Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Gorlice. Mam przejechane 226607.83 kilometrów w tym 3440.12 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 26.19 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

ściganie

Dystans całkowity:22515.68 km (w terenie 105.70 km; 0.47%)
Czas w ruchu:787:09
Średnia prędkość:28.56 km/h
Maksymalna prędkość:86.20 km/h
Suma podjazdów:206243 m
Maks. tętno maksymalne:192 (100 %)
Maks. tętno średnie:170 (88 %)
Suma kalorii:27804 kcal
Liczba aktywności:128
Średnio na aktywność:175.90 km i 6h 11m
Więcej statystyk

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dane wyjazdu:
203.30 km 0.00 km teren
06:54 h 29.46 km/h:
Maks. pr.:66.80 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy:2928 m
Rower:BROKAT

ponownie tuchowski Brevet Końskie Harce

Sobota, 27 sierpnia 2022 | Komentarze 0

Tuchów-Zalasowa-Lubcza-Dębowa-Ujazd-Bączal-Skołyszyn-Harklowa-Pagorzyna-Lipinki-Wapienne-Zagórzany-Kwiatonowice-Turza-Rzepiennik-Ciężkowice-Siekierczyna-Bruśnik-Falkowa-Bukowiec-Jasienna-Przydonica-Bartkowa-Rożnów-Brzeziny-Ruda Kameralna-Stróże-Zakliczyn-Lubinka-Rzuchowa-Pleśna-Łowczów-Tuchów

Świeżości z 3h spania (z czego jedna godzinka była w pociągu z rana) starczyło na dogonienei pierwszej grupy na PK1 (sam startowałem z ostatniej grupki), pociśnięciu przez Ziemię Gorlicką i odpadnięcie od pozostającej ze mną dwójki przed Ciężkami. Ostatecznie daję sobie spokój na podjeździe na Bruśnik. Przed Zakliczynem łapią jak zwykle nieprzyjemne wilgocie od Dunajca, a na punkcie Wojtek zagaduje mnie tak wytrawnie, że zostawiam bidony ze świeżutką wodą do polewania się na gorącu. I zamiast dogonić majaczącego przede mną przed podjazdem zawodnika, skręcam po picie do sklepu. I tak sobie jadę, w upale, do samego końca sam. Mieszcząc się jakoś w 7h netto.
CLIMB: max 16%

Dane wyjazdu:
121.80 km 32.00 km teren
05:44 h 21.24 km/h:
Maks. pr.:69.40 km/h
Temperatura:12.0
Podjazdy:2650 m
Rower:BROKAT

Ultra-JednaCzwarta-Lajkonika

Sobota, 30 kwietnia 2022 | Komentarze 0

Gródek n/D-Rożnów-Iwkowa-Lipnica-Biesiadki-Porąbka-Olszyny-Zakliczyn-Dąbrówka Szczepanowska-Rychwałd-Pleśna-Karwodrza

Niby wsio fajnie, załatwiłem biuro z rana, załatwiłem depozyt, załapałem się na śniadanie w PRLowskim relikcie 'Stalownika' i nawet słońca trochę złapałem na starcie. 
Żarło fajnie, jechało się nawet-nawet, nawet na zjazdach na początku. Potem zrobiły się techniczne i zacząłem lagować. A potem zaczeło się ciepło i uwieranie w ścięgno i ból głowy. I jakoś stwierdziłem, że to nie ten dzień. 
Poszła jeszcze jedna sztajfa, dogoniła mnie czołówka, ale zatrzymałem się w sklepie, żeby nie gonić z nimi, poszła jeszcze stajfa w Dąbrówce, trochę za dużo błota w lesie i nad Karwodrzą wycofałem się telefonem do organizatora. 
CLIMB: max 21%

Dane wyjazdu:
20.05 km 0.00 km teren
00:30 h 40.10 km/h:
Maks. pr.:53.00 km/h
Temperatura:10.0
Podjazdy:118 m
Rower:Furia

jedyna CJM w tym roku

Sobota, 16 października 2021 | Komentarze 0

Wysowa-Uście Gorlickie-Wysowa

Są takie dni, że wsiadasz na rower i wiesz, że albo będzie się jechało albo nie bardzo. Ten dzień był z tych drugich. Niewyspanie, brak mocnych jazd, na dodatek za dużo wiatru.
Ale - i tak poszło lepiej niż antycypowałem, bo sądziłem, że nie zmieszczę się w 32 minutach.
Jak na tę porę sezonu i przemęczenie, wynik brałbym w ciemno - 3 OPEN.
Fajne zakończenie sezonu z Grupetto, z ciachem i herbatą przy zdroju.
CLIMB: max 5%
Kategoria [ 0-50km ], sam, ściganie


