Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Gorlice. Mam przejechane 227113.03 kilometrów w tym 3442.62 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 26.18 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

[300-1500km :)]

Dystans całkowity:31015.24 km (w terenie 115.90 km; 0.37%)
Czas w ruchu:1106:52
Średnia prędkość:28.02 km/h
Maksymalna prędkość:77.88 km/h
Suma podjazdów:261301 m
Maks. tętno maksymalne:181 (94 %)
Maks. tętno średnie:142 (73 %)
Suma kalorii:19998 kcal
Liczba aktywności:66
Średnio na aktywność:469.93 km i 16h 46m
Więcej statystyk

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dane wyjazdu:
353.80 km 0.00 km teren
11:26 h 30.94 km/h:
Maks. pr.:76.80 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy:2870 m
Rower:Sauron(i)

chwilka opalania na Mad'arsku

Czwartek, 7 lipca 2022 | Komentarze 3

Gorlice-Magura-Konieczna-Bardejov-Kurima-Giraltovce-Hanušovce nad Topľou-Vranov nad Topľou-Sečovská Polianka-Sečovce-Trebišov-Sátoraljaújhely-Pálháza-Hollóháza-Skároš-Nižná Myšľa-Košice-Košické Oľšany-Vajkovce-Šarišské Bohdanovce-Dulova Ves-Prešov-Kapušany-Raslavice-Bardejov-Beherov-Konieczna-Magura-Gorlice

Wyjazd już za jasności (o ok. 4.40), tuż przed wschodem, był i dobrym i złym posunięciem. Dobrym, bo użycie lampek było minimalne. Złym, bo godzina czy dwie wcześniej dałoby więcej dnia.
Na Magurze wpadam w zupę mgły, która osadza się na mnie mokrym wykwitem rosy. Za to po przejechaniu Dujavy inny świat, ciepły i słoneczny. Około 7, gdzieś w dolinie Topl'y, wychodzi cieple słońce i czuć ten południowy żar, który czuje się wyjeżdżając na południe z tego smutnego jak p***a kraju.
Za Hanušovcami rusza wiatr skośmy w nery, ruszają też ciężarówy. Skręt na Sečovce był chyba niepotrzebny, ale wyszło jak wyszło. Proste zatrebiszowskie lecą na przyschnięciu i jakoś chwilkę przed 10tą jestem pod granicą. Nie ma nastroju na wjazd dalej w tokajskie, skręcam pod wiatr i walę koło żniw w stronę Hollóházy. Ale wcześniej popas w Palhazie. Potem wyboiste cyklo-ścieżki i asfalty Zampleni-hegyseg i podjazd w gorrrącu na przełączkę nad Hollóházę. Po zjeździe na Slovakię lekko zahaczam o Koszyce, nawiguję koło budującej się R1 i wpadam w trasy VRL pod Slaneckimi vrchami. Prešov pół DDRką, pół w ruchu i jeszcze przed-przedostatnie tankowanie pod hradem w Kapušanach. Albo wiatr się lekko zmienił, albo zmniejszył, bo nie męczę na odcinku do Bardejova (gdzie wpadam na mały popas na Slovnaft), a i dalej w stronę hranicy jest spoko. Z Koniecznej już na autopilocie, Magura zgodnie z rozkładem przed 18tą i niecałe pół godziny później wbijam do Gorlic.
Zważając na warunki to czas przejazdów nawet-nawet. Trochę mało gór, ale wybrałem trasę, którą nie wracałem jak dotąd w stronę Prešova, a ta zbyt górzystą nie była.
Z rana temperaturka potrafiła spaść do 4st.C (ale dół był na krótko i to była dobra decyzja), potem podczas postojów wystrzeliwała ponad 30st., jak to w tym okresie roku bywa.
CLIMB: max 11%
prosto w góry z Gorlic
prosto w góry z Gorlic © wojtekjg
mgły za pasmem magurskim
mgły za pasmem magurskim © wojtekjg
trochę mgliście w Zdyni
trochę mgliście w Zdyni © wojtekjg
ulubiona hopka w stronę Stebnickiej
ulubiona hopka w stronę Stebnickiej © wojtekjg
masa obrażonych słonecznikowców
masa obrażonych słonecznikowców © wojtekjg
słonecznik zapylanym jest
słonecznik zapylanym jest © wojtekjg
płaskość pól za Trebisovem i pierwsze (no, może drugie) spojrzenie na góry węgierskie
płaskość pól za Trebisovem i pierwsze (no, może drugie) spojrzenie na góry węgierskie © wojtekjg
ostatnia hopa przed granicą i górki nad Satoraljaujhely
ostatnia hopa przed granicą i górki nad Satoraljaujhely © wojtekjg
velo ścieżki w Góry Zamplińskie
velo ścieżki w Góry Zamplińskie © wojtekjg
Fuzeri var na wzgórzu jak zwykle
Fuzeri var na wzgórzu jak zwykle © wojtekjg
huta porcelany w Hollohazie, wygląda na opuszczoną w połowie
huta porcelany w Hollohazie, wygląda na opuszczoną w połowie © wojtekjg
gdzies pod lasem czai się nitka podjazdu z Hollohazy
gdzies pod lasem czai się nitka podjazdu z Hollohazy © wojtekjg
Nižná Myšľa na horyzoncie
Nižná Myšľa na horyzoncie © wojtekjg
południe Słowacji dość rolnicze jest
południe Słowacji dość rolnicze jest © wojtekjg
boczne dróżki pod Slaneckimi vrchami
boczne dróżki pod Slaneckimi vrchami © wojtekjg
Presov  gdzieś z jakiejś górki
Presov gdzieś z jakiejś górki © wojtekjg
przed ostatnim podjazdem do granicy
przed ostatnim podjazdem do granicy © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], sam


