na poboczu :P), a ja walczę z gumą, bo mam tylko krótki wentyl, pompka nie wchodzi dobrze w przedłużkę, dobijam jakieś 2atm. Jadę ostrożnie po dziurach, ostrożnie na podjeździe pod Tąpadła, ostrożnie na, zazwyczaj, dość szybkim zjeździe i dobijam do mety, po trochę ponad 20h (chyba 20h03min).
Mało przerw jak na mnie, o dziwo.
Tak coś czułem przed startem, że to będzie pierwszy od dawna wyjazd z przygodami awaryjnymi.
Chyba zająłem 3. miejsce...ale dalej ze mną jest ten sam problem, że parcie 'na wynik' kończy mi się po pewnym czasie i brakuje imperatywu jakiegoś takiego wyścigowego. Bo można by pocisnąć wcześniej na hopkach i poatakować na górkach żeby zgubić lub zmęczyć grupę, a mi się włączyła turystyka. Ale to raczej in plus ;)
Spoko spalonej skóry, czuję stłuczenia biodra i odwodniłem się trochę, ale...wygląda na to, że powoli wracam do formy przedwypadkowej.
CLIMB: max 21% (nie pokazało mi tych mitycznych 23-25%)
Kategoria [300-1500km :)], niesam, sam, ściganie
Dane wyjazdu:
743.00 km
0.00 km teren
23:26 h
31.71 km/h:
Maks. pr.:57.00 km/h
Temperatura:
Podjazdy:3355 m
Rower:Furia
Znów to samo...
Sobota, 20 sierpnia 2016 | Komentarze 1
Pomimo deszczyku z rana i sztywnego czołowego wiatru - jechało się nad wyraz fajnie. Czołówkę dogoniłem i w miarę kontrolowałem co się dzieje, jedzenia nie odmawiałem i dokładałem swoje z kieszonek, piłem sporo i równo, nawet zatrzymując się w sklepach, żeby dopełnić bidony herbatą mrożoną.I w końcu siekło mnie w okolicy Białobrzegów - silne skurcze żołądka, czkawka i skurcze przepony, uniemożliwiały momentami jazdę zupełnie. Tak samo jak zdrowe pobieranie pokarmów. Próbowałem jeszcze zresetować się w Iłży (do której dotarłem tylko 45min po zaplanowanym czasie - 24h45min), ale dotoczyłem się tylko do Opatowa...
Niestety, ponownie po podobnym dystansie, chociaż problemy trochę inne. Może to właśnie mój limit i trzeba dać sobie spokój z taką intensywnością na dłuższych dystansach? Szkoda tego roku, bo dobrze czułem się w tym wietrze i ulewy przyszły po 40h od startu.
Garmin padał ze dwa razy, potem przestał nawigować. Śladu na Stravę nie będzie.
ps. udało mi się sklecić pliki w jeden wielki, smutny aż do wycofu...
Kategoria [300-1500km :)], BBT, sam, ściganie
Dane wyjazdu:
476.80 km
0.00 km teren
18:23 h
25.94 km/h:
Maks. pr.:69.30 km/h
Temperatura:18.0
Podjazdy:6336 m
Rower:Furia
tak trochę dookoła Tatr
Czwartek, 30 czerwca 2016 | Komentarze 4
Gorlice-Wawrzka-Krynica-Leluchów-St.Ľubovňa-Velka Lomnica-Tatr.Lomnica-Hrebienok-Velicke pleso-Popradske pleso-Štrbske plesa-Liptovský Mikuláš-Kvačianske sedlo-Roháčske pleso-Oravice-Chochołów-Czarny Dunajec-Nowy Targ-Krościenko-Nowy Sącz-Ptaszkowa-Grybów-Ropska-Gorlice
Poranna Wawrzka © wojtekjg

