Info
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj19 - 13
- 2026, Kwiecień34 - 2
- 2026, Marzec29 - 7
- 2026, Luty15 - 4
- 2026, Styczeń21 - 1
- 2025, Grudzień13 - 1
- 2025, Listopad18 - 1
- 2025, Październik19 - 1
- 2025, Wrzesień26 - 3
- 2025, Sierpień35 - 2
- 2025, Lipiec29 - 4
- 2025, Czerwiec44 - 1
- 2025, Maj36 - 2
- 2025, Kwiecień39 - 2
- 2025, Marzec30 - 1
- 2025, Luty23 - 11
- 2025, Styczeń27 - 10
- 2024, Grudzień23 - 4
- 2024, Listopad19 - 2
- 2024, Październik21 - 0
- 2024, Wrzesień26 - 5
- 2024, Sierpień25 - 13
- 2024, Lipiec32 - 9
- 2024, Czerwiec35 - 13
- 2024, Maj39 - 25
- 2024, Kwiecień31 - 12
- 2024, Marzec28 - 4
- 2024, Luty20 - 9
- 2024, Styczeń16 - 17
- 2023, Grudzień19 - 3
- 2023, Listopad21 - 2
- 2023, Październik32 - 1
- 2023, Wrzesień36 - 8
- 2023, Sierpień39 - 2
- 2023, Lipiec43 - 19
- 2023, Czerwiec38 - 8
- 2023, Maj33 - 0
- 2023, Kwiecień32 - 4
- 2023, Marzec29 - 11
- 2023, Luty21 - 8
- 2023, Styczeń22 - 9
- 2022, Grudzień22 - 5
- 2022, Listopad28 - 3
- 2022, Październik35 - 2
- 2022, Wrzesień32 - 3
- 2022, Sierpień42 - 1
- 2022, Lipiec40 - 9
- 2022, Czerwiec33 - 0
- 2022, Maj47 - 7
- 2022, Kwiecień25 - 1
- 2022, Marzec27 - 0
- 2022, Luty29 - 7
- 2022, Styczeń28 - 5
- 2021, Grudzień23 - 0
- 2021, Listopad19 - 0
- 2021, Październik32 - 0
- 2021, Wrzesień30 - 4
- 2021, Sierpień28 - 0
- 2021, Lipiec42 - 1
- 2021, Czerwiec39 - 5
- 2021, Maj35 - 0
- 2021, Kwiecień24 - 1
- 2021, Marzec29 - 0
- 2021, Luty15 - 0
- 2021, Styczeń26 - 0
- 2020, Grudzień22 - 3
- 2020, Listopad27 - 5
- 2020, Październik33 - 0
- 2020, Wrzesień30 - 2
- 2020, Sierpień38 - 9
- 2020, Lipiec34 - 0
- 2020, Czerwiec43 - 11
- 2020, Maj40 - 1
- 2020, Kwiecień21 - 2
- 2020, Marzec25 - 6
- 2020, Luty17 - 5
- 2020, Styczeń20 - 8
- 2019, Grudzień14 - 3
- 2019, Listopad10 - 5
- 2019, Październik16 - 3
- 2019, Wrzesień19 - 8
- 2019, Sierpień27 - 13
- 2019, Lipiec31 - 10
- 2019, Czerwiec35 - 12
- 2019, Maj21 - 6
- 2019, Kwiecień28 - 0
- 2019, Marzec25 - 10
- 2019, Luty15 - 2
- 2019, Styczeń8 - 4
- 2018, Grudzień11 - 2
- 2018, Listopad20 - 2
- 2018, Październik24 - 9
- 2018, Wrzesień29 - 8
- 2018, Sierpień31 - 19
- 2018, Lipiec20 - 9
- 2018, Czerwiec21 - 20
- 2018, Maj39 - 11
- 2018, Kwiecień27 - 22
- 2018, Marzec24 - 9
- 2018, Luty9 - 0
- 2018, Styczeń10 - 0
- 2017, Grudzień17 - 0
- 2017, Listopad13 - 3
- 2017, Październik17 - 8
- 2017, Wrzesień16 - 3
- 2017, Sierpień24 - 4
- 2017, Lipiec30 - 8
- 2017, Czerwiec33 - 18
- 2017, Maj31 - 3
- 2017, Kwiecień24 - 4
- 2017, Marzec28 - 0
- 2017, Luty12 - 0
- 2017, Styczeń4 - 0
- 2016, Grudzień12 - 1
- 2016, Listopad19 - 8
- 2016, Październik10 - 0
- 2016, Wrzesień22 - 0
- 2016, Sierpień23 - 2
- 2016, Lipiec25 - 10
- 2016, Czerwiec26 - 33
- 2016, Maj30 - 5
- 2016, Kwiecień18 - 12
- 2016, Marzec30 - 20
- 2016, Luty16 - 1
- 2016, Styczeń6 - 0
- 2015, Grudzień29 - 12
- 2015, Listopad8 - 0
- 2015, Październik19 - 10
- 2015, Wrzesień28 - 2
- 2015, Sierpień22 - 8
- 2015, Lipiec24 - 17
- 2015, Czerwiec31 - 18
- 2015, Maj31 - 2
- 2015, Kwiecień26 - 33
- 2015, Marzec17 - 7
- 2015, Luty12 - 16
- 2015, Styczeń3 - 7