Dane wyjazdu:
305.30 km 0.00 km teren
10:26 h 29.26 km/h:
Maks. pr.:55.40 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy:2035 m
Rower:Sauron(i)

Nocno Rajza TdS

Sobota, 11 września 2021 | Komentarze 0

Godów-Olza-Kietrz-Głubczyce-Biała-Korfantów-Krapkowice-Annaberg-Kędzierzyn-Koźle -Rudy-Rudytłowy-Wodzisław Śląski-Godów

Z atrakcji wymienić można:
- ładną, ciepłą pogodę na starcie,
- fajny zachód słońca na jakiejś górce nad Tworkowem,
- błądzenie między polami za Krzanowicami,
- wykręcenie ramienia korby gdzieś za Kietrzem i radne próby jej dokręcenia - udało się dzięki poświęceniu Pana Górnika i wyrwaniu od psa gospodarza odpowiedniego imbusa,
- zamknięty Orlę w Białej,
- MEEEEEGAAAA zlewa z huraganem koło Korfantowa,
- rzeki płynące drogami śródpolnymi,
- pieski kopulujące na środku wiejskiej drogi gdzieś w środku nocy,
- czynny Orlę w Krapkowicach,
- bruk na Annabergu,
- gęste powietrze poza lasami ....i w lasach,
- dłuuugie proste do Kędzierzyna i Rudej/Rudy/Rud/Rudów (jak to się odmienia???),
- jakiś burger i napoje na PK3,
- dalej ciepła noc, na tyle ciepła, że nie zakładałem nogawek, a deszczówkę zdjąłem po kilku km od ciepłego punktu,
- hopki przed Wodzisławiem,
- poranna meta z grillem i kiełbaskami w Godowie.

CLIMB: max 9%



Dane wyjazdu:
544.10 km 0.00 km teren
19:39 h 27.69 km/h:
Maks. pr.:61.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy:3317 m
Rower:Sauron(i)

MRDP - kolejny fantastyczny wycof

Sobota, 21 sierpnia 2021 | Komentarze 0

Rozewie-Wiżajny-Ełk

Szło dobrze, tasowaliśmy się w czołówce, aż na jakiejś hopce przed Braniewem silny wewnętrzny imperatyw zagnał mnie w krzaki. A potem znów i znów, a potem po toaletach na stacjach.
Nie pomogło przeczekanie chłodu i herbatki z pepsi w Gołdapi, bardziej toczyłem się niż jechałem. I trzeba było podjąć trudną-nietrudną decyzję: albo toczenie się przez dobę i zastanawianie się, czy jelita wrócą do homeostazy i będzie można jechać dalej (ale już wycieczkę), albo wycof teraz, póki jest jak jest i lizanie ran.
Z oporem, ale wróciłem na Ełk.
CLIMB: max 10%


Dane wyjazdu:
508.50 km 0.00 km teren
17:06 h 29.74 km/h:
Maks. pr.:70.90 km/h
Temperatura:21.0
Podjazdy:5527 m
Rower:Furia

Tour de Silesia 2021

Sobota, 10 lipca 2021 | Komentarze 0

Godów-jakieś górki i jakieś płaskie-Godów

CLIMB: max 18%


Dane wyjazdu:
640.00 km 6.00 km teren
25:40 h 24.94 km/h:
Maks. pr.:74.90 km/h
Temperatura:11.0
Podjazdy:9501 m
Rower:Sauron(i)

nieoczekiwany niewycof - PatchRace 2021

Piątek, 28 maja 2021 | Komentarze 0

Bielsko Biała-Przegibek-Międzybrodzie Żywieckie-Gilowice-Kocoń-Stryszawa-Zawoja-Krowiarki-Jabłonka-Czarny Dunajec-Podczerwone-Dzianisz-Ząb-Bańska-Szaflary-Bór-Trybsz-Niedzica-Hałuszowa-Krościenko-Tylmanowa-Gaboń-Stary Sącz-Myślec-Żeleźnikowa-Popardowa-Bogusza-Florynka-Śnietnica-Czarna-Uście-Gładyszów-Magura-Gorlice-Moszczenica-Łużna-Staszkówka-Ciężkowice-Kąśna-Siekierczyna-Jamna-Paleśnica-Dzierżaniny-Tropie-Czchów-Tymowa-Lipnica Murowana-Nowy Wiśnicz-Zawada-Sobolów-Skrzynka-Dobczyce-Droginia-Myślenice-Sułkowice-Lanckorona-Stronie-Łękawica-Świnna Poręba-Wadowice-Osiek-Jawiszowice-Pszczyna-Strumień-Czuchów-Drogomyśl-Skoczów-Górki Małe-Lipowiec-Ustroń-Wisła-Kubalonka-Wisła Czarne-Cieńków-Malinka-Biały Krzyż-Szczyrk-Wilkowice-Magurka Wilkowicka