Trakcja w stronę Leluchowa © wojtekjg

Hopki koło Plaveca i pierwsze widoki © wojtekjg

Plavnica z Levocskymy (?) w tle © wojtekjg
Przeszło cztery lata temu, żeby było zabawniej dokładnie co do dnia , podjechałem kilka wysokich asfaltów tatrzańskich w jeden dzień. Dziś mała powtórka z dodatkami. Warunki, co ciekawe, mocno podobne - i słońce i burze, i ciepło i parno. tylko tym razem Arek nie wyjechał po mnie ;)
Dojazd pod Tatry strasznie powolny przez poranne mgły i czołowy wiatr. Podjazdy jakoś idą. I na Hrebienoku i na podjeździe na Śląski są odcinki, które można uznać za szutrowe, co spowalnia zjazdy (poza tym na zjeździe z tego drugiego dalej hamuje się na poprzecznych rowach-przepustach). Na Velickim zaczyna kropić, więc nie siedzę długo, na pozostałych podjazdach lampa. Ludzi na drodze niewiele, ale i tak wchodzą pod koła. Zjazd do Mikulasza niestety pod mocny wiatr, wysuszający do tego, a potem kryzysik na podjeździe pod Huty. Na górze słuchać pomruki burzy i widać czarne chmury znad Zachodnich i ścianę deszczu nad Liptovską Marą. Grad łapie mnie w połowie zjazdu, akurat gdy trafiam na fajną wiatę przystankową, gdzie kibluję ponad godzinę. I tak asfalty mokre, i tak szybki zazwyczaj zjazd na hamulcach. Chlapię jeszcze tyłek na podjeździe pod Roháčske pleso, gdzie jestem chwilę po 20. O kilka godzin później niż zakładałem. Zjazdy w zachodzącym słońcu są dość szybkie, potem podwieczorna wilgoć i dziury do Oravic, a po nawdychaniu się oparów z oravickich wód borowych zaczyna się świetnie jechać. Gonię chmurę z piorunami, więc skręcam na szybszą trasę przez Targ i Snozkę. Do Sącza na kanapkę dobijam dość szybko (godz. 1.30) i przed godz. 4 dojeżdżam do domu.
CLIMB: max 16%

Jazda w stronę Tatr z Lubovli, jak zwykle © wojtekjg

Chmurka tam i tu © wojtekjg

Prosta z Lomnicy na Vysoke Tatry © wojtekjg

Hrebienok - kultowo z JK © wojtekjg

Kralo'va hola kusi z daleka © wojtekjg

Początek na Velicke jak na patelni © wojtekjg

Velické pleso (1670m) © wojtekjg

Podjazd podobny do podjazdu - tutaj na Popradske pleso © wojtekjg

Popradske bardziej słoneczne © wojtekjg

No i Strbske © wojtekjg

I Male Strbske © wojtekjg

Nudny zjazd z widokami na łany zbóż pod górkami © wojtekjg

Velki Choc za Liptovską Marą też kusi (nierowerowo) © wojtekjg

Liptovske Matiasovce © wojtekjg

Początki podjazdu na Roháčske © wojtekjg

Pod Osobitą, w stronę Wołowca © wojtekjg

Powolny zjazd schnącymi asfaltami © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], just another epic, sam
Dane wyjazdu:
692.50 km
15.00 km teren
25:27 h
27.21 km/h:
Maks. pr.:75.20 km/h
Temperatura:
Podjazdy:8064 m
Rower:Furia
Dwie wieże
Wtorek, 7 czerwca 2016 | Komentarze 14
Słońce prażyło, wiatr wiał, noc zimna/lodowata. Po drodze problemy z zakazami rowerowymi, nawigacją i garminkiem, który oszalał chwilę przed północą (wypluwając ostatecznie rozpieprzony ślad gps).
Nadrzędnym celem był Kékes-tető (1014m) (podjazd prawie 20km, przez nówkę asfalt i asfalty zgryzione, na szczycie z zachodem słońca), po drodze wpadły Góry Bukowe (sądzę, że są super latem - zacieniony podjazd, niezbyt stromy, asfalty lepsze niż się spodziewałem, widoków niewiele - lub jesienią), a nad ranem obskoczyłem jeszcze Kral'ovą holę (bez sensu - mnóóóstwo kamyczków na szutrze, a asfalt w nie lepszym stanie, podjazd i zjazd w 2.20h, na szczycie około 15min. przed 8).
Sporo czasu zeszło na różne rzeczy poza jazdą - jedzenie, picie, szukanie alternatywnych do węgierskiej krajówki dróg, wertepy i inne, czarowanie, prośby i modlitwy nad Garminem (nie wiem co zadziałało), picie kakao na stacji benzynowej nocą, trzęsienie się z zimna przy przymrozkach na sedlu w Muranskej planine. Przyjemna dla oka trójkująca średnia została zabita przez podjazd na sedlo Javorinka (944m) z rana (sztywno kiiilometrami, plus wilgoć i ziąb) i Kral'ovą (asfalt nie schodzi poniżej 8%). Kekesz też nie był bajeczką, początek trzyma kilkanaście kilosów po 5-7%, a końcówka 8-11%, ale tam nie zrzuciłem z blatu, jechało się fajnie. Na powrocie, do smażącego słońca, dokłada się wiatr w twarz.Temperatury od 15*, przez 26* do 0*C nad ranem i znów od 10* do ponad 35*C.
I znów, oczywiście, pszczoła, tym razem mad'iarska, upitoliła mnie w brew...
CLIMB: max 13%