- 2014, Grudzień7 - 0
- 2014, Listopad11 - 7
- 2014, Październik15 - 11
- 2014, Wrzesień20 - 1
- 2014, Sierpień17 - 6
- 2014, Lipiec19 - 38
- 2014, Czerwiec25 - 19
- 2014, Maj21 - 18
- 2014, Kwiecień25 - 23
- 2014, Marzec25 - 39
- 2014, Luty14 - 38
- 2014, Styczeń5 - 7
- 2013, Grudzień12 - 2
- 2013, Listopad12 - 10
- 2013, Październik18 - 22
- 2013, Wrzesień18 - 24
- 2013, Sierpień25 - 84
- 2013, Lipiec29 - 75
- 2013, Czerwiec27 - 82
- 2013, Maj30 - 42
- 2013, Kwiecień24 - 64
- 2013, Marzec7 - 24
- 2013, Luty2 - 7
- 2013, Styczeń1 - 6
- 2012, Grudzień6 - 30
- 2012, Listopad6 - 35
- 2012, Październik7 - 29
- 2012, Wrzesień23 - 72
- 2012, Sierpień25 - 80
- 2012, Lipiec31 - 95
- 2012, Czerwiec24 - 78
- 2012, Maj29 - 149
- 2012, Kwiecień29 - 51
- 2012, Marzec31 - 173
- 2012, Luty4 - 35
- 2012, Styczeń10 - 45
- 2011, Grudzień18 - 28
- 2011, Listopad19 - 28
- 2011, Październik24 - 25
- 2011, Wrzesień28 - 10
- 2011, Sierpień25 - 34
- 2011, Lipiec23 - 42
- 2011, Czerwiec20 - 37
- 2011, Maj31 - 46
- 2011, Kwiecień21 - 10
- 2011, Marzec6 - 7
Wpisy archiwalne w kategorii
ściganie
| Dystans całkowity: | 25741.48 km (w terenie 248.50 km; 0.97%) |
| Czas w ruchu: | 907:52 |
| Średnia prędkość: | 28.31 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 86.20 km/h |
| Suma podjazdów: | 245828 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 192 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 170 (88 %) |
| Suma kalorii: | 27804 kcal |
| Liczba aktywności: | 145 |
| Średnio na aktywność: | 177.53 km i 6h 18m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
57.50 km
0.00 km teren
02:01 h
28.51 km/h:
Maks. pr.:78.00 km/h
Temperatura:27.0
Podjazdy:1500 m
Rower:Błękitna Bestyjka
Tour de Pologne dla Amatorów 2011
Piątek, 5 sierpnia 2011 | Komentarze 1
Już w zeszłym roku, gdy ruszała pierwsza edycja TdPA, chcieliśmy pojechać tam z Arkiem. Niestety - złożenie obowiązków i innych wyjazdów spowodowało, że pozostaliśmy przy corocznym kibicowaniu z siodełka na trasie TdP.Tegoroczny start zawdzięczam mojemu bratu, który wygrał dla mnie start z sektora VIPów banku BGŻ w konkursie Ligi MTB. Za co z tego miejsca i głębi serca pragnę podziękować jemu i organizatorom :))
Nie dostałem obiecanej bankowej koszulki podczas rejestracji (może i dobrze, bo jechałem w klubowej), ale z numerkiem 49 wpycham się w sektor I czyli VIPowski. Chwilę później okazuje się, że wiele więcej osób chce być w tym sektorze niż jest to przewidziane, zaczyna się przeskakiwanie z rowerami przez barierki i ogólna nerwówka. No bo jak to rozegrać? Część osób przekonana jest, że kto pierwszy dojeżdża ten wygrywa, więc jest parcie do przodu. Potem, po informacji o regułach (indywidualny czas) co cwańszy wyszukują sobie lepsze grupki w dalszych sektorach. Tak jest - wyścig amatorów ale ogolone nogi, slang, kosmiczne rowery wskazują na to, że towarzystwo jest co najmniej (jak pisze kol. Virenque) "półpro". Będzie ciekawie. Przed jazdą starszy gość przede mną mówi, żebym trzymał się o koło od niego, żeby było bezpiecznie. Przytaknąłem ale pomyślałem o niedorzeczności tej prośby...