Jakoś tak się złożyło, że dowiedziałem się o organizowanym przez PatchCycling, Alinę i Radka Rogóża ściganku po górach, takim z Bielska do Gorlic i zuruck.
Dojechałem jakoś z rana do BB, śnięty zalogowałem się w biurze zawodów, ożyłem trochę podczas szukania sklepu z pompką, tak pół godziny przed startem, bo oczywiście zapomniałem (a jak zapomniałem, to pewnie by kapeć był...ale przynajmniej byłaby wymówka do DNFa...), udało się nawet przebrać przed startem w ładne ciuszki i zapozować do wspólnej fotki. Start o 10tej, z prawie centrum Bielska, od razu przebijanie się przez miasto z tysiącem skrzyżowań i dróg jednokierunkowych. Zatrzymują mnie światła, bo lubię stać na czerwonym i gubię kontakt wzrokowy z czołówką. Wbijam w tempo i wbijam w podjazd na Przegibek. Na tymże łapię Marysia, na zjeździe dojeżdżam Pika (jedzie na ostrym...NA OSTRYM! podjazdy podjazdami, ale zjazdy to często mistrzostwo :)). Potem są hopy okołożywcowe i w okolicy Koconia (hłe-hłe) łapię Krystiana. Stryszawa i Przysłup idą, na górze ubieram się, bo duje zimnym wiatrem. Krowiarki i zjazd i dojazd do PK1 też idzie, nawet w założonym z grubsza czasie. Ale czuję, że to nie jest ten dzień, czuję przemęczenie i niedospanie i nawet nie cisnę żeby podgonić czołówkę.
Wjazd w Tatry jak to wjazd w Tatry: za dużo samochodów, psów wybiegających z posesji, a czasem przygodnych mastersów na rowerach, łapiących koło. Podjazd na Dzianisz terenowy, bo remont. Kolejne podjazdy wchodzą żwawo, chociaż wiatr chce mnie zdmuchnąć gdzieś z Bustryka. Za Szaflarami mocno znajome tereny, na podjeździe znów mijam Krystiana, włącza mi się autopilot i tak zostaje aż do Krościenka. Nad Dunajcem duje, lekko ale chłodno i w twarz, więc nie staram się cisnąć, jadę tak se, na luzie. Znów wahadło przy Mostkach, znów Krystian, potem podjazdy nad Myślec i Żeleźnikową i tankowanie w Nawojowej. Znane tereny rozleniwiają, ileż razy można robić wciąż i wciąż ten sam - choć w końcu remontowany - odcinek do Boguszy i na Przeł. nad Bacówką? Jak zwykle dociskam z Czarnej, Magurę osiągam prawie po zachodzie słońca, przy dopingu kibiców, a na Orlę w Gorlicach wpadam po 10,5h jazdy. Pogaduszki z Krystianem, tankowanie ciepłego i zimnego i do bidonów i do kieszonek, ubieranko i smarowanko i wyjazd w miasto. Wpadam jeszcze na Prezesa z rodziną, mijam innych kibiców i walę w noc na Ciężkowice. A potem na Jamną i na Paleśnicę i na kolejną ściankę nad jezioro nad Tropie. O mało nie zabijam się na zjeździe, który urywa się progiem na końcu asfaltu i skręcam na Pogórze Wiśnickie. Jest chyba po pierwszej gdy mijam Dobczyce, co przywołało wspomnienia z zeszłorocznego MP. Od kilku kilosów czuję, że autopilot włącza się coraz częściej i nawet chłód i wilgoć nocy nie pomagają. Zjazdy zaczynają robić się niebezpieczne, na podjazdach tylko lekko się rozbudzam. W końcu, na zakrętasowych zjazdach gdzieś przed Droginią, wypatruję fajną wiatę przystankową z fajną, szeroką ławką, żeby złapać20 minut drzemki. Gdy tylko się usadowiłem - zaczyna kropić, padać, a następnie lać. Wyjście było oczywiste - wyciągam NRCtkę i kładę się na dłuższą chwilę.
Właściwie nie zasnąłem, to było takie przysypianie i walka o wygodną pozycję i trochę ciepła. Przez ten półsen słyszałem, jak wiatę mija Maryś i Piko. Wybudziłem się kilka razy, sprawdzając, czy już jest sucho i słonecznie. Nie było. Ale schło. Więc jakoś przed piątą zrywam się i zjeżdżam na Orlę do Myślenic. Gdy wcinam gorącą kanapkę, nadchodzi oberwanie chmury. Nie ma co czekać, trzeba jechać na Wadowice. Duża część trasy to jazda w rzekach płynących asfaltami, śliskimi zjazdami i stromym, zbyt stromym (akurat w super-ulewie) podjazdem nad Świnną Porębą. W Wadowicach jestem zgodnie z mini-rozkładem, około dziewiątej, przemoczony doszczętnie i gotowy na wycof. Po godzinie suszenia i jedzenia i picia zmuszam się do dojazdu do Osieka. O dziwo - wychodzi trochę słońca. Za Osiekiem jest prosto do Pszczyny, a na końcu prostej jest Orlę, to może pojadę do Orlena i się wycofam? Prosta do Pszczyny była prosta i lekko pod górkę i ze złośliwymi wiatrami. A w Pszczynie łapie mnie grad. Jednak gdzieś jakoś pojawiła się motywacja do ukończenia. Łapię hotdoga i jakieś napoje i słodycze, zbieram się w sobie i napieram bokami na Skoczów. Za Górkami Małymi zaczyna się ten nieprzyjemny odcinek: combo Ustroń+Wisła, z remontami, wahadłami, masą samochodów i ścieżką rowerową z błotem. Kubalonka wchodzi fajnie, bo w końcu robi się luźniej na szosie. Wisełka i zjazdy też dobre, bo ludzi niewiele, nie to co na niegdysiejszym duatlonie. Za to podjazd nad Malinkę niszczy. Fizycznie niszczy. Zjazd jeszcze bardziej, bo po płytach dziurawkach i śliskich granitach. Podczas podjazdu na Salmopol zaczyna się snuć i straszy deszczem, ale ten się nie materializuje. Za to zaczyna być chłodno, i na zjeździe przez Szczyrk (wstrętny o tej porze roku), i przez Buczkowice pod Wilkowice. Pod Magurką doping organizatorów, że "jeszcze jedna górka!". Magurka Wilkowicka łamie nogi i kręgosłupy swoimi złymi asfaltami i prostymi z mocnym nastromieniem. Ale gdy się przygotuje mentalnie to nie jest zła. Nawet na koniec długiego wyścigu/maratonu. Jakoś to idzie i po 32h22min jazdy brutto (25h40min netto) podjeżdżam do schroniska na serniczek z colą.