Zdyńsko-konieczańska prosta © wojtekjg

Plonowanie za Bardejovem © wojtekjg

Wypasik na halach koło Presova © wojtekjg

Kapusanski hrad © wojtekjg

Górki pod Presovem © wojtekjg

Pod Slaneckimy vrchami © wojtekjg

Na drodze do Miszkolca © wojtekjg

Miszkolc też nie jest przychylny rowerzystom © wojtekjg

Wjazd w Góry Bukowe © wojtekjg

Lillafured © wojtekjg

Podjazdy ciągle w lesie © wojtekjg

Po obejchaniu dolinki dookoła © wojtekjg

Szybki zjazd przy skałach i jaskiniach do Egeru © wojtekjg

Centrum Egeru © wojtekjg

Drugie spojrzenie na Kekesz © wojtekjg

Podjazdy w górach Matras © wojtekjg

Trochę prostych © wojtekjg

Początek podjazdu w stronę Kekesza, częściowo nowiutki asfalcik © wojtekjg

Widoczek po zachodzie z Kekesza © wojtekjg

Na szczycie Węgier © wojtekjg

Wieża na szczycie Kekesza © wojtekjg

Kolejne kakao chwilę przed północą © wojtekjg

Niemrawy wschód słońca w Murańskiej planinie © wojtekjg

Poranna Kralova © wojtekjg

Początek podjazdu © wojtekjg

Prawie końcówka szutru © wojtekjg

Rozpieprzony asfalt nad Posrednym sedlem © wojtekjg

10% ale nie czuć © wojtekjg

Przedostatnie zakręty do szczytu © wojtekjg

Tatry lekko przymglone © wojtekjg

Końcówka podjazdu © wojtekjg

Szczytowanie © wojtekjg

Jak zwykle pamiątkowo © wojtekjg

Sumiac w dole © wojtekjg

Strome szutry © wojtekjg

Ponad 1000m deniwelacji © wojtekjg

Okolice Teglartu © wojtekjg

Podjeździk do Popradu © wojtekjg

Poprad to fajne miasteczko po Tatrami © wojtekjg

Fajny postój pod lipą © wojtekjg

Rytro w słońcu © wojtekjg

Na koniec dnia -- Ropska © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], sam, just another epic
Dane wyjazdu:
471.80 km
0.50 km teren
16:08 h
29.24 km/h:
Maks. pr.:69.00 km/h
Temperatura:
Podjazdy:3650 m
Rower:Furia
kolejny świętokrzyski worktrip
Środa, 1 czerwca 2016 | Komentarze 13
Tam czasem zawiewa nawet fajnie, ale dalej za mocno. Do tego mocno praży. A mnie boli gardło. Cudem omijają mnie dwie burze ze zlewami przy Skarżysku, łapię później tylko na chwilę mokre asfalty. Trochę błądzenia przed Kielcami, do Pińczowa przez mgły i hopki nadnidziańskie. Wschód słońca łapię za Proszowicami i do Krakowa (traaagedia asfaltowa!) zjeżdżam przed 5. Dwa spotkania, sporo krążenia po mieście... i za Wieliczką łapie mnie prawie trzygodzinna mocna ulewa, mocząca wszystko do cna (nawet rzeczy w niby-nieprzemakalnej torbie podsiodłowej). Odpuszczam w Brzesku, głównie przez małe otarcie i wracam autobusami do domu.
Temperatura czasami sięgała 30*C, w nocy trochę poniżej 10*, podczas deszczu przyjemne 8-11*.C.
CLIMB: max 17%