Dane wyjazdu:
305.30 km 0.00 km teren
10:26 h 29.26 km/h:
Maks. pr.:55.40 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy:2035 m
Rower:Sauron(i)

Nocno Rajza TdS

Sobota, 11 września 2021 | Komentarze 0

Godów-Olza-Kietrz-Głubczyce-Biała-Korfantów-Krapkowice-Annaberg-Kędzierzyn-Koźle -Rudy-Rudytłowy-Wodzisław Śląski-Godów

Z atrakcji wymienić można:
- ładną, ciepłą pogodę na starcie,
- fajny zachód słońca na jakiejś górce nad Tworkowem,
- błądzenie między polami za Krzanowicami,
- wykręcenie ramienia korby gdzieś za Kietrzem i radne próby jej dokręcenia - udało się dzięki poświęceniu Pana Górnika i wyrwaniu od psa gospodarza odpowiedniego imbusa,
- zamknięty Orlę w Białej,
- MEEEEEGAAAA zlewa z huraganem koło Korfantowa,
- rzeki płynące drogami śródpolnymi,
- pieski kopulujące na środku wiejskiej drogi gdzieś w środku nocy,
- czynny Orlę w Krapkowicach,
- bruk na Annabergu,
- gęste powietrze poza lasami ....i w lasach,
- dłuuugie proste do Kędzierzyna i Rudej/Rudy/Rud/Rudów (jak to się odmienia???),
- jakiś burger i napoje na PK3,
- dalej ciepła noc, na tyle ciepła, że nie zakładałem nogawek, a deszczówkę zdjąłem po kilku km od ciepłego punktu,
- hopki przed Wodzisławiem,
- poranna meta z grillem i kiełbaskami w Godowie.

CLIMB: max 9%



Dane wyjazdu:
202.40 km 0.50 km teren
06:46 h 29.91 km/h:
Maks. pr.:68.40 km/h
Temperatura:17.0
Podjazdy:2828 m
Rower:Sauron(i)

Brevet Końskie Harce

Sobota, 28 sierpnia 2021 | Komentarze 0

Tuchów-Zalasowa-Lubcza-Dębowa-Ujazd-Bączal-Skołyszyn-Harklowa-Pagorzyna-Lipinki-Wapienne-Zagórzany-Kwiatonowice-Turza-Rzepiennik-Ciężkowice-Siekierczyna-Bruśnik-Falkowa-Bukowiec-Jasienna-Przydonica-Bartkowa-Rożnów-Brzeziny-Ruda Kameralna-Stróże-Zakliczyn-Lubinka-Rzuchowa-Pleśna-Łowczów-Tuchów


CLIMB: max 17%



Dane wyjazdu:
544.10 km 0.00 km teren
19:39 h 27.69 km/h:
Maks. pr.:61.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy:3317 m
Rower:Sauron(i)

MRDP - kolejny fantastyczny wycof

Sobota, 21 sierpnia 2021 | Komentarze 0

Rozewie-Wiżajny-Ełk

Szło dobrze, tasowaliśmy się w czołówce, aż na jakiejś hopce przed Braniewem silny wewnętrzny imperatyw zagnał mnie w krzaki. A potem znów i znów, a potem po toaletach na stacjach.
Nie pomogło przeczekanie chłodu i herbatki z pepsi w Gołdapi, bardziej toczyłem się niż jechałem. I trzeba było podjąć trudną-nietrudną decyzję: albo toczenie się przez dobę i zastanawianie się, czy jelita wrócą do homeostazy i będzie można jechać dalej (ale już wycieczkę), albo wycof teraz, póki jest jak jest i lizanie ran.
Z oporem, ale wróciłem na Ełk.
CLIMB: max 10%


Dane wyjazdu:
508.50 km 0.00 km teren
17:06 h 29.74 km/h:
Maks. pr.:70.90 km/h
Temperatura:21.0
Podjazdy:5527 m
Rower:Furia