Trasa: selektywna i mimo jakiś małych wpadek i średnich fakapów (Dzianisz, nieprzyjemny zjazd na Tropie, w którym ponoć była informacja, wjazd do Skoczowa, ddrka w Wiśle specjalnie zabłocona), ładnie poprowadzona. W KOŃCU finisz ultramaratonu na podjeździe! Może gdybym był wypoczęty i nie kiblował tyle dla bezpieczeństwa po drodze, ściganie byłoby wydajniejsze. Warto wspomnieć o pewnym uśmiechu w stronę alleycatów, bo na starcie, PK i mecie trzeba zbierać naszywki PatchCampowe. Miły akcent.
4 OPEN by default (przez dwa wycofy z czołówki), wygląda na to, że całość ukończyły tylko cztery osoby z 18(?) startujących.
CLIMB: max 22%

Jakiś zjazd do Gorlic by Grzesiek Tabor


Dane wyjazdu:
406.40 km 0.00 km teren
16:25 h 24.76 km/h:
Maks. pr.:50.20 km/h
Temperatura:7.0
Podjazdy:2341 m

follow DK94...but not really

Sobota, 14 listopada 2020 | Komentarze 2

prawie Zielonki-Olkusz-Sosnowiec-Bytom-Strzelce Opolskie-Brzeg-Oława-Wrocław-Środa Śląska-Legnica-Złotoryja-Lwówek Ślaski-Gryfinów Śląski-Mirsk

Wyjazd około 20 minut przed północą, w fajnych, bezwietrznych warunkach. Są podjazdy, więc nawet chłód nie taki odczuwalny. No, może na zjazdach.
Na wjeździe w konurbację katowicką kończy się sielanka, bo - oczywiście od Sosnowca - zaczyna ostro wiać. I to tak w twarz. Na dodatek milion remontów, szczęśliwie przy prawie pustych drogach. Wyjazd z Bytomia nieoczekiwanie przez ładny kompleks leśny. Ale droga do Strzelec i prawie Opola jest mentalnie i fizycznie trudna: w stronę Katowic ciągną karawany ciężarówek, które pchają wilgotne i zimne powietrze prosto na mnie. Bo nie chce się im na autostradę. Co ciekawe, w moją stronę na odcinku kilkudziesięciu kilometrów, pojechały może ze trzy większe wozy.
Opole o świcie  i zaczyna kropić. Za Opolem jakieś pierwsze tankowanie orlenowskie. Widok zamglonej Ślęży zwiastuje, że zbliżam się do Wrocławia. Przy fosie na Podwalu ląduję około 11tej godziny. Udaje się jakoś wyjechać z miasta, na dodatek zaczyna wychodzić trochę słońca, więc jest jakoś raźniej. Więcej postojów, więcej ociągania, w końcu Legnica i zmieniam trochę plany - odbijam od razu na południe. Po ciemku mijam Złotoryję, potem robię zakupy w Gryfowie i przed 21szą siadam nad michą makaronowej zupy na miejscu spoczynku nad Mirskiem. Tym razem bez ogniska. Noc wydaje się chłodna, ale po wejściu w śpiwór robi się naprawdę ciepło i szybko odpływam.
CLIMB: max 13%