Podjazd w okolicy Jodłowej © wojtekjg

18% z daleka nie wygląda tak źle © wojtekjg

Droga w świętokrzyskie - mały zakręt i niewielki podjazd © wojtekjg

Prosta w Stopnicy tak jak zwykle © wojtekjg

Szydłów na końcu prostej © wojtekjg

Świętokrzyskie wyboje dały radę torbie Authora © wojtekjg

Szydłów pod chmurami © wojtekjg

Prosta wzdłuż Chańczy © wojtekjg

Znów pod Świętym Krzyżem © wojtekjg

Krynki w słońcu © wojtekjg

Bajorko przy Krynkach © wojtekjg

Droga przez las do Skarżyska © wojtekjg

Ulewa zmierza do Skarżyska © wojtekjg

Nocka nad autostradą © wojtekjg

Kolejny wschód słońca, tym razem nad Proszowicami © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], prace różnej maści, sam
Dane wyjazdu:
524.70 km
2.00 km teren
18:14 h
28.78 km/h:
Maks. pr.:71.30 km/h
Temperatura:
Podjazdy:3616 m
Rower:HighOnBike
świętokrzyskie work trip
Czwartek, 19 maja 2016 | Komentarze 2
G-Jasło-Warzyce-Wiśniowa-Sędziszów Małopolski-Kolbuszowa-Nowa Dęba-Gorzyce-Sandomierz-Ćmielów-Ostrowiec Św.-Brody-Wąchock-Pawłów-Nowa Słupia-Św.Krzyż-Łagów-Raków-Staszów-Połaniec-Mielec-Dębica-Pilzno-Jodłowa-Czermna-Biecz-GCzasem pod wiatr, dość często z wiatrem, nocą i nad ranem w mgłach, powrót ciągle pod mocniejszy wiatr.
Po zoptymalizowaniu trasy dojeżdżam za szybko, więc jest czas na kręcenie się po okolicy i więcej kontroli, nocka standardowo. Nad ranem podjeżdżam na Święty Krzyż (Łysa Góra, 594m) - tyle razy bywałem w okolicy i jeszcze nie zaliczyłem rowerem. Trochę kręcenia w drodze powrotnej, małe wysychanie i mocna praca pod wiaterek.
W dzień powietrze chłodne, za to w słońcu za gorąco. Nocą zbyt zimno. Temperatury od prawie 30 do 0-4st.C nocą.
CLIMB: max 16%

Pagórki Pogórza Dynowskiego © wojtekjg

Rzepaki pogórzańskie © wojtekjg

Im dalej na północ, tym więcej prostych © wojtekjg

Stawy przy poligonie koło Nowej Dęby © wojtekjg

Tereny poeksploatacyjne po odkrywkach siarki © wojtekjg

Pomnik siarkowców ;) © wojtekjg

Sielanka nad Wisłą koło Sandomierza © wojtekjg

Wieczorne polowanko © wojtekjg

Brody Iłżeckie nocą © wojtekjg

Wąchock nocą © wojtekjg

Trochę mgiełki pod Łyścem © wojtekjg

Początek podjazdu na Św.Krzyż © wojtekjg

Zaraz po wschodzie słońca © wojtekjg

Widoczki spod bazyliki © wojtekjg

Widoczki w dal © wojtekjg

Poranne mgły w dolinach © wojtekjg

Dalej widoczki w oddali © wojtekjg

Gołoborze pod szczytem Łysej Górze © wojtekjg

Podjazdy świętokrzyskie dobiły już niejednego © wojtekjg

Pod Św.Krzyżem © wojtekjg

Dzień jak co dzień w dolinie Wisły © wojtekjg

Ostatni sensowny podjazd dnia - Wisowa © wojtekjg

Iii super zjazd do Czermnej © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], prace różnej maści, sam
Dane wyjazdu:
487.80 km
0.50 km teren
18:13 h
26.78 km/h:
Maks. pr.:66.90 km/h
Temperatura:12.0
Podjazdy:3511 m
Rower:
Ajvar Tour -1: Due south...and back
Sobota, 16 kwietnia 2016 | Komentarze 6
Gorlice-Tokaj-Koszyce-GorliceBez sensu: godzinka deszczu w nocy w Polsce (wyjazd o północy), wiatr w twarz aż za Tokaj, taki wrzucający w rowy, powrót po dziurach i z krążeniem po wioskach wymuszony sytuacją awaryjną (nie moją, szczęśliwie), nudny przejazd przez tragiczne asfalty od Koszyc do Bardejova, na końcu - wreszcie dobry wiatr od Koniecznej!
Zaczynam nie lubić Węgier - nie czuję nadgarstków od tych 'asfaltów', na dodatek nałykałem się pyłków rzepaku.
CLIMB: max 12%