Już w sektorze rozpoznaję kilka twarzy - za mną stoi Krzysiek Szary z Bikeholików (łatwo go zauważyć :)), dwie osoby z lewej Tony Rominger. Peletonik ciągnie się dłuuugo dłuuugo, startuje ponad 900 osób.
Wspólne odliczanie do startu i jedziemy. Start pod górkę, nie wszyscy dają radę, w szczególności VIPy, którzy blokują pół drogi. Jako człowiek spokojny ciągnę się i ciągnę za różnymi maruderami i na górze widzę stratę do czołówki, która już pomknęła na zjazd. Próbuję docisnąć, wymijam kolejnych zawodników, pięknie stożkowane koła wymijają też mnie. (Do końca nie jestem pewien ale chyba mijałem też Joasię Jabłczyńską...). Na końcu próbujemy jechać ze starszym gościem z BBC Czaja, trochę się na mnie wiezie, trochę pracuje, nie udaje nam się dogonić peletonu i co gorsza - nie zauważamy skrętu na Suche i Ząb mało nie wpadając w auta. Mała strata czasowa, przegania nas Krzysiek.
Zaczyna się podjazd pod Ząb. Od razu jest ostro, nie szaleję, oszczędzam się, bo to nie koniec na dziś. Po wejściu w rytm zaczynam wyprzedzać 'rywali'. Już pomyślałem, że dobrze idzie gdy obok mnie przemyka pociąg ciągnięty przez Krzyśka Lewandowskiego, jadącego typowym wysokokadencyjnym młynkiem, za który zawsze go podziwiam. Łapię się na chwilę, wymieniamy z Krisem uwagi odnośnie tempa Sainta i strzelam dalej się oszczędzając. Chyba niepotrzebnie. Zmęczony podjazd i zjazdy. I tu wychodzi mój brak doświadczenia, bo za bardzo uważam na zakrętach, przez co tracę kontakt z grupką (blokuje mnie też zawodnik w koszulce CCC na końcu grupki). Próbuję gonić na płaskim ale wiadomo jak się to mogło skończyć - wchłonięciem przez kolejny peletonik.
Kolejny podjazd pod Czerwienne i już widzę te sam twarze i koszulki. Od czasu do czasu współpracuję z kolarzem w stroju Caisse d'Epargne. Widzę też dramaty - urwany łańcuch podczas mocnego naciśnięcia na pedał, na szczęście koło mnie kraks nie było. O czasu do czasu ciągnę grupę na podjeździe, spełniam jak zwykle rolę dociągającego na płaskich i zjazdach (bo nikt nie garnie się do prowadzenia...), na dalszych podjazdach jadę nierówno i często uciekam towarzyszom aby potem na nich zaczekać. Na górze łapię wodę prawie od samego Czesława Langa - super się czujesz gdy dopinguje Cię sam dyrektor TdP. Polewam kark i plecy wodą, piję niewiele i walę w stronę zjazdów. I znów jadę pierwszy. Dodatkowo pilotując grupkę i pokazując skręty. Na pierwszym ostrym zakręcie (90stopni w prawo) mało nie wbijam się w płotek ale szybko nadrabiam. Zjazdy są z typu "nie ma sensu hamować, bo to i tak nic nie da", miejscami ponad 20% nachylenia, wszystko odbywa się ostrożnie, ale patrząc na mój mxs znów tak wolno nie było.