KOLEJNY DZIEŃ


dk94 za Olkuszem
dk94 za Olkuszem © wojtekjg

czy ktoś mi może w końcu wytłumaczyć co to jest (tak po drodze do Dąbrowy G.)? wiem, że latem robi za deszczoschron dla lokalnych dziwek
wjazd w konurbację i mocno podświetlony kościół w Strzemieszycach Wielkich
wjazd w konurbację i mocno podświetlony kościół w Strzemieszycach Wielkich © wojtekjg

nieoczekiwanie - w Bytomiu mają kawałek lasu!
pomnik na ryneczku w Strzelcach Opolskich
pomnik na ryneczku w Strzelcach Opolskich © wojtekjg
elektrownia zza Odry, koło obwodnicy Opola
elektrownia zza Odry, koło obwodnicy Opola © wojtekjg
jaaaaazda w stronę Brzegu
jaaaaazda w stronę Brzegu © wojtekjg
coraz bardziej  zbliżam się do Oławy
coraz bardziej zbliżam się do Oławy © wojtekjg
śmieszka rowerowa z Oławy w stronę Wrocka
śmieszka rowerowa z Oławy w stronę Wrocka © wojtekjg
Wrocław, jak każde dobre miasteczko, ma fosę
Wrocław, jak każde dobre miasteczko, ma fosę © wojtekjg
fosa w centrum Wrocławia
fosa w centrum Wrocławia © wojtekjg
trochę słońca w okolicy Środy Śląskiej
trochę słońca w okolicy Środy Śląskiej © wojtekjg
KGHM robi mikroklimat w Legnicy
KGHM robi mikroklimat w Legnicy © wojtekjg


gdzieś tam w Legnicy
zachód słońca gdzieś napolach
zachód słońca gdzieś napolach © wojtekjg

resztka słońca na drodze do Złotoryi
park przydrożny w Lwówku Śląskim (Skwer Piłsudzkiego)
park przydrożny w Lwówku Śląskim (Skwer Piłsudzkiego) © wojtekjg
całkiem ładne centrum Gryfowa Śląskiego
całkiem ładne centrum Gryfowa Śląskiego © wojtekjg
łuna miast od Gryfowa do Lubania podświetla opadające smogi
łuna miast od Gryfowa do Lubania podświetla opadające smogi © wojtekjg
Kategoria [300-1500km :)], sam


Dane wyjazdu:
502.00 km 0.00 km teren
17:30 h 28.69 km/h:
Maks. pr.:72.90 km/h
Temperatura:13.0
Podjazdy:5857 m
Rower:Furia

każdy niewycof jest jak zwycięstwo - Tour de Silesia

Sobota, 19 września 2020 | Komentarze 0

Godów-Petrovice-Kończyce Wielkie-Kisielów-Goleszów-Ustroń-Górki Wielkie-Świętoszówka-Bielsko Biała-Buczkowice-Szczyrk-Biały Krzyż-Kubalonka-Istebna-Koniaków-Szare-Milówka-Węgierska Górka-Bystra-Trzebinia-Żywiec-Kocierz-Przełęcz Kocierska-Andrychów-Gierałtowice-Piotrowice-Zator-Olszyny-Wygiełzów-Bolęcin-Rudno-Tenczynek-Krzeszowice-Miękinia-Lgota-Olkusz-Klucze-Ogrodzieniec-Łazy-Chruszczobród-Podwarpie-Twardowice-Rogoźnik-Radzionków-Tarnowskie Góry-Kamieniec-Księży Las-Toszek-Jaryszów-Zimna Wódka-Dolna-Wysoka-Annaberg-Żyrowa-Koźle-Kuźnia Raciborska-Racibórz-Rogów-Czyżowice-Gorzyce-Godów

