Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Kraków/Gorlice. Mam przejechane 260903.63 kilometrów w tym 4136.82 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.94 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

ściganie

Dystans całkowity:23732.98 km (w terenie 248.50 km; 1.05%)
Czas w ruchu:838:31
Średnia prędkość:28.26 km/h
Maksymalna prędkość:86.20 km/h
Suma podjazdów:228022 m
Maks. tętno maksymalne:192 (100 %)
Maks. tętno średnie:170 (88 %)
Suma kalorii:27804 kcal
Liczba aktywności:137
Średnio na aktywność:173.23 km i 6h 09m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
460.00 km 142.80 km teren
25:11 h 18.27 km/h:
Maks. pr.:71.00 km/h
Temperatura:19.0
Podjazdy:10211 m
Rower:BROKAT II

(Ultra)Lajkonik 2024 - im mniej się chce, tym bardziej wychodzi

Wtorek, 30 kwietnia 2024 | Komentarze 0

Gródek n/Dunajcem-masa górek i upodlenia-Gródek n/Dunajcem

Maraton wpadł właściwie tak przypadkiem: dostaliśmy spot startowy dla Grupetto Gorlice, więc po dłuższym wahaniu zapisałem się na nowopowstały dystans dłuższy. Potem dłuższy się wydłużył, niewiele ale jednak jakoś zniechęcająco i taktycznie (za sugestią Prezesa) przepisałem się na dystans midi, mający na mapce niecałe 450k. Nie przygotowywałem się zbytnio do samego typu i trybu jazdy, nie było w tym roku specjalnego celowania w wyczucie szutrów, trasa miała dostarczyć sporo stromych i czasem 'technicznych' zjazdów, za którymi nie przepadam, więc i nie traktowałem tego jakoś priorytetowo - przejadę się, zmotywuje mnie to do nie-wycofu, poćwiczę/przypomnę sobie strategię na trasie i planowanie, wpadnę może w jakiś tryb ściganiowy. Jak zawsze w tygodniu mało snu i praca nocami, ale szczęśliwie udaje mi się wyłuskać całą dobę swobody przed startem, co pozwala na leniwy dojazd, powłóczenie się nad jeziorem, naleśniki z serem w lokalnej mordowni, odbiór pakietu startowego i wygodny nocleg pod dachem. Robię jeszcze przymiarki podsiodłówek i decyduję się na większą, bo zabieram więcej cieplejszego ciucha i antycypuję dopakowanie zapasów na noc.
Do grupy startowej wpisany zostaję dopiero nad ranem, jest miejsce w ostatniej, o 8.30 i z takiej też udaje się wystartować. Pogoda od rana prawie letnia, praży słońce (chociaż zawiewa dość mocny wiatr), można jechać na krótko. Jesteśmy przemieszani z dystansem długim, z którym dzielimy pierwsze naście kilometrów. We wcześniejszych grupach wyjechało kilku mocnych zawodników z mojego midi, mocna trójka jest ze mną na starcie (w tym Radek Rogóż i Ula i Kamil, sami doświadczeni), startujemy też z wycinakami z długiego.