Gliczarów Dolny i grupka lekko zwalnia. Pogadanki, wymiany uwag odnośnie przełożeń (jeden zawodnik jedzie na 39/23, i ani razu nie zsiadł!!!), jakiś żelek z kieszonki mocno zapity Nałęczowianką i już w oddali widzimy pierwszy podjazd. Wybijam się trochę w przód, taki głupi zwyczaj, z daleka widzę, że chłopy już prowadzą rowery. Ścianka wygląda monumentalnie-a wszystko w słońcu. Przepycham powoli mocno dysząc, wypłaszczenie i kilkaset metrów oddechu. Wstaję na pedały, rozluźniam mięśnie i widzę drugą ścianę (23%). Znów przepycham. Jadę na siedząco, próbuję chwilę stanąć na pedały ale daję sobie spokój - jeżeli się zatrzymam to już nie wystartuję. Przez chwilę przez głowę przebiega myśl - "a może sobie poprowadzę"... na szczęście na duchu podnosi mnie doping Arka, który podając mi bidon informuje mnie, że jadę w czołówce :)) Kibic na poboczu mówi nam, że do pierwszych mamy około 15,5 minuty straty. Nieważne, ważne, żeby ukończyć. Na górze znów kibicuje Pan Czesław, miłe Panie z biura zawodów popychają zawodników, ja się nie daję i uciekam Pani stając na pedałach.
Premia górska i zjazdy. Strome, a asfalt nie najlepszy. Jakoś mnie to nie zraża i znów pruję w dół odczepiając moich kompanów z podjazdów. Trasa jest tu super zabezpieczona - materacyki, obstawa, może wykrzykniki i strzałki na asfalcie mógłby być trochę wyraźniejsze. Wjeżdżam w dobrym tempie na główną do Bukowiny, znów ciągnę grupę na płaskim i lekko opadam z sił na podjeździe. Początek męczę, dużo piję, zaczynam odżywać bliżej kościoła w Bukowinie. Doczepia się do mnie starszy zawodnik z ekipy CCC, siedzi mi perfidnie na kole. Do mety już tylko kilometr. Około 250 m przed kreską wrzucam blat z przodu, zwiększam tył i atakuję. Zostawiam towarzysza w tyle i prawie na kresce przeganiam gościa będącego około 100m przede mną.
Na mecie dostaję medal, zjeżdżam pod hotel na bardzo smaczny makaron z serem, brokułami i szpinakiem. Spotykam Virenque'a, podekscytowani omawiamy trasę i poczynania na niej, gadam też z Krzyśkiem, obydwaj są zadowoleni ze startu. Potem spotykam też Michała, także zadowolonego.
Po kilku chwilach dostaję smsa z wynikiem - 151 miejsce w open, 42 w kategorii (M2), z czasem 2:00:46. Przewyższenia każdemu wyszły inaczej: od 1200m do prawie 1750 metrów, trzeba przyjąć chyba wartość pośrednią. Wiele liczników pokazało powyżej 57 kilometrów.

start TdPA© wojtekjg

Kr1s1983 walczy z podjazdem, przeciwnikami i samym sobą...© wojtekjg

Masakruje mnie podjazd w Gliczarowie© wojtekjg
Jestem dość zadowolony z wyniku, bo jest całkiem niezły jak na to, że od dwóch tygodni nie wysypiam się przez ból zęba, a dzień wcześniej przejechałem 180km. Po raz kolejny widzę jakie elementy jazdy muszę dopracować.
Organizacja i atmosfera - SUPER. (Może oprócz zwyczajowej nerwowości w peletonie na początku i podczas jazdy wspólnej). Zabezpieczenie trasy, jedzenie - na światowym poziomie. Impreza jak najbardziej do polecenia, z pewnością pojawimy się z Arkiem (tym razem w roli zawodnika) za rok.
ps. spaliłem 7,8g tłuszczyku.