Wstałem rześki jak Kapitan Żbik.
Kręciłem się na trzeszczącej macie już 3h przed budzkiem, a po pianiu budzikowego koguta zacząłem mentalnie przygotowywać się na radosny poranek z poranną mgłą i porannym, wrześniowym chłodem. Trza było spać trochę dłużej, bo po zrzuceniu bagażu i przepaku, pojechaniu po picie i drożdżówkę, siedziałem z herbatą i jagodzianką jeszcze prawie 40 minut na chłodzie, w krótkich spodenkach, z gołymi ale ładnie opalonymi nogami.
Start o 8.25 bodajże, jako ostatnia, dość mocna grupa. Paweł Miłkowski pocisnął od razu na głównej drodze w mgłę, a ja stwierdziłem, że chyba jedziemy o drugie miejsce w Solo. Złapał mnie jakiś marazm i niechęć do szybkości. Inaczej chyba pomyślał Paweł Sojecki, który ruszył za Miłkowskim. Zrobiło to tyle, że oddzielił mnie od Miłkowskiego, ale nie mógł go dogonić. Po kilku kilosach nastąpiło tasowanie i jechałem przodem, lekko zwiększając przewagę nad to dochodzącym, to odstającym Sojkiem. Przed pierwszym znaczącym podjazdem mała przerwa na światłach na wahadle przy remoncie drogi. Licznik odlicza od 2 minut, jest więc czas na rozbiórkę, bo zrobiło się słonecznie i cieplutko. Gdy do czerwonego dojeżdża dwójka daltonistów wyścigowych*, dwójka przykładnie stojąca ze mną też postanawia, że chce mieć tę minutę mniej na mecie. Odczekuję i łykam na spokojnie wszystkich na górce, a potem dociskam na zjeździe. Przejeżdżam Cieszynkę, dobijam do Ustronia i nerwowo pokonuję milion hopek koło Bielska. Droga ma plusy (mniejszy ruch) i minusy (ruch osiedlowy, sporo progów zwalniających). Ostatni szybki zjazd i Szczyrk. I czerwona fala, na której tylko ja** stoję jak debil. Tutaj też mijam trzysetkowiczów, machając do jadących pod lekki wiatr pociągów kolarskich. Podjazd na Salmopol zaczyna się dobrze, nawet z wiatrem, chyba że przejeżdża grupka samochodów z naprzeciwka. Mijam kilka osób, dobijam do przełęczy (pamiętam ją z większą ilością drzew) i wbijam w zjazd. Wbijam w niego zbyt entuzjastycznie, bo o mały włos nie przestrzeliwuję pierwszego dużego zakrętu.
Punkt widoczny z daleka, łapię tylko banana, Paweł nalewa mi wody, zagryzam arbuzem i jadę. W Wiśle skręt chodnikiem na rondo przy zakazie powoduje chwilę konsternacji. Dodatkowo, zawodnik jadący z prawej na rondo mówi mi, że nie tak idzie ślad. I zawracam i kręcę się chwilę i próbuję się upewnić, czy dobrze pojechałem***. Łykam znów kilka osób na podjeździe na Kubalonkę, potem zjazdy w stronę Jaworzynki, z jakąś ostrą hopą po drodze. I skręt na Koniaków. Gdzieś za muzeum koronek łapię dwójkę z Innergy Team z koleżanką na kole. O mało nie koziołkuję na bruku w Kamesznicy i o mało nie wjeżdżam na Skę koło Szarego. I wpadam do Milówki, w sobotni rajd po zatłoczonych ulicach. Mija mnie znów trójka z Innergy. Pan miejscowy stwierdza, że zatrzyma się z 40kmph do zera, do skrętu do Biedronki i gdyby nie trochę miejsca między nim a krawężnikiem, wylądowałbym na jego tylnym siedzeniu. Nerwówka jest spora. Po skręcie w Węgierskiej Górce lecę pod mały wiatr doliną, mijam znów trójkę Innergy (tym razem przyglądając się im****) i wbijam na strome podjazdy na Żywiec. I w końcu Kocierska, której nie męczę nawet jakoś wybitnie.
500m przed szczytem zlokalizowano mobilny punkt. Jest woda, jest cola, są soki i napoje poramańczowe i są krakowscy Drożdżówkarze, których dogonienie było moim małym priorytetem (wystartowali godzinę przede mną). Łapię sok do bidonu i Góralka i walę dalej. Jakikolwiek ciśnienie we mnie było, to po PK zeszło. Nawet nie kładę się na lemondce na odcinkach, gdzie mógłbym nadrobić, w stronę Zatora. Jeszcze dwa stawy, trzy zakręty i Bolęcin i zapiekankarnia i przepak.
Za zapiekankę dziękuję, zjem kiedy indziej. Biorę bluzę, pakując ją gdzieś na ramę, biorę lampkę, biorę nogawki do torebki, biorę batony, przelewam swoje picie, smaruję się kremikiem, który biorę do torebki i jadę. Zaczyna się trochę podjazdowo, bo hopka przed Tenczynkiem, potem Miękinia z Krzeszowic i hopka nad Olkusz. Za Rudką, na górce, siadam na chwilę łapiąc mały zjazd glukozowy i dzwonie do Misia-Pysia, żaląc się, że pewnie już czas zawrócić do Maka i do domu. Jedzonko Snickersa i mi przeszło, zakładanie lampek, ubieranie i zjazdy do Ogrodzeńca. Nie jest zimno, ciemno robi się powoli, jedzie się nawet fajnie. I zaczyna się robić w miarę płasko. Ale nawet to nie motywuje mnie do dociśnięcia. Asfalty są gładkie, czasem tylko jakaś nierówność się pojawia odcinkowo, to i szybko dojeżdżam na punkt w Rogoźniku.
Na punkcie znów Paweł Organizator, jest wieeelki talerz makaronu z mięskiem, jest herbata i kawa, są napoje, jest woda, są batoniki. Zakładam nogawki, gaworzę chwilę przy makaronie, ociągam się jak mogę i po drugiej herbacie wyjeżdżam akurat, gdy na punkt zajeżdżają Drożdżówkarze.
Dalej jest znów dość dobrze asfaltowo. Mijam wszystkie znajome miejsca okolic Tarnowskich Gór, z zabytkową kopalnią srebra włącznie. Trochę krążenia po okolicy, jakieś boczne drogi od czasu do czasu, z nawierzchnią odbiegającą standardem do krajowej nawet*****, ale zaraz zaczyna się opolskie i sporo długich dróg po lasach. Podjazd na Annaberg akurat z tej najkrótszej i najłatwiejszej, moim zdaniem, strony, a na górze bruk (uparłem się nie jechać chodnikiem) i trochę szybkiego i trochę nieszybkiego zjazdu.
Na punkcie w Żyrowej znów Paweł z bratem, ognisko, zupa warzywno-grzybowa z grzankami, dwie herbaty, soki, woda, cola, ciasto(!!!). Znów się ociągam, ale, o dziwo, morale są dobre. Pewnie i tak nie zrobię ostatnich 80km w 2,5h, więc nastawiam się na dojazd w okolicy godziny 4 nad ranem. Idzie nawet szybko. Jest sporo prostych na Racibórz. Potem jest jedna górka, z punktem widokowym, która daje czasem ponad 10%, a za nią kolejna. A po nich trochę pohopkowania i znajome Gorzyczki, Mak znajomy z GMRDP i trochę asfaltu do Godowa. Na sam koniec sam Organizator dopinguje mnie do niewocofu z okna samochodu. A na metę wpadam kilkanaście minut przed czwartą (z chyba drugim czasem w Solo).