Tour de Silesia 2021

Sobota, 10 lipca 2021 | Komentarze 0

Godów-jakieś górki i jakieś płaskie-Godów

CLIMB: max 18%


Dane wyjazdu:
640.00 km 6.00 km teren
25:40 h 24.94 km/h:
Maks. pr.:74.90 km/h
Temperatura:11.0
Podjazdy:9501 m
Rower:Sauron(i)

nieoczekiwany niewycof - PatchRace 2021

Piątek, 28 maja 2021 | Komentarze 0

Bielsko Biała-Przegibek-Międzybrodzie Żywieckie-Gilowice-Kocoń-Stryszawa-Zawoja-Krowiarki-Jabłonka-Czarny Dunajec-Podczerwone-Dzianisz-Ząb-Bańska-Szaflary-Bór-Trybsz-Niedzica-Hałuszowa-Krościenko-Tylmanowa-Gaboń-Stary Sącz-Myślec-Żeleźnikowa-Popardowa-Bogusza-Florynka-Śnietnica-Czarna-Uście-Gładyszów-Magura-Gorlice-Moszczenica-Łużna-Staszkówka-Ciężkowice-Kąśna-Siekierczyna-Jamna-Paleśnica-Dzierżaniny-Tropie-Czchów-Tymowa-Lipnica Murowana-Nowy Wiśnicz-Zawada-Sobolów-Skrzynka-Dobczyce-Droginia-Myślenice-Sułkowice-Lanckorona-Stronie-Łękawica-Świnna Poręba-Wadowice-Osiek-Jawiszowice-Pszczyna-Strumień-Czuchów-Drogomyśl-Skoczów-Górki Małe-Lipowiec-Ustroń-Wisła-Kubalonka-Wisła Czarne-Cieńków-Malinka-Biały Krzyż-Szczyrk-Wilkowice-Magurka Wilkowicka