Start nawet spokojny, ktoś tam wyskoczył na asfalcie do przodu, od niechcenia dojechałem do grupki posiedzieć w kole przed podjazdem. Na podjeździe asfalt, a potem szuter, zrobiła się selekcja i na szczycie znalazłem się sam z Radkiem Gołębiewskim i Michałem Mordarskim (kolega na mtb był ciut z tyłu, ale minął nas na zjazdach). Na zjeździe, jadąc jako drugi, jebłem radośnie w jakąś dziurę - bo zjazd był dobry na rower mtb - i ułyszałem mocne 'trach!'. Sądząc, że to koło, letko wystopowałem, ale wszystko było okej. Potem była druga dziura, bez głośnego 'trach!', ale zatrzymałem się zaraz zobaczyć czemu zatrzymuje się Michał (bo żelki mu wypadły na dziurze). Na asfalcie podganiamy, na kolejnym podjeździe widzimy tylko z daleka łydkę Radka, potem puszczam Michała, który łapie lekkie koło za traktorem i wbija w zjazdy, a ja wchodzę w swoje tempo, nie goniąc. Bo przed wyścigiem zrobiłem sobie rozpiskę, taką godzinową, gdzie robić zakupy (ciężko ze sklepami przy trasie, na dodatek noc i drugi dzień to święto), o której wypadalo by gdzie być i w ogóle. A jadąc mniej więcej pod zapiekiem, powienienm harmonogram z rozpiski zrealizować. Zaczynam też łapać zawodników i z długiego i z midi, przebijamy się przez jakieś błotne i rozjeżdżone podjazdy pod Iwkową, przypominam sobie miejsca z poprzedniej edycji, podobnie zabłocone, skręcam pod prąd w Lipnicy Murowanej na rynku, trochę zbity z tropu dopingiem orgów, gubimy się potem z dwoma zawodnikami na jakiejś ścieżce, potem łapię kolejnych zawodników za Gosprzydową.... i ścianę płaczu w Bocheńcu robię w pełnym słońcu już sam, nie w tłumie, jak 3 lata temu. Bokami przebijam się do Zakliczyna, mam jeszcze wodę więc odpuszczam zakupowanie i walę trochę z wiatrem w stronę Dąbrówki Szczepanowskiej, podjazdu dość stromego (ostatni ponad kilometr nie schodzi poniżej 13%), asfaltowego, nie dającego ucieczki przed słońcem. Idzie nawet fajnie. Potem lasy, postój na kremik i poprawienie opadniętej na dziurze pierwszego zjazdu kierownicy (poszła w dół na mostku, przez co przez te 4h miałem inną niż zwykle pozycję ręki na klamkach i guma zrobiła mi szybciutko otarcie przy kciuku - mam za swoje, że nie zabrałem rękawiczek na dzień), asfaltowe zjazdy i sklep w Pleśnej, gdzie uzupełniam zapasy i płyny i gdzie dojeżdża (niespodziewanie dla mnie) Kamil. Mając go na plecach trochę biorę się za siebie, przemykam przez lasy do Krowodrzy, rozpoznając miejsce wycofu poprzednim razem, Szynwadł ciągnie się okropnie, nie da się jakoś wyjechać z tej wioseczki, ale Kokocz wchodzi zgodnie z rozpiską, przy tężni na górze jestem około 15.30. Potem szybkie zjazdy, smutny i długi podjazd, jakieś lasy w okolicy Połomii, gdzie trafiam na bląkającego się Zbiga Mossoczego, szukającego właściwej ścieżki. Zjeżdżamy razem na zakupy do Lewiatana do Braciejowej - ja na chyba większe zakupy, bo Zbig zebrał się szybciej - i dalej jazda w stronę Małej. Łapię go na drodze krzyżowej do pomnika nad Małą, bo przez skurcze musi rower prowadzić pod górki. Narzeka też na małe dolegliwości ze strony żołądka - przy tej pogodzie i pewnie spsorej podaży węglowodanów wcale się nie dziwię, sam się zastanawiam kiedy złapie mnie dołek jelitowy. Tak jadę i jadę i nagle poznaję gdzie jestem - pod Górą Chełm! :) Oczywiście po wjeździe do lasu koło rezerwatu trochę błądzę, bo ślad znów nie jest ewidentny i trzeba jechać dzikimi ostępami do ścieżki leśnej. Zjeżdżam, podjeżdżam, zjeżdżam, widzę podwieczorne Jasło, docieram do krajówki w Kowalowych i robię małe ubieranie (tylko góra), przepak jedzenia i smarowanko (zgubiłem tyłkokremik, więc został tylko tłusty krem z filtrem SPF.. ;)). Mija mnie Kamil, potem ja go mijam i atakuję most w Krajowicach. Remontowny, jednak. Bez kładki dla pieszych. Łapię Kamila podczas odwrotu, pokazuję mu gdzie jadę na objazd i że wstępuję na opcjonalny Orlę (się dobrze złożyło akurat). Orlen