#
Kategoria [ 50-100km ], ściganie
Dane wyjazdu:
17.80 km
5.00 km teren
00:50 h
21.36 km/h:
Maks. pr.:48.20 km/h
Temperatura:
Podjazdy: m
Rower:Błękitny Rumak
10 powodów, dla których nie lubię MTB...
Niedziela, 24 lipca 2011 | Komentarze 4
10. Błoto. I piszę to jako dość doświadczony grotołaz, który miewał już błoto we wszystkich możliwych miejscach.9. Rozwałka sprzętu. No bo po co męczyć przerzutki, łańcuch i piasty na syfiastym terenie?
8. Jedna jazda=sesja z myjką i miską z ciepłą wodą i proszkiem.
7. No i po tych kamolach napieprza mnie gorszy (prawy) nadgarstek.
6. Chociaż - może to trochę też moja wina, skoro jeżdżę na sztywnym (widelcu)...
5. Po cholerę puszcza się cały wyścig na rundkę pokazową, nazwaną szumnie startem honorowym, przez miasto, wąskie uliczki i ostre zakręty, skoro samochód prowadzący dostosowuje się do wyścigu, a nie wyścig do niego...a wszystko się rozciąga jak ciepłe kluchy.. zamiast w spokojnym tempie pozwolić na ustawienie się szybszych na czele, a pierdoły zastawiające całą szerokość drogi na tyle...
4. I jeszcze masa maruderów, którzy jadą na dłuższe dystanse, zastawiają całą drogę na dodatek klnąc na gości (mła) wyprzedzających ich z lewej.
3. Co z tego, że nadrabiałem na asfaltach, skoro w terenie stałem z boku i smutno patrzyłem jak wszyscy mnie wyprzedają...
2. Na dodatek - dzień przed zawodami okazuje się, że wszystkie opony terenowe są dziurawe, więc trzeba było jechać na slicku z przodu.
1. Okazuje się, że nadaję się co najwyżej na jazdę 'na zająca'.
Poza tym - warto było wystartować choćby dla skarpetek w zestawie startowym i super jedzenia na mecie. Bo kąpiele błotne i deszcze są już chyba tradycją na Cyklokarpatach w Gorlicach :)
Lokata - około 17 miejsca w kategorii, dystans Hobby.

Cyklokarpaty #7 - Gorlice (18)© arekjg

Cyklokarpaty #7 - Gorlice (16)© arekjg

Cyklokarpaty #7 - Gorlice (17)© arekjg

Cyklokarpaty #7 - Gorlice (zjazd)© arekjg
Kategoria [ 0-50km ], ściganie
Dane wyjazdu:
71.00 km
0.00 km teren
01:53 h
37.70 km/h:
Maks. pr.:52.50 km/h
Temperatura:
Podjazdy: m
Rower:Błękitna Bestyjka
A Wy - cośta robili w długi łikend?
Niedziela, 26 czerwca 2011 | Komentarze 4
Kryterium Szosowe w Nowych Sączu.ZUPEŁNIE nie mój typ ścigania, trasa płaska, z małym garbem pośrodku i dwoma ciasnymi zakrętami 180st. na końcach. W jedną stronę z mocnym wiatrem, w drugą - w stronę mety - pod wiatr.
Start o 12. Oczywiście tempo skacze już za startem ostrym, jeden wyskakuje za samochodem sędziów (ucieka jeszcze ze 3 razy-bez wymiernego rezultatu). na 2 i 3 okrążeniu widzę jakieś luki więc skaczę do przodu, zazwyczaj pod wiatr, za drugim razem grupa dopada mnie 300m przed linią mety. Ale jest spoko, jestem rozgrzany. Zjeżdżam sobie na koniec peletonu odpocząć, jadę tam razem z Liderem-Sebą i Saintem z Bikeholików. Krzysiek czasem wchodził w lukę po lewej i nawet nie skacząc wyjeżdżał do przodu, siedziałem mu na kole, raz udało się nawet ładnie go przysiąść z Sebą, ale atak się skończył dość szybko.
Od połowy wyścigu ciągnie Czaja, oczywiście nie ma szans na jakąkolwiek kontrolę innych teamów. Zresztą - nikt inny nie jest zgrany.