Jakoś tak się złożyło, że dowiedziałem się o organizowanym przez PatchCycling, Alinę i Radka Rogóża ściganku po górach, takim z Bielska do Gorlic i zuruck.
Dojechałem jakoś z rana do BB, śnięty zalogowałem się w biurze zawodów, ożyłem trochę podczas szukania sklepu z pompką, tak pół godziny przed startem, bo oczywiście zapomniałem (a jak zapomniałem, to pewnie by kapeć był...ale przynajmniej byłaby wymówka do DNFa...), udało się nawet przebrać przed startem w ładne ciuszki i zapozować do wspólnej fotki. Start o 10tej, z prawie centrum Bielska, od razu przebijanie się przez miasto z tysiącem skrzyżowań i dróg jednokierunkowych. Zatrzymują mnie światła, bo lubię stać na czerwonym i gubię kontakt wzrokowy z czołówką. Wbijam w tempo i wbijam w podjazd na Przegibek. Na tymże łapię Marysia, na zjeździe dojeżdżam Pika (jedzie na ostrym...NA OSTRYM! podjazdy podjazdami, ale zjazdy to często mistrzostwo :)). Potem są hopy okołożywcowe i w okolicy Koconia (hłe-hłe) łapię Krystiana. Stryszawa i Przysłup idą, na górze ubieram się, bo duje zimnym wiatrem. Krowiarki i zjazd i dojazd do PK1 też idzie, nawet w założonym z grubsza czasie. Ale czuję, że to nie jest ten dzień, czuję przemęczenie i niedospanie i nawet nie cisnę żeby podgonić czołówkę.
Wjazd w Tatry jak to wjazd w Tatry: za dużo samochodów, psów wybiegających z posesji, a czasem przygodnych mastersów na rowerach, łapiących koło. Podjazd na Dzianisz terenowy, bo remont. Kolejne podjazdy wchodzą żwawo, chociaż wiatr chce mnie zdmuchnąć gdzieś z Bustryka. Za Szaflarami mocno znajome tereny, na podjeździe znów mijam Krystiana, włącza mi się autopilot i tak zostaje aż do Krościenka. Nad Dunajcem duje, lekko ale chłodno i w twarz, więc nie staram się cisnąć, jadę tak se, na luzie. Znów wahadło przy Mostkach, znów Krystian, potem podjazdy nad Myślec i Żeleźnikową i tankowanie w Nawojowej. Znane tereny rozleniwiają, ileż razy można robić wciąż i wciąż ten sam - choć w końcu remontowany - odcinek do Boguszy i na Przeł. nad Bacówką? Jak zwykle dociskam z Czarnej, Magurę osiągam prawie po zachodzie słońca, przy dopingu kibiców, a na Orlę w Gorlicach wpadam po 10,5h jazdy. Pogaduszki z Krystianem, tankowanie ciepłego i zimnego i do bidonów i do kieszonek, ubieranko i smarowanko i wyjazd w miasto. Wpadam jeszcze na Prezesa z rodziną, mijam innych kibiców i walę w noc na Ciężkowice. A potem na Jamną i na Paleśnicę i na kolejną ściankę nad jezioro nad Tropie. O mało nie zabijam się na zjeździe, który urywa się progiem na końcu asfaltu i skręcam na Pogórze Wiśnickie. Jest chyba po pierwszej gdy mijam Dobczyce, co przywołało wspomnienia z zeszłorocznego MP. Od kilku kilosów czuję, że autopilot włącza się coraz częściej i nawet chłód i wilgoć nocy nie pomagają. Zjazdy zaczynają robić się niebezpieczne, na podjazdach tylko lekko się rozbudzam. W końcu, na zakrętasowych zjazdach gdzieś przed Droginią, wypatruję fajną wiatę przystankową z fajną, szeroką ławką, żeby złapać20 minut drzemki. Gdy tylko się usadowiłem - zaczyna kropić, padać, a następnie lać. Wyjście było oczywiste - wyciągam NRCtkę i kładę się na dłuższą chwilę.
Właściwie nie zasnąłem, to było takie przysypianie i walka o wygodną pozycję i trochę ciepła. Przez ten półsen słyszałem, jak wiatę mija Maryś i Piko. Wybudziłem się kilka razy, sprawdzając, czy już jest sucho i słonecznie. Nie było. Ale schło. Więc jakoś przed piątą zrywam się i zjeżdżam na Orlę do Myślenic. Gdy wcinam gorącą kanapkę, nadchodzi oberwanie chmury. Nie ma co czekać, trzeba jechać na Wadowice. Duża część trasy to jazda w rzekach płynących asfaltami, śliskimi zjazdami i stromym, zbyt stromym (akurat w super-ulewie) podjazdem nad Świnną Porębą. W Wadowicach jestem zgodnie z mini-rozkładem, około dziewiątej, przemoczony doszczętnie i gotowy na wycof. Po godzinie suszenia i jedzenia i picia zmuszam się do dojazdu do Osieka. O dziwo - wychodzi trochę słońca. Za Osiekiem jest prosto do Pszczyny, a na końcu prostej jest Orlę, to może pojadę do Orlena i się wycofam? Prosta do Pszczyny była prosta i lekko pod górkę i ze złośliwymi wiatrami. A w Pszczynie łapie mnie grad. Jednak gdzieś jakoś pojawiła się motywacja do ukończenia. Łapię hotdoga i jakieś napoje i słodycze, zbieram się w sobie i napieram bokami na Skoczów. Za Górkami Małymi zaczyna się ten nieprzyjemny odcinek: combo Ustroń+Wisła, z remontami, wahadłami, masą samochodów i ścieżką rowerową z błotem. Kubalonka wchodzi fajnie, bo w końcu robi się luźniej na szosie. Wisełka i zjazdy też dobre, bo ludzi niewiele, nie to co na niegdysiejszym duatlonie. Za to podjazd nad Malinkę niszczy. Fizycznie niszczy. Zjazd jeszcze bardziej, bo po płytach dziurawkach i śliskich granitach. Podczas podjazdu na Salmopol zaczyna się snuć i straszy deszczem, ale ten się nie materializuje. Za to zaczyna być chłodno, i na zjeździe przez Szczyrk (wstrętny o tej porze roku), i przez Buczkowice pod Wilkowice. Pod Magurką doping organizatorów, że "jeszcze jedna górka!". Magurka Wilkowicka łamie nogi i kręgosłupy swoimi złymi asfaltami i prostymi z mocnym nastromieniem. Ale gdy się przygotuje mentalnie to nie jest zła. Nawet na koniec długiego wyścigu/maratonu. Jakoś to idzie i po 32h22min jazdy brutto (25h40min netto) podjeżdżam do schroniska na serniczek z colą.