załatwiam szybko, z napojami i jakimiś nadmiarowymi batonikami. Dojeżdża tu jeszcze jeden zawodnik na zakupy (nie wiem czy wie o moście), ja wyjeżdżam pierwszy z trójki ze stacji. Kurcze, się chłodno zrobiło w dolince, ale zaraz zaczyna się podjazd pod Liwocz. Widzę jeszcze chwilę migające za mną światła rowerowe, ale potem troszkę dociskam i w lesie jestem już sam. W sam raz, żeby trochę pobłądzić i połazić po krzakach. Ale - dobijam w kóncu do zjazdów, te idą fajnymi szutrami, do Jodłowej, potem znów w górę, potem znów błąd nawigacyjny i krążenie po zasianch polach - gdy trafiam w odpowiedni asfalt, który był zaraz obok, ale dla mnie nie był taki ewidentny, zastanawiam się czy to ze zmęczenia, od słońca i wiatru czy jakiegoś niedożywienia. Tylko z tym ostatnim mogę sobie na tę chwilę poradzić, więc wciskam w siebie żelek i batonika i sporo wody. Pod Ostrym Kamieniem mam jakieś zagwostki nawigacyjne, ale gdy wpadam w szutrowe drogi to leci się 40-50 na luzie. Pod Brzanką dopingują mnie organizatorzy, namawiając do zatrzymania się - trochę ich zbywam, za dobrze mi się jedzie. Z Brzanki zjazd trochę za bardzo terenowy (ale nie taki zły jak z Liwocza...). I dolina w Lubaszowej. A z Lubaszowej jakaś przykra ściana podjazdu. Rzepienniki idą jakoś na automacie, chociaż nocą mało co poznaję gdzie jestem. Mam ponad godzinę opóźnienia, wyczekuję tego Biecza, do którego wpadam po zimnym Bugaju i Sitnicy, po jakichś wstrętnych szutrach, grubo po 2.40 w nocy. Wykupuję napoje na BP, pożeram zapiekankę z herbatą, trochę się odświeżam w toalecie, zasmarowuję zakupionym kremikiem niweła, ubieram nogawki i kurtkę, a nawet zaopatrzam się w redbulle (to pierwszy od 10 lat wypity energetyk....myślałem, że będzie lepszy kop albo gorszy zjazd później, ale nie było ani wystrzałowo, ani źle). Wyjazd kilkanaście chwil po 3ciej, od razu w podjazdy w stronę Pagorzyny, Lipinek i Wapiennego. akurat zerwał się przedporanny mocny wiatr, wiejący mocno w twarz - akurat na część asfaltową. Wbijam na łącznik do Bodaków gdy już zaczyna dnieć i całe szczęście, bo zjazd jest mocno MTBowy. Przy szlabanie mała rozbiórka, a zaraz potem szutry Gravela Beskidzkiego - trochę na automacie, trzeba było tylko uważać na łanie łażące przez drogę. O wschodzie jestem nad Pętną, Seba pisze mi, że pudelko GPSowe mnie nie łapie, bo chyba straciło sieć, więc na wszelki wypadek je resetuję. Wierch Wirchne dłuży mi się przez błota, Magura idzie na pamięć, szutry zjazdu do Bielanki wybijają mi nadgarstki. Z Bielanki przeskok na fajną szutrówkę przez Miejską Górę, na podjeździe kibicuje mi Grzesiek z dzieciakami. Zjazd do Szymbarku na heblach, a na dole punkt kibicowski zrobil Wojtek Senior. Przebieram się przy Arce, jest chwilę po 7mej, ale już ładnie praży. Wywalam śmieci, przepakowuję żarcie i picie, smaruję się i walę na Morskie Oko, Maślaną i ostrożnie w dół do Bieśnika, gdzie już nieostrożnie puszczam klamki na zjeździe na Szalową. W Łużnej kibicuje mi jeszcze Marek, w Staszkówce robię ostatni mini przepak jedzeniowy i pomykam na Zborowice. Drugi dzień krótkich maratonów zawsze jest marny: przychodzi 'upał dnia drugiego', niespanie daje o sobie znać, daje o sobie znać lekkie odwodnienie, organizm stara się schłodzić ale to nie wychodzi, zaczyna się retencja wody i uczucie ciężkości. Ten okres trzeba jakoś przetrwać, zagryźć zęby i dociskać. Już wcześniej dostałem info, że wyszedłem na prowadzenie na tyle mocno, że mogę jechać na luzie, ale z drugiej strony trzeba antycypować jakąś awarię lub bombę, więc nie zwalniam. Do Bukowca jak to do Bukowca, niestety nie jest jakoś super z wiatrem. Droga do Jamnej, czasem pureMTB, mocno mnie męczy mentalnie i dłuży się jakoś. W Olszowej mały doping orgów i już Pleśna i ostatni podjazd terenowy - ściana ziemi w lesie. Ostatnie szutrówki i w końcu asfaltowy zjazd do mety. Do której docieram okolo 12.12, po 27h42min.