Są takie dni, gdy się leci na rowerze. A ten był z tych, co czułem, jakbym jechał w zupie z wilgoci przez prawie cały dzień. Właściwie to przegrałem ten maraton już tydzień temu, jadąc nad morze. Ale z drugiej strony, Paweł Miłkowski ma fantastyczny sezon i byłby chyba poza zasięgiem, bo nie mam głowy na mocne ściganie. Zmęczyć się mocno nie zmęczyłem, bo dociskania nie było aż tak dużo. Ale dzień był też z tych, co wkładka nie współpracowała z tyłkiem i wyszedłem z małym przetarciem. Minimalnym. Pogoda za to dopisała okropnie - po porannych mgłach wyszło cieplutkie słońce, wiatr nie dokuczał zbyt mocno, a noc nie była tak zimna jak zimną miała być.
Organizacje naprawdę świetna: od bazy maratonu, atmosfery pomimo zmniejszonej ilości przewijających się osób, przez rozmieszczenie punktów równomiernie po trasie, aprowizację na nich i atmosferę napunktową. Jedzenia było w sam raz, picie było zróżnicowane, wszystko dostosowane do imprezy - nie schabowy tylko makaron z kurczakiem, zapiekanki czy zupa, gdy ktoś chciał była opcja bezmięsna. Była tak ważna w tym okresie herbatka i kawa. I realne troszczenie się orgów o to, żeby było wszystkim fajnie, ale nie takie namolne.

* daltoniści wyścigowi - dla nich każde palące się światło jest zielone;
** bo inni stwierdzili, że YOLO, na czerwonym też można
*** okazało się, że mnie ślad prowadził dobrze, widocznie kolega miał albo starą wersję śladu albo jechał na pamięć
**** i co się okazuje? koleżanka ma numer 731, koledzy numerów nie mają. i ciągną ją gdy tylko nie męczy górek. co ciekawsze - na punkt w Bolęcinie dojechała z innym kolegą z Innergy (który czekał na grupkę w Andrychowie) - co oznacza, że chłopaki zrobili sobie sztafetę. Czy serio jest się czym chwalić, gdy trasy nie przejechało się samemu? Ja wiem, że to Innergy Team, oni zawsze pierwsi biegną pod spuszczony szlaban na przejeździe, ale w taki sposób wieźć kogoś na kole, nie będąc w wyścigu/maratonie - to czyściutkie oszustwo
***** czaaaasem trasa wpadała w jakąś boczną drogę, po dziurach, których w Śląskiem i Opolskiem nie brakuje, czy po zawianych piaskach. wymagało to lekkiego zwolnienia i większej uwagi.

CLIMB: max 13%


Dane wyjazdu:
421.40 km 2.00 km teren
15:32 h 27.13 km/h:
Maks. pr.:68.40 km/h
Temperatura:17.0
Podjazdy:3103 m

wycieczka kawałkiem trasy MPP

Sobota, 12 września 2020 | Komentarze 0

Hel-[...]-Sierpc

...przegrałem wszystko w ten weekend....
CLIMB: max 14%
Kategoria [300-1500km :)], sam


Dane wyjazdu:
498.00 km 0.00 km teren
17:35 h 28.32 km/h:
Maks. pr.:74.10 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy:6880 m
Rower:Furia