Trasa: selektywna i mimo jakiś małych wpadek i średnich fakapów (Dzianisz, nieprzyjemny zjazd na Tropie, w którym ponoć była informacja, wjazd do Skoczowa, ddrka w Wiśle specjalnie zabłocona), ładnie poprowadzona. W KOŃCU finisz ultramaratonu na podjeździe! Może gdybym był wypoczęty i nie kiblował tyle dla bezpieczeństwa po drodze, ściganie byłoby wydajniejsze. Warto wspomnieć o pewnym uśmiechu w stronę alleycatów, bo na starcie, PK i mecie trzeba zbierać naszywki PatchCampowe. Miły akcent.
4 OPEN by default (przez dwa wycofy z czołówki), wygląda na to, że całość ukończyły tylko cztery osoby z 18(?) startujących.
CLIMB: max 22%

Jakiś zjazd do Gorlic by Grzesiek Tabor


Dane wyjazdu:
41.80 km 0.00 km teren
00:58 h 43.24 km/h:
Maks. pr.:56.60 km/h
Temperatura:19.0
Podjazdy:107 m
Rower:Sauron(i)

Jak nie robić bezpiecznych zawodów - IV Kryterium Gorlickie

Sobota, 3 października 2020 | Komentarze 0


Obiecywałem sobie i wygrażałem się publicznie, że więcej moja obita w bloki stopa nie postanie na starcie gorlickiego Kryterium. Ale zdarzyło się, że z rozpędu ogoliłem segment, który zapewnił mi wejściówkę gratis, pomyślałem więc: "A może organizatorzy jednak wzięli pod uwagę różne głosy i stworzyli tym razem bezpieczną trasę?"

Nic z tego.

Na 11go Listopada pachołki ułożone były tym razem przez środek CAŁEJ ulicy, a organizator oczekiwał, że będziemy jechali tylko lewą jej stroną (trochę głupie posunięcie, nie biorące pod uwagę możliwego wyjazdu straży pożarnej, co OCZYWIŚCIE SIĘ ZDARZYŁO!). Oczywiście zaczęło się lawirowanie między pachołkami, które zaczęły odbijać się między kolarzami. Sam zaliczyłem dwa z nich, szczęśliwie pozostając na kołach. Na linii mety natomiast, odpowiedzialny za pomiar czasu postanowił zrobić próg zwalniający (zabezpieczający kabel), co oznaczało, że przy każdym okrążeniu, grupa pędząca ponad 50km/h musiała przeskakiwać (dosłownie) tę przeszkodę. Na dokładkę do tego wszystkiego, Organizatorzy chcąc zadowolić wszystkich turystów rowerowych, zrobili z kryterium rajd - zawodnicy dublowani nie byli ściągani z trasy, ale dodatkowo zwyczajnie przeszkadzali czołowej grupie podczas ich wyprzedzania. Trochę nie jest to dziwne, bo gdzie mieliby zjechać, gdy dostępny był tylko jeden pas jezdni?

Gdy w tegorocznym Tour de Pologne wydarzył się tragiczny wypadek na sprinterskim etapie do Katowic, media i domorośli eksperci zaczęli odruchowo oskarżać o jego spowodowanie kolarzy, którzy - wykonując w końcu swój zawód - agresywnie, nawet zbyt agresywnie, podeszli do kwestii końcowego sprintu. Osoby, które rzeczywiście rozumieją co w kolarstwie cyka i które mają za kołnierzem poważną ilość startów, głośno wypowiedziały się o rzeczywistych problemach tego finiszu. Problemach, o których głośno się mówiło, a które organizator zwyczajnie olewał, najwyraźniej z nadzieją, że jakoś to będzie i w przeświadczeniu, że show jest ważniejszy niż bezpieczeństwo.

Te same kwestie dotyczą Organizatorów gorlickiego Kryterium
.

Wszystko jest w najfajniejszym porządku, dopóki komuś nie stanie się poważna krzywda. Dopiero wtedy, odpukać w niemalowane, przyjdzie otrzeźwienie, na które będzie za późno.