Jasne, że szosowiec będzie narzekał na odcinki bardziej mtb niż gravelowe, ale może to tylko zbytnie narzekanie szosowca. Wydłużył mi się zakładany czas o prawie 2h brutto, ciężko powiedzieć gdzie i czemu i jak. Ale grunt, że nie było problemów ze strony żołądka, pogody, chęci odwrotu (no, może prócz kilku pierwszych godzin, przez pierwszą setkę ;) ), większych awarii, które potrafią zdemotywować. Można było mniej zapakować, ale potem marznąć i pakować picie po kieszonkach lub nie pić nic - aprowizacja na tej trasie, podczas jazdy nocnej i w okresie świątecznym, była dość kluczowa dla odpowiedniego przetrwania i warunków i trasy. Przewyższeń narąbało mi więcej niż zakładane, ale to przez szereg pomyłek nawigacyjnych, zawracań i niechcianych podjazdów i zjazdów. Niby zmieniłem przełożenie na miększe, nauczony doświadczeniem poprzedniego kawałka Lajkonika - jechałem na 40/11-46T, ale miejscami czułem, że chciałbym mieć jeszcze lżej pod nogą.
Generalnie - na duży plus, miło od czasu do czasu zaliczyć coś dającego mentalnego kopa i zadowolenie:)
CLIMB: max 21%