Po kolejnym skoku, po szóstym lub siódmym okrążeniu, znów czekam na końcówkę peletonu i niestety się nie łapię - mały problem z przerzutką, chwilowa słabość i grupa odjeżdża pod wiatr około 30m. Nie mam szans dogonić. Od tej pory 4 okrążenia jadę sam, dopóki nie zespalam się znów z peletonem. Jeszcze raz mykam po lewej zupełnie nie kontrowany z peletonu na 5 okrążeń do końca, dopadam Sokoła tarnowskiego ale chłop miał chyba łabędzi śpiew, bo po mojej zachęcie do jazdy nawet nie siada na koło, to i ja odpuszczam, przecież kółka sam nie zrobię, żeby dobiec peleton :).
Około 3 okrążenia do końca Damian atakuje na górce, Seba podskakuje do niego, widzę to z połowy peletonu więc śmigam na czoło i robię kilka esek chcąc zwolnić pociąg. Niestety zaraz leci kontra po mojej lewej. Od tego momentu siedzę już na końcu, wyścig jest już rozegrany, Czaja kontrolował wszystko i poszła ucieczka pod ich kontrolą. Na finiszu trzymam się z tyłu, szkoda sobie szarpać nerwów i narażać się na rozpieprzenie na kresce, i tak kilka razy gul mi wyskoczył szczególnie na zakrętach, gdy cięgle podjeżdżał mi jeden starszy z Czaji... zresztą - jakby tak rozpamiętywać - podjeżdżał mi też na prostych, blokując mnie skutecznie kilka razy. Robię pod koniec stracone okrążenie w ramach rozjazdu, podciągam 70-latka z M4 pod metę.
Jak pisałem - nie mój typ ścigania (właściwie - chyba nie jestem typem ściganta:)), zbyt płasko, nerwowo, wolałbym się z początku zabrać z kimś i nawet być skasowanym przed końcem niż jechać w grupce. Plus problem techniczny, który właściwie spowodował uplasowanie się na pięknym 48. miejscu (26. w mojej kategorii wiekowej).

Nie ma kogo ścigać więc pozuję tankując...
Za sukces uważam to, że się nie wypieprzyłem na trasie :))
Kategoria [ 50-100km ], ściganie
Dane wyjazdu:
120.00 km
0.00 km teren
03:38 h
33.03 km/h:
Maks. pr.:77.00 km/h
Temperatura:
Podjazdy:1540 m
Rower:Błękitna Bestyjka
Jarná klasika 2011
Sobota, 28 maja 2011 | Komentarze 6
Po kraksie na około 90km straciliśmy z Sebastianem kontakt z grupką z przodu, co zrzuciło nas o jakieś 20 miejsc.Ale - od początku.
Po rejestracji, krótkiej rozgrzewce, wepchaniu się na 3 linię na start, minucie ciszy za tragicznie zmarłych ostatnio kolarzy i kilku słowach sędziego (o bezpieczeństwie na trasie - potem w najgorszych chwilach przypomniałem sobie o tej przemowie... :)) ruszamy. W dół i po suchym, na szczęście. Od razu jest nerwowo, hamulce piszczą, gościowi koło nas pęka dętka z niesamowitym hukiem. Mała hopka i znów zjazd, chłopaki z klubu prowadzili nawet ze dwa razy peleton. Na dole policia jednak kieruje nas na ścieżkę rowerową. Dobrze, że tu nie zaczęło lać, bo skutki mogłyby być tragiczne - asfalcik jest nowy, nawet suchy dość śliski, wąski na 3 m, jedziemy dwójkami. Dostaję opie...ol od wymijających mnie gdy puszczam koło za grupkami (nie moje tempo), na boki lecą bidony i pompki, szczególnie na drewnianych mostkach. W końcu wjeżdżamy na główną. Ale po kilku chwilach zaczyna padać, tuż przed dojazdem do Kezmaroka. Huncovce, wioska cygańska i podjazd już w deszczu, peleton się rwie ale na chwilę. Rzeka płynie po ulicy, widzimy z daleka błyskawice nad Popradem. Czasem popaduje grad, boli mnie prawa część twarzy od mocno zacinającego deszczu z gradziną. Za Svabovcami wszystko się