Błędy te wynikają z kilku rzeczy:
- brak wśród organizatorów osób, które rozumieją na czym polega kompetytywne kolarstwo i potrafią przełożyć to w organizowany produkt;
- brak zwyczajnego doświadczenia wyścigowego - bo jak inaczej wytłumaczyć próg zwalniający na kresce mety?;
- brak wyobraźni - stawianie pachołków pośrodku jezdni i oczekiwanie, że będzie jechało się gęsiego zaraz po szybkim skręcie (warto zaznaczyć, że dopiero po interwencji zawodnika, zdjęto pachołki po wyjściu z jednego z rond)... edit: nie można pominąć także policji, upierającej się, jak się dowiedziałem, przy głupim i zagrażającym zdrowiu (czy nawet życiu) ustawieniu elementów trasy.

I jasne, że można zwalić przewracające się barierki i taśmy zabezpieczające wkręcające się w napędy i powodujące kraksy, na warunki pogodowe. Ale dobry organizator na takie rzeczy powinien przynajmniej reagować. Nie można oczekiwać od zawodników jeżdżenia w kółko gęsiego na zawodach z "kryterium" w nazwie. A obowiązkiem organizatora jest zapewnienie bezpiecznej, umożliwiającej zdrową rywalizację, trasy.

A tego znów tutaj zabrakło.




Dane wyjazdu:
502.00 km 0.00 km teren
17:30 h 28.69 km/h:
Maks. pr.:72.90 km/h
Temperatura:13.0
Podjazdy:5857 m
Rower:Furia

każdy niewycof jest jak zwycięstwo - Tour de Silesia

Sobota, 19 września 2020 | Komentarze 0

Godów-Petrovice-Kończyce Wielkie-Kisielów-Goleszów-Ustroń-Górki Wielkie-Świętoszówka-Bielsko Biała-Buczkowice-Szczyrk-Biały Krzyż-Kubalonka-Istebna-Koniaków-Szare-Milówka-Węgierska Górka-Bystra-Trzebinia-Żywiec-Kocierz-Przełęcz Kocierska-Andrychów-Gierałtowice-Piotrowice-Zator-Olszyny-Wygiełzów-Bolęcin-Rudno-Tenczynek-Krzeszowice-Miękinia-Lgota-Olkusz-Klucze-Ogrodzieniec-Łazy-Chruszczobród-Podwarpie-Twardowice-Rogoźnik-Radzionków-Tarnowskie Góry-Kamieniec-Księży Las-Toszek-Jaryszów-Zimna Wódka-Dolna-Wysoka-Annaberg-Żyrowa-Koźle-Kuźnia Raciborska-Racibórz-Rogów-Czyżowice-Gorzyce-Godów