Dane wyjazdu:
65.70 km 0.00 km teren
02:37 h 25.11 km/h:
Maks. pr.:67.30 km/h
Temperatura:3.0
Podjazdy:1596 m
Rower:envi

rowerowa część duathlonu

Sobota, 20 kwietnia 2024 | Komentarze 0

Wisła-Zameczek-Kubalonka-Istebna-Jaworzynka-Ochodzita-Zwardoń-Laliki-Kamesznica-Koniaków-Stecówka-Wisła

Jazda w deszczu, wietrze, śniegu, wietrze, błocie z lasów i spod drewna ściąganego na drogi, no i w wietrze. Stracilem czucie w rękach i stopach, klocki dotarły się tak, że hamowanie pod koniec było już tylko iluzoryczne. Podjazdy szły fajnie, zjazdy zbyt ostrożnie.
Właściwie chyba na rowerze przewaliłem trzecie miejsce w imprezie (bo za wolno).
4 OPEN
CLIMB: max 13%

Dane wyjazdu:
212.00 km 0.00 km teren
07:32 h 28.14 km/h:
Maks. pr.:73.20 km/h
Temperatura:16.0
Podjazdy:3225 m
Rower:envi

Brevet Południowa Kotlina - na zakończenie sezonu nie-ścigania

Sobota, 7 października 2023 | Komentarze 0

Polanica-Zdrój -Szczytna-Karłów-Ostra Góra-Machov-Vysoká Srbská- Kudowa-Zdrój -Jerzykowice-Kulin Kłodzki- Duszniki-Zdrój -Lasówka-Mostowice-Neratov-Lesica-Międzylesie-Pisary-Jodłów-Michałowice-Nowa Wieś-Wilkanów-Idzików-Puchaczówka-Sienna-Klecienko-Kletno-Stara Morawa-Stronie Śląskie- Lądek-Zdrój -Żelazno-Kłodzko-Stary Wielisław- Polanica-Zdrój

Dlaczego jeżdżę/jeździmy na brevety? Z tego samego powodu, co inni jeżdżą na gran fonda: jak nie będzie noga podawała, to można zawsze powiedzieć, że to nie był wyścig, a że to nie wyścig, to inni przecież się z nami nie ścigaja, można nakur**ać i podbić sobie dobrze ego, docierając do mety gdzieś z przodu.

To ostatni brevet w tym roku, na dodatek blisko dużego ośrodka kolarskiego jakim jest Wrocek, więc można było się spodziewać kupy wyposzczonych i chętnych do mocnej jazdy ludzi. Snując się zaspany po zimnym i wietrznym parkingu, zacząłem obczajać rowery i podsłuchiwać rozmowy i wychodziło z tego, że zapiek może być dobry. 

Start o 8.30, sporą grupą, chyba prawie ze 100 osób. Jazda w asyście policji przez Polanicę i podjazd ze startem ostrym po bruku. Oczywiście siedzę z tyłu, więc się powoli, nie szarżując, przebiłem. Przed końcem podjazdu widzę już tylko dwóch hulaków z przodu, jeden większy, a drugi mniejszy, dociskają na każdej stromiźnie. Za mną goni jeden zawodnik, a potem chyba większa grupa. Dojeżdżamy tych z przodu z tym z tyłu przed podjazdem na pierwszy CP, do zameczku. Zamek zamknięty, tylko focimy klamkę i zjeżdżamy, mijając całe peletony walące na punkt. We dwóch mijamy Szczytną, walczymy z wiatrem na średnio skoordynowanych zmianach, wbijamy w Czechy, robimy najstromszy podjazd imprezy (po bruku) i podjeżdżamy po trawie pod wieżę widokową. Oczywiście obijam się o jakiś kamień i łapię snejka. Gdy wymieniam dętkę mówię Tomkowi (bo kolega na imię miał Tomek), żeby na spokojnie jechał, czy to sam czy z którąś grupką zawodników dobijających do wieży. Trochę czeka, zagaduje z kolegą i stwierdzają, że poczekają na mnie w trasie. Po wymianie gumy koło jak nowe, zjeżdżam dość szyko, bo asfalty fajne i po kilku minutach doganiam Tomka i Łukasza (bo drugi kolega to był Łukasz). I tak se jedziemy, bo są takie rolling hills, czasem robiąc zmiany. Potem jest CP, długi podjazd, jak to w okolicy, kolejne rolling hills, znów CP, znów podjazd, sklep, znów CP. Na kolejnym podjeździe przygrzewa mocniej, ale w dolinie znów zimno i wieje tak, że boli mnie głowa. A potem wpadamy na podjazd na Puchaczówkę. Wyraźnie odstaję, udaję, że chcę zatankować w magicznym źródełku nad Idzikowem i dzięki tej wodzie jakoś odżywam. Szczęśliwie, Tomek poczekał na nas na górze. Znów zakupy, jakiś cukier. Robi się chłodno, ale jest na szczęście podjazd. CP pod J.Niedźwiedzią, dość szybko do kolejnego CP, na stacji benzynianej i szybkie transfery na Kłodzko.
I męka pod wiatr.
Po złym asfalcie.
Ledwo trzymam się w kole, a w Tomasza wstapiły nowe siły i nieintencjonalnie, w amoku, zerwał nas z koła - dospawanie zajęło mi dobre 4km, które wypruły ze mnie wszystkie waty. Na metę wpadamy po 8h19min.
Wsio fajnie, forma rośnie, a tu sezon się kończy. Może poza średnią ekonomiką odżywiania, to wszystko było w sam raz.
CLIMB: max 17%