....ton ..dróżnika 2020

Sobota, 25 lipca 2020 | Komentarze 0

Ujsoły-Węgierska Górka-Cięcina-Sopotnia-Jeleśnia-Koszarawa-Stryszawa-Zawoja-Jabłonka-Czarny Dunajec-Nowe Bystre-Ząb-Poronin-Biały Dunajec-Gliczarów-Bukowina-Rzepiska-Łapszanka-Łapsze-Niedzica-Falsztyn-Knurów-Ochotnice-Zabrzeż-Łącko-Czarna Góra-Olszanka-Naszacowice-Przyszowa-Siekierczyna-Tymbark-Piekiełko-Nowe Rybie-Tarnawa-Lubomierz-Mierzeń-Dobczyce-Brzezowa-Łęki-Banowce-Myślenice-Stróża-Trzebunia-Jachówka-Budzów-Stronie-Bugaj-Kalwaria Zebrzydowska-Marcyporęba-Chrząstowice-Mirów-Olszyny-Podolsze-Zator-Polanka Wielka-Andrychów-Kocierz-Żywiec-Węgierska Górka-Ujsoły

Niepierwszy raz okazuje się, że po 330 kilometrze nie mam już 'głowy' do ścigania.
Chociaż - sukcesem jest generalny brak wycofu oraz powrót na metę po trasie wyścigu.
CLIMB: max 18%


Dane wyjazdu:
344.80 km 0.50 km teren
09:32 h 36.17 km/h:
Maks. pr.:66.40 km/h
Temperatura:22.0
Podjazdy:1871 m
Rower:Furia

Warszawa co kwartał (co kwartał z innej strony)

Sobota, 6 czerwca 2020 | Komentarze 4

prawie Zielonki-Giebułtów-Skała-Wolbrom-Pilica-Pradła-Lelów-Koniecpol-Przedbórz-Włodzimierzów-Koło-Golesze-Chorzęcin-Ujazd-Budziszewice-Jeżów-Słupia-Byczki-Skierniewce-Bolimów-Szymanów-Regów-Bramki-Błonie-Bałuty-Witki-Zaborów-Stanisławów-Stare Babice-Bemowo-Warszawa (Zachodnia)

Decyzja o wyjeździe była mocno spontaniczna: dzień miał być ładny, wiatr miał wiać jak należy, a pepsi do bidonu było kupione dzień wcześniej.
Ponieważ w nocy i z rana padało, a na dodatek utrzymywała się mała mgiełka, wyjeżdżam około 8, żeby jechać po suchym i w rześkim powietrzu. Już na podjazdach w stronę Skały czuć, że wiatr jest mocniejszy niż w prognozie i mocno zmienny...ale spoko, potem się polepszy. W każdym razie - nie pomagał. Na prostych do Wolbromia łapią mnie mocne podmuchy od pól, z boku. Też nie pomagają. Ale miejscami przyciskam i jakoś się toczy.
Wszystko idzie w miarę: czasem wiatr zawiewa dobrze, jak droga skręca, czasem górka osłania, ale częściej jest wiatr z boku i nie rozpędzam się jakoś mocno na zjazdach w okolicy Pilicy czy Pradeł. Droga do Koniecpola i dalej, do Lelowa, okazała się szybka. Ale po wjeździe w woj.łódzkie zaczynają się płotki. A to trasa wymusza skręty, na dodatek w gorsze asfalty, a to w okolicy lasów za Silnicą wpadam kilkunastokilometrowy odcinek, na którym gubię pakunki i o mało nie wybijam nadgarstków - asfalty mają jakość węgierską. I tak se to leci, raz asfalty są jezdne, a zaraz (np za Stobnicą czy przed Ręcznem) jedzie się po tarce. Czasem mam wrażenie, że ludziska w środku wsi umyślnie wzięli widły i porobili dziury, żeby złapać snejka na jakimś kraterze. Jeszcze trochę lawirowania koło Zalewu Sulejowskiego i wpadam do Jeżowa, znaczącego koniec gorszego asfaltu. Popełniam tu mały błąd, bo skręcam na Skierniewice, (dociskam) i wpadam w czerwoną falę w mieście, stopującą gdzie tylko się da. A oczywiście brakuje mi 3km do wyjechania dystansu docelowego. 250 kilometrów łapię tuż przed BolimowskimPK.

Droga wzdłuż lasu bolimowskiego jest przyjemna, chociaż po ścieżce wzdłuż DW. Potem tankowanie w Bolimowie, umawianie się w Witkiem i nawigacja, znów czasem przez dziury, a czasem chodniki (bo zakazy na DK92), w stronę Błonia. Błonia, gdzie dopadam Witka przy zbytnio sanitarnym Macu.

Wkraczamy w płaskość okolic stolicy. Witek ciągnie mnie jakimiś drogami ustawkowymi. Gnając pod wiatr urywamy kolejnych pasażerów na gapę, robiąc sprint 'do kościoła' w jakichś tam Babicach. A potem zwiedzamy Orlen z elektronicznym drzwiami do toalety i zostaję odprowadzony kawałek w stronę Dworca. Oczywiście, już był w ogródku i już witał się z torami i niechcący skręciłem za wcześnie, w stronę mitycznego Peronu 8, co wymusiło lawirowanie brukami, przejazdami i chodnikami. Na szczęście zostało na tyle czasu, żeby przed odjazdem kupić na spokojnie bilet w kasie.
CLIMB: max 11%