Wstałem rześki jak Kapitan Żbik.
Kręciłem się na trzeszczącej macie już 3h przed budzkiem, a po pianiu budzikowego koguta zacząłem mentalnie przygotowywać się na radosny poranek z poranną mgłą i porannym, wrześniowym chłodem. Trza było spać trochę dłużej, bo po zrzuceniu bagażu i przepaku, pojechaniu po picie i drożdżówkę, siedziałem z herbatą i jagodzianką jeszcze prawie 40 minut na chłodzie, w krótkich spodenkach, z gołymi ale ładnie opalonymi nogami.
Start o 8.25 bodajże, jako ostatnia, dość mocna grupa. Paweł Miłkowski pocisnął od razu na głównej drodze w mgłę, a ja stwierdziłem, że chyba jedziemy o drugie miejsce w Solo. Złapał mnie jakiś marazm i niechęć do szybkości. Inaczej chyba pomyślał Paweł Sojecki, który ruszył za Miłkowskim. Zrobiło to tyle, że oddzielił mnie od Miłkowskiego, ale nie mógł go dogonić. Po kilku kilosach nastąpiło tasowanie i jechałem przodem, lekko zwiększając przewagę nad to dochodzącym, to odstającym Sojkiem. Przed pierwszym znaczącym podjazdem mała przerwa na światłach na wahadle przy remoncie drogi. Licznik odlicza od 2 minut, jest więc czas na rozbiórkę, bo zrobiło się słonecznie i cieplutko. Gdy do czerwonego dojeżdża dwójka daltonistów wyścigowych*, dwójka przykładnie stojąca ze mną też postanawia, że chce mieć tę minutę mniej na mecie. Odczekuję i łykam na spokojnie wszystkich na górce, a potem dociskam na zjeździe. Przejeżdżam Cieszynkę, dobijam do Ustronia i nerwowo pokonuję milion hopek koło Bielska. Droga ma plusy (mniejszy ruch) i minusy (ruch osiedlowy, sporo progów zwalniających). Ostatni szybki zjazd i Szczyrk. I czerwona fala, na której tylko ja** stoję jak debil. Tutaj też mijam trzysetkowiczów, machając do jadących pod lekki wiatr pociągów kolarskich. Podjazd na Salmopol zaczyna się dobrze, nawet z wiatrem, chyba że przejeżdża grupka samochodów z naprzeciwka. Mijam kilka osób, dobijam do przełęczy (pamiętam ją z większą ilością drzew) i wbijam w zjazd. Wbijam w niego zbyt entuzjastycznie, bo o mały włos nie przestrzeliwuję pierwszego dużego zakrętu.
Punkt widoczny z daleka, łapię tylko banana, Paweł nalewa mi wody, zagryzam arbuzem i jadę. W Wiśle skręt chodnikiem na rondo przy zakazie powoduje chwilę konsternacji. Dodatkowo, zawodnik jadący z prawej na rondo mówi mi, że nie tak idzie ślad. I zawracam i kręcę się chwilę i próbuję się upewnić, czy dobrze pojechałem***. Łykam znów kilka osób na podjeździe na Kubalonkę, potem zjazdy w stronę Jaworzynki, z jakąś ostrą hopą po drodze. I skręt na Koniaków. Gdzieś za muzeum koronek łapię dwójkę z Innergy Team z koleżanką na kole. O mało nie koziołkuję na bruku w Kamesznicy i o mało nie wjeżdżam na Skę koło Szarego. I wpadam do Milówki, w sobotni rajd po zatłoczonych ulicach. Mija mnie znów trójka z Innergy. Pan miejscowy stwierdza, że zatrzyma się z 40kmph do zera, do skrętu do Biedronki i gdyby nie trochę miejsca między nim a krawężnikiem, wylądowałbym na jego tylnym siedzeniu. Nerwówka jest spora. Po skręcie w Węgierskiej Górce lecę pod mały wiatr doliną, mijam znów trójkę Innergy (tym razem przyglądając się im****) i wbijam na strome podjazdy na Żywiec. I w końcu Kocierska, której nie męczę nawet jakoś wybitnie.
500m przed szczytem zlokalizowano mobilny punkt. Jest woda, jest cola, są soki i napoje poramańczowe i są krakowscy Drożdżówkarze, których dogonienie było moim małym priorytetem (wystartowali godzinę przede mną). Łapię sok do bidonu i Góralka i walę dalej. Jakikolwiek ciśnienie we mnie było, to po PK zeszło. Nawet nie kładę się na lemondce na odcinkach, gdzie mógłbym nadrobić, w stronę Zatora. Jeszcze dwa stawy, trzy zakręty i Bolęcin i zapiekankarnia i przepak.
Za zapiekankę dziękuję, zjem kiedy indziej. Biorę bluzę, pakując ją gdzieś na ramę, biorę lampkę, biorę nogawki do torebki, biorę batony, przelewam swoje picie, smaruję się kremikiem, który biorę do torebki i jadę. Zaczyna się trochę podjazdowo, bo hopka przed Tenczynkiem, potem Miękinia z Krzeszowic i hopka nad Olkusz. Za Rudką, na górce, siadam na chwilę łapiąc mały zjazd glukozowy i dzwonie do Misia-Pysia, żaląc się, że pewnie już czas zawrócić do Maka i do domu. Jedzonko Snickersa i mi przeszło, zakładanie lampek, ubieranie i zjazdy do Ogrodzeńca. Nie jest zimno, ciemno robi się powoli, jedzie się nawet fajnie. I zaczyna się robić w miarę płasko. Ale nawet to nie motywuje mnie do dociśnięcia. Asfalty są gładkie, czasem tylko jakaś nierówność się pojawia odcinkowo, to i szybko dojeżdżam na punkt w Rogoźniku.
Na punkcie znów Paweł Organizator, jest wieeelki talerz makaronu z mięskiem, jest herbata i kawa, są napoje, jest woda, są batoniki. Zakładam nogawki, gaworzę chwilę przy makaronie, ociągam się jak mogę i po drugiej herbacie wyjeżdżam akurat, gdy na punkt zajeżdżają Drożdżówkarze.
Dalej jest znów dość dobrze asfaltowo. Mijam wszystkie znajome miejsca okolic Tarnowskich Gór, z zabytkową kopalnią srebra włącznie. Trochę krążenia po okolicy, jakieś boczne drogi od czasu do czasu, z nawierzchnią odbiegającą standardem do krajowej nawet*****, ale zaraz zaczyna się opolskie i sporo długich dróg po lasach. Podjazd na Annaberg akurat z tej najkrótszej i najłatwiejszej, moim zdaniem, strony, a na górze bruk (uparłem się nie jechać chodnikiem) i trochę szybkiego i trochę nieszybkiego zjazdu.
Na punkcie w Żyrowej znów Paweł z bratem, ognisko, zupa warzywno-grzybowa z grzankami, dwie herbaty, soki, woda, cola, ciasto(!!!). Znów się ociągam, ale, o dziwo, morale są dobre. Pewnie i tak nie zrobię ostatnich 80km w 2,5h, więc nastawiam się na dojazd w okolicy godziny 4 nad ranem. Idzie nawet szybko. Jest sporo prostych na Racibórz. Potem jest jedna górka, z punktem widokowym, która daje czasem ponad 10%, a za nią kolejna. A po nich trochę pohopkowania i znajome Gorzyczki, Mak znajomy z GMRDP i trochę asfaltu do Godowa. Na sam koniec sam Organizator dopinguje mnie do niewocofu z okna samochodu. A na metę wpadam kilkanaście minut przed czwartą (z chyba drugim czasem w Solo).