Dane wyjazdu:
60.10 km 0.00 km teren
01:48 h 33.39 km/h:
Maks. pr.:71.90 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy:672 m
Rower:envi

Grosaro CLASSICO kolejne

Niedziela, 13 sierpnia 2023 | Komentarze 0

Gorlice-Sękowa-Magura-Uście-Klimkówka-Łosie-Bielanka-Gorlice

Się znów zebrały tłumy, łącznie 3 osoby. 
Podstępem wywalamy Gregaria od startu do początku Magury na przód, żeby oral pod wiatr, chociaż sprytnie nie robił tego za mocno. Za zakrętem na Magurze przyspieszam, jadę sam do szczytu, na dole koło prawie łapie mi Wojtek, ale urywam. I tak widzę dwójkę majaczącą za mną, tak gdzieś do 1,5minut max, do samego końca. 
Męczone to było dziś trochę, bo czułem się ociężały i bez rozgrzewki. Niby przed upałem, ale wiatr dawał nieźle i ujechanie czuć.
CLIMB: max 12%

Dane wyjazdu:
57.90 km 0.00 km teren
01:51 h 31.30 km/h:
Maks. pr.:70.80 km/h
Temperatura:22.5
Podjazdy:666 m
Rower:envi

Grosaro!

Niedziela, 6 sierpnia 2023 | Komentarze 0

Gorlice-Magura-Gładyszów-Uście-Klimkówka-Łosie-Bielanka-Gorlice

Chwila postoju i od razu jedziemy z Arkiem na Grosaro. Przyjeżdża tylko Dominik z Ropy. Lecimy początek pod wiatr, na podjeździe przyspieszam, Arek zostaje, Dominika odczepiam dopiero w połowie. Na zjeździe czekanie, ale tylko chwilę i jadę sam do końca. 
Czas marny, bo warunki marne i dużo czarowania. Ale w nogach dość, dość zostało.
CLIMB: max 11%

Dane wyjazdu:
205.80 km 0.00 km teren
07:10 h 28.72 km/h:
Maks. pr.:74.00 km/h
Temperatura:24.0
Podjazdy:3259 m
Rower:envi

kolejne Końskie Harce (z Tuchowa)

Sobota, 29 lipca 2023 | Komentarze 0

Tuchów-Zalasowa-Joniny-Swoszowa-Żurowa-Olszyny-Jodłówka Tuchowska-Rzepiennik-Turza-Moszcznica-Mszanka-Bystra-Szymbark-Bielanka-Kunkowa-Uście-Klimkówka-Ropa-Wawrzka-Bogusza-Piątkowa-Cieniawa-Mogilno-Łęka-Przydonica-Posadowa-Bujne-Ruda Kameralna-Filipowice-Zakliczyn-Janowice-Lubinka-Rychwałd-Pleśna-Łowczów-Piotrkowice-Zabłędza-Tuchów

Poranek, tak bliżej startu, zrobił się ciepły i nawet słoneczny, niewiele zapowiadało te przewidywane burze. Wystartowaliśmy sobie chyba z ostatniej grupki, szybko gubiąc ją na pierwszym podjeździe. Z przodu czuć unoszącą się powoli wilgoć ponocną i wiatr w twarz, czasem jedzie się w zupie. A ponieważ nie jadę sam, to nie jadę zbyt agresywnie na hopkach i podjazdach. Przed-przedostatnią mocną grupkę dopadamy na podjeździe z Jonin, a gdy wjeżdżamy na pierwszy bufet w Moszczenicy wyjeżdża z niego pierwsza dwójka i chwilę po nich pierwsza większa grupka. Tankowanie na luzie. 