rwie, zostają grupki. Jedziemy nawet kilkanaście kilometrów w klubowej trójce, czasem prowadząc grupkę. Kilka razy ktoś uciekał do przodu, jako choleryk wyrywałem się na małych podjazdach albo zaczynałem gonić ale grupa siadała mi tylko na koło zamiast współpracować. Koniec końców dociągam do podjazdu pod strefę bufetową i daję spokój. Sebastian myka gdzieś do przodu, Damian został chwilę wcześniej. Na bufecie dają mi banana choć wolałem arbuza ale się nie zatrzymuję, mało nie wpadam do rowu bo na zjeździe od razu zakręt a ja obieram banana zamiast trzymać kierownicę. Dochodzę grupkę Seby, zaczynają się fajne interwały, można by tu podgonić i odczepić kilku zawodników ale chyba tylko ja myślałem o czymś więcej niż dojechaniu do mety :). Chwila ciepła, a nawet słoneczka i formujemy większą grupkę. No i Strba i upadek. Sebastian goni, ja zostaję, poprawiam jeszcze licznik i jadę w swoim tempie. Po dojeździe do super-prostych wzdłuż autostrady widzę Sebastiana w oddali - mija kolejnych maruderów i pruje w dół. Zaczynam gonić, dobrze by było jechać w górę razem. Po drodze dogania mnie pociąg Subaru Prinz MTB Team plus 2 Bikeholików, łapię się, daję zmianę i odczepiam ich. Już, już łapię Sebastiana gdy dochodzi mnie większa grupka, pokazuję mu, że łapiemy się ich. Niestety - po traumie poprzedniego zakrętu kolejny ostry w lewo biorę spokojnie i grupa mnie odczepia. Pierdzielę - nie gonię, lubię podjeżdżać sam. Daleko, daleko widzę pomarańczowy trykot Nieustraszonego Lidera Grupetta jadącego wraz z Michałem Rejzą, uśmiecham się do kamery i zaczynam jeść batoniki (wypiłem tylko pół litra płynów, zjadłem żel i mus i pół tego nieszczęsnego banana). Podjazd na spokojnie, mam zapas żeby gonić ale wolę spokojnie podjeść. Na około 1100m npm wjeżdżam w mgłę, ostatnie agrafki i płasko - Vysne Hagy. Nie gnam ale trzymam tak z 35-37kmh, wyprzedza mnie jakiś Czech, puszczam go, niech se jedzie, na końcu jest ściana.
Zakręt i finisz. 3km. Z góry już zjeżdżają. W połowie mija mnie Paweł, nie widzę u niego uśmiechu, raczej pomieszanie zmęczenia z ulgą. Wrzucam co mam, czyli 39/25, i w górę. Równym rytmem, na zakrętach częściej po zewnętrznej, siedząc. Gość przede mną widząc oznaczenie 2km do mety daje se siana, dopinguję go do dalszej jazdy ale zmyka w dół. Mijam Sebę, myślałem, że się złapie ale został z tyłu, mijam Michała. Ostatnia spinka i w miarę połoga końcówka. Widzę przede mną dwóch Czechów, w tym tego, który mnie wyprzedził, jestem na tyle świeży, że staję na pedały i dopingowany przez organizatorów biorę go wjeżdżając na metę kilkanaście sekund szybciej - mimo zaznaczenia tego nawet przez spikera w wynikach i tak jestem za nim :). Na mecie są arbuzy ale zaczęło lać. Czekam na Sebę, widzę trzęsących się Bikeholików w tym Krzyśka Szarego, próbujących wypić teply ovocny caj. Czekam na Sebastiana, potem zjeżdżam. Powoli, bo wychodzi słońce i chcę popatrzeć na Łomnicę :) Podczas przebierania zaczyna lać, jemy posiłek "regeneracyjny" (grochówa i risotto), i spadamy.
Nie dziwię się,że tyle osób zrezygnowało, pogoda była fatalna, miejscami niebezpieczna dla życia (pioruny waliły w pola rzepaku około 200m od nas), awarie nawiedzały wielu (ale niektóre ekipy miały swoje wozy techniczne...zresztą - pomagające czasem zawodnikom dojść do grupki ...).