Są takie dni, gdy się leci na rowerze. A ten był z tych, co czułem, jakbym jechał w zupie z wilgoci przez prawie cały dzień. Właściwie to przegrałem ten maraton już tydzień temu, jadąc nad morze. Ale z drugiej strony, Paweł Miłkowski ma fantastyczny sezon i byłby chyba poza zasięgiem, bo nie mam głowy na mocne ściganie. Zmęczyć się mocno nie zmęczyłem, bo dociskania nie było aż tak dużo. Ale dzień był też z tych, co wkładka nie współpracowała z tyłkiem i wyszedłem z małym przetarciem. Minimalnym. Pogoda za to dopisała okropnie - po porannych mgłach wyszło cieplutkie słońce, wiatr nie dokuczał zbyt mocno, a noc nie była tak zimna jak zimną miała być.
Organizacje naprawdę świetna: od bazy maratonu, atmosfery pomimo zmniejszonej ilości przewijających się osób, przez rozmieszczenie punktów równomiernie po trasie, aprowizację na nich i atmosferę napunktową. Jedzenia było w sam raz, picie było zróżnicowane, wszystko dostosowane do imprezy - nie schabowy tylko makaron z kurczakiem, zapiekanki czy zupa, gdy ktoś chciał była opcja bezmięsna. Była tak ważna w tym okresie herbatka i kawa. I realne troszczenie się orgów o to, żeby było wszystkim fajnie, ale nie takie namolne.

* daltoniści wyścigowi - dla nich każde palące się światło jest zielone;
** bo inni stwierdzili, że YOLO, na czerwonym też można
*** okazało się, że mnie ślad prowadził dobrze, widocznie kolega miał albo starą wersję śladu albo jechał na pamięć
**** i co się okazuje? koleżanka ma numer 731, koledzy numerów nie mają. i ciągną ją gdy tylko nie męczy górek. co ciekawsze - na punkt w Bolęcinie dojechała z innym kolegą z Innergy (który czekał na grupkę w Andrychowie) - co oznacza, że chłopaki zrobili sobie sztafetę. Czy serio jest się czym chwalić, gdy trasy nie przejechało się samemu? Ja wiem, że to Innergy Team, oni zawsze pierwsi biegną pod spuszczony szlaban na przejeździe, ale w taki sposób wieźć kogoś na kole, nie będąc w wyścigu/maratonie - to czyściutkie oszustwo
***** czaaaasem trasa wpadała w jakąś boczną drogę, po dziurach, których w Śląskiem i Opolskiem nie brakuje, czy po zawianych piaskach. wymagało to lekkiego zwolnienia i większej uwagi.

CLIMB: max 13%