Na drodze do Zborova © wojtekjg

Okolice Raslavic © wojtekjg

Herbatka pod Vranovem © wojtekjg

Powoli świta © wojtekjg

Pierwsze rzepaki prawie w słońcu (pod Slaneckymi vrchami) © wojtekjg

Nowy asfalcik za Trebisovem © wojtekjg

Impresje wschodzikowe © wojtekjg

Żółto pod Górami Zempleńskimi © wojtekjg

Zgryziona droga w stronę granicy © wojtekjg

Rzepak pod Zempleni-hegyseg © wojtekjg

Znajomy priehod © wojtekjg

Dróżka dookoła Magas-hegy © wojtekjg

Zjazd koło pierwszych winnic © wojtekjg

Grupa Magasa od tyłu © wojtekjg

Płaaaasko i wietrznie © wojtekjg

Nieliczne velo-ścieżki wzdłuż krajówki © wojtekjg

Rzepiole kwitną © wojtekjg

Magas-hegy zostawiam za sobą © wojtekjg

Olaszliszka, po drodze na Tokaj © wojtekjg

Na każdym gnieździe parka boćków © wojtekjg

Nagy-Kopasz z oddali © wojtekjg

Cenrum Tokaja © wojtekjg

Tam gdzie Bodrog miesza się z Tiszą

Trza objechać górkę © wojtekjg

Posrzępiony asfalt podjazdu © wojtekjg

Niby nic a 10% trzymie © wojtekjg

Las chroni trochę przed wiatrem i upałem © wojtekjg

Klasyczna fotka na szczycie © wojtekjg

Tak, było Pepszi © wojtekjg

Puszta w oddali z Nagy-Kopasza © wojtekjg

Kopasz pod rzepiennikiem - jak typowo © wojtekjg

Małe wyrojenie zgrzypików © wojtekjg

Znów w Zempleni-hegyseg © wojtekjg

Zameczek w Boldogkóvaralja © wojtekjg

Po zasiewach © wojtekjg

Obliżenie przy Encs © wojtekjg

Droga z Goncruszki © wojtekjg

Tyndalek na drodze do Kosic © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], sam
Dane wyjazdu:
364.00 km
0.00 km teren
12:18 h
29.59 km/h:
Maks. pr.:73.70 km/h
Temperatura:18.0
Podjazdy:4848 m
Rower:Furia
Wszystkie zapachy Podkarpacia
Wtorek, 5 kwietnia 2016 | Komentarze 4
Gorlice-N.Żmigród-Dukla-Iwla-Chyrowa-Daliowa-Komańcza-Cisna-Wetlina-Ustrzyki Górne-Czarna-Wołkowyja-Polańczyk-Lesko-tarnawa Górna-Poraż-Mokre-Bukowsko-Sieniawa-Rymanów-Iwonicz-Zdrój-Lubatowa-Jasionka-Dukla-N.Żmigród-GorliceMiało nie wiać, a wiało przeważnie z boku (chociaż czasami było w plecy, nie ma co narzekać). Asfalty za to tragiczne i czasem nie dało się przycisnąć mimo warunków (dobrze, że bidonów nie pogubiłem). Trochę wilgoci w dolinkach nad ranem i wieczorem i dalej ten saharyjski pył zawieszony na niebie (a na dole piach pozimowy z poboczy). Pachnie wiosną i nawozami naturalnymi na polach, a koło Folusza pożarami łąk (aż zgłosiłem na straż, bo przy tym wietrze całe pola Kotliny Jasielskiej mogłyby pójść z dymem...ludzie nie myślą).
Wyjazd o 8, w Komańczy chwilę po 11, w Wetlinie tankowanie o 13, Lutowiska około 15, zachód słońca (19:08) na przełęczy pod Tokarnią koło Bukowska, Gorlice ok 22:45.
Mnóstwo słońca, prawie cały dzień na krótko, pomimo wiatru. Noc też cieplutka. Trochę odwodnienia na odcinku za Lutowiskami przez złe rozplanowanie picia (uratował mnie sklepik w Bukowcu).
CLIMB: max 16%

W stronę słońca za Foluszem © wojtekjg

Fajny dywanik na Komańczę © wojtekjg

Prosta pod połoninami © wojtekjg

Zjazd z Przeł.Wyżnej © wojtekjg

Pod Przeł.Wyżniańską © wojtekjg

Stromy podjazd na górkę nad Tarnawą Górną © wojtekjg

Zachód słońca pod Pasmem Bukowicy © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], sam