Tę większą grupkę mijamy na podjeździe nad Bystrą, ostatecznie odpadają na podjeździe na Bielankę. Na tym, na którym łapiemy pierwszą dwójkę - która odpada na podjeździe z Kunkowej. Szybki zjazd, Klimkówka, tu też czujemy jakieś pierwsze kropelki z dużej chmury, przestrzelenie skrętu na Wawrzkę, Wawrzka i bufet nr 2. I szybkie tankowanie, bo dwójka za nami dojeżdża tu po około 4 minutach.

Na zjeździe podjadamy wspólnie drożdówkę, Bogusza idzie miarowo, a z góry, z przełęczy, zaczynamy obserwować pędzące chmury burzowe. Przemykamy się pomiędzy tą nad Sączami i tą nad Ropską. Na Cieniawie szybka poprawa spadniętego łańcucha i męczenie podjazdu na przełączkę. I znów przemknięcie między frontami, fajnym podjazdem nad Miłkową. W Przydonicy zaczyna padać, mocniej chlapie na podjeździe na Posadową Górną, ale jest ciepło i nawet nie sięgam po kurtkę. Słyszymy niepokojące grzmoty, wokół robi się siwo-biało, a do szczytu i przełamania dość daleko. Na szczęście na zjeździe przestaje padać, a za Bujnem wychodzi powoli słońce. Przeskakujemy Rudę Kameralną i już bufet nr 3 i szybkie tankowanie.

Teraz przyciskamy tylko na płaskim na wałach i płaskim za Zakliczynem i podjazd jedziemy bez zapieku. Automatycznie chciałem zjeżdżać na Rzuchową, ale wracamy i podjeżdżamy dalej, na Rychwałd i walimy na Pleśną. Przedostatnia ścianka mnie zaskakuje, bo Garmin postanowił uznać ją za nieważną i nie pokazywać mi jako podjazdu (a tu było najlepsze nastromienie brevetu), a ostatnia dobija też jakimś stromym, łamiącym nogi odcinkiem. Dość z zaskoczenia wyjeżdżamy nad Zabłędzą koło grzyba, stąd zostają nam już tylko zjazdy do Tuchowa i Doliny Białej.

Fajnie, że udało się wbić w okienko między frontami burzowymi. W nocy przed spałem więcej niż ostatnio, więc nie było mocnego zjazdu po pierwszej setce, jak rok temu. Udało się bez wycofu z powodu pogody ;) 
CLIMB: max 20%

Dane wyjazdu:
57.20 km 0.00 km teren
01:45 h 32.69 km/h:
Maks. pr.:71.40 km/h
Temperatura:22.0
Podjazdy:649 m
Rower:Furia

Grosaro Classico! Znów!

Sobota, 3 czerwca 2023 | Komentarze 0

Gorlice-Magura-Uście-Klimkówka-Łosie-Bielanka-Gorlice

Łącznie było nad czterech. Przyłożyliśmy z Arkiem na drugiej hopce w Sękowej i dojechaliśmy sami do Magury. Przed przełęczą złapał nad Tomek, ale poradziliśmy sobie z nim na wietrznym zjeździe, dojeżdżając już we dwóch do mety. Do Gorlic męczenie pod sakramencki wiatr.
CLIMB: max 12%