Najwięcej nadrobiłem na ostatnim odcinku. Podjazd - miodzio :)
Paweł Źrebiec, najlepszy z Grupetta Gorlice, uplasował się na bardzo ładnym 26. miejscu z czasem 3:17:46.
Dane z pomiaru organizatora (i liczników kolegów), bo licznik zaczął wariować po upadku:
Czas 3:37:37
78/151 (187 startujących)
Ekipa przed startem

radość przed Jarną klasiką, Stary Smokovec© wojtekjg
EDIT
Uśmiechy do kamery na podjeździe na Vysne Hagy coś dały i - mamo, tato, jestem w telewizji!! Dwa rozmazane zrzuty z ekranu tej relacji niech będą pokazem mojej dumy z siebie samego:)

uśmiech do kamery 1© wojtekjg

znów uśmiech do kamery© wojtekjg
Kategoria [100-200km], ściganie
Dane wyjazdu:
62.80 km
0.00 km teren
01:54 h
33.05 km/h:
Maks. pr.:79.10 km/h
Temperatura:
Podjazdy: m
Rower:Błękitna Bestyjka
I Klasyk Beskidzki - Łosie
Wtorek, 3 maja 2011 | Komentarze 4
Start w szosowym wyścigu kolarskim organizowanym przez Grupetto Gorlice. Moje okolice więc pomyślałem "czemu nie?".Początek szybki, bardzo szybki, a że stanęliśmy z Arkiem na końcu startujących trzeba było się przepychać. Podchodzę w pół stawki dopiero za Klimkówką. Na hopkach mijam Yetiego, rzucam mu spojrzenie niczym Armstrong Ulrichowi na podjeździe do Alpe d'Huez z pytaniem czy się zabiera. Pojechał swoim rytmem, ja przebiegam między grupkami, żeby dostać się do przodu. Udaje się dogonić główny peleton przed zjazdem do Uścia. Na dziurach trochę zwalniamy ale potem dobija mnie boczny wiatr. Pod przełęcz dokręcam, żeby zjeżdżać z Hańczowej w grupie - nie wyobrażam sobie tego odcinka samemu, mimo, że było z wiatrem. Zjazdy od tej pory jadę powściągliwie po tym jak mało nie poszedłem w pejzaż z przełączki. Dobijamy do Uścia w małej grupie z dwoma osobami z Grupetta, widzimy peleton ale chyba nikt nie myśli o gonieniu. Wzdłuż jeziora bez rewelacji, wyraźnie nie ma zgodnej pracy, jest tylko wyrywanie się. Łosie pod wiatr i zaczyna się podjazd na Bielankę - też pod wiatr. Ożyłem dopiero na końcówce ale zjazd ostrożny. Dojazd do Kunkowej szybki, na podjeździe odpada jeden zawodnik przez łańcuch, gonimy gościa z przodu. Wyrywam się od grupy trochę za późno i mimo, że część zjazdu od przekaźnika jadę w kole (ostrożnie) to targa mną tak mocny boczny wiaterek, że nie ma jak uciec grupce z tyłu. Dopadają mnie w Uściu. Szybko w stronę podjazdu, staję na pedałach, zrzucam przód i .. łańcuch ląduje za korbą. Szybka naprawa okazała się za wolna i ostatnie 10 km gonię grupę. Byli szybsi na zjazdach. Końcówka pod wiatr, dojeżdżam ze stratą około 9 minut do zwycięzcy.
Dane z licznika:
dystans: 62,8
czas jazdy: 1h53min37s
avg: 33,4kmh
EDIT:
na metę wjechałem na 54/138 miejscu, 34 w swojej kategorii wiekowej (A), ze stratą 9min30s do zwycięzcy.
Bardzo fajna impreza, organizacja naprawdę dobra jak na pierwszy raz, pogoda dopisała, spagetti z sosem po wyścigu też było super. Mam nadzieję, że za rok tez będzie tak fajnie :))

naaaa mecie© wojtekjg

Arek zostawia wszystkich z tyłu© wojtekjg

uśmiech do fotoreporterów© wojtekjg
Kategoria [ 50-100km ], ściganie