Dane wyjazdu:
27.60 km 0.00 km teren
01:02 h 26.71 km/h:
Maks. pr.:65.80 km/h
Temperatura:16.0
Podjazdy:654 m
Rower:envi

rowerowa częśc duathlonu

Sobota, 13 maja 2023 | Komentarze 0

Wisła-Zameczek-Kubalonka-Istebna-Stecówka-Wisła Czarne-Cieńków-Wisła

Po pierwszym bieganiu miałem ochotę raczej położyć się spać niż robić cokolwiek innego, ale z radością zamieniłem buty biegowe na siodełko.
Na rowerze zrobiło się chłodniej, czasem tylko zagrzało słońce, operował też nieprzyjemny wiatr. Na pierwszym podjeździe mam różowostrojowy ogon, który postanowił mnie wyprzedzić przy zamku i nie jechać w tempie tylko patrzeć co chwilę, czy już odpadłem. Mignął mi później gdzieś przed Stecówką jeszcze. Ostatni stromy podjazd i równie stromy zjazd, znane właściwie z mokrego PatchRace, poszły szybko. Łykam żelka, dociskam do końca etpau pod hotel i wybiegam/wychodzę na umieranie biegowe.
Na rowerze przeskoczyłem z 10-11 pozycji na 5, na ostatnim biegu, a właściwie chodzie pod górkę i męczeniu 'zbiegów', straciłem szerokie podium, dobiegając do mety na 7 pozycji. Nie tak źle jak na prawie-zerowe rozbieganie i zmęczone więzadła kolana.
CLIMB: max 19%
Kategoria [ 0-50km ], sam, ściganie


Dane wyjazdu:
71.00 km 0.00 km teren
02:26 h 29.18 km/h:
Maks. pr.:72.70 km/h
Temperatura:14.5
Podjazdy:847 m
Rower:Furia

Grosaro Classico I

Sobota, 18 marca 2023 | Komentarze 0

Gorlice-Stróżówka-Gorlice-Magura-Gładyszów-Uście-Klimkówka-Łosie-Bielanka-Wólka-Szymbark-Gorlice

Wiatr wiał mocno na północ, znaczy się, że na wyjeździe było męczenie, a na powrocie nie dawał tak dobrze, jak mógłby.
Startujemy w czterech, kończymy w trójkę. W pełnym słońcu, tym wietrze i z widokami na Tatry znad Łosia.
CLIMB: max 13%

Dane wyjazdu:
203.30 km 0.00 km teren
06:54 h 29.46 km/h:
Maks. pr.:66.80 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy:2928 m
Rower:BROKAT

ponownie tuchowski Brevet Końskie Harce

Sobota, 27 sierpnia 2022 | Komentarze 0

Tuchów-Zalasowa-Lubcza-Dębowa-Ujazd-Bączal-Skołyszyn-Harklowa-Pagorzyna-Lipinki-Wapienne-Zagórzany-Kwiatonowice-Turza-Rzepiennik-Ciężkowice-Siekierczyna-Bruśnik-Falkowa-Bukowiec-Jasienna-Przydonica-Bartkowa-Rożnów-Brzeziny-Ruda Kameralna-Stróże-Zakliczyn-Lubinka-Rzuchowa-Pleśna-Łowczów-Tuchów

Świeżości z 3h spania (z czego jedna godzinka była w pociągu z rana) starczyło na dogonienie pierwszej grupy na PK1 (sam startowałem z ostatniej grupki), pociśnięciu przez Ziemię Gorlicką i odpadnięcie od pozostającej ze mną dwójki przed Ciężkami. Ostatecznie, daję sobie spokój na podjeździe na Bruśnik. Przed Zakliczynem łapią jak zwykle nieprzyjemne wilgocie od Dunajca, a na punkcie Wojtek zagaduje mnie tak wytrawnie, że zostawiam bidony ze świeżutką wodą do polewania się na gorącu. I zamiast dogonić majaczącego przede mną przed podjazdem zawodnika, skręcam po picie do sklepu. I tak sobie jadę, w upale, do samego końca, sam. Mieszcząc się jakoś w 7h netto.
CLIMB: max 16%