Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Kraków/Gorlice. Mam przejechane 264018.13 kilometrów w tym 4232.62 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.94 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
38.02 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:63.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy:684 m

Jarna 2012

Sobota, 26 maja 2012 | Komentarze 17

Zapowiadało się fajnie: słoneczko, super widoki, mocny wiatr na zachód, dobry czas na rejestrację i rozgrzewanie. Od startu oczywiście zjazd, siedzę na końcu grupy, wieje przeciwny, mocny wiatr ale nawet pod tą niewielką hopkę pośrodku nie muszę mocno pedałować. Już lecą jakieś bidony. Koniec i oczywiście zjazd na ścieżkę cykloturystyczną - wjeżdżam jako prawie ostatni, bo robi się korek (przód gna oczywiście), a jeszcze blokuje mnie ciężarowiec na MTB... Na 16tym kilometrze, po przejechaniu jednego mostku na ścieżce, nagłe hamowanie i korek - pewnie kraksa. Widzę z daleka pomarańczowy strój Arka siedzącego, a potem chodzącego po poboczu, krzyczę do Niego czy wszystko ok. Nagle zauważam na środku leżącego cyklistę z krwią koło głowy, rzucam od razu rower w rów i podbiegam do niego - to Krzysiek. Odganiam chcących go przewrócić na plecy, próbujemy nawiązać z nim kontakt, chwilę otwiera oczy ale za chwilę znów odpływa, szczęśliwie oddycha. Za chwilę podjeżdża ZHS, zostaję jako znający leżącego i tłumacz, opatrują i Krzyśka, Arka i jeszcze dwóch poszkodowanych (szlifowanie brodą i jakieś stłuczenia) - łącznie na asfalcie ścieżki zostało z 8 osób. Zostaję z chłopakami dopóki jednego nie załadują do karetki (wstał o własnych siłach, z kołnierzem orto), a drugiego nie opatrzą (ratownik ZHS przeprowadził nawet neurotest, na który nasi ratownicy rzadko się wysilają.. a warto, bo od razu można rozpoznać wstrząs lub uszkodzenie rdzenia..) i nie załaduję z rozwalonym rowerem do samochodu do Smokovca. Krzyśka rower (złamane koło przednie) zabierają szczęśliwie jadący akurat Panowie z STC.
Sam wracam do Smokowca, Arek przebiera się spokojnie i idziemy/jedziemy na Hrebieniok zobaczyć finisz. Teho rokou ten podjazd, w promieniach słońca, nie wydał mi się tak trudny. Jechałem spokojnie i bez 100km w nogach ale po długich trasach górskich jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. Dodatkowo - jadąc powoli 11% wyskakiwało mi tam, gdzie na naszych górkach, przy szybszym tempie, wyskakuje mi ok 7%. Ot, przekłamanie pomiaru przy szybkości. Zostajemy na górze aż do przyjazdu Sebastiana (wkurzony, jechał końcówkę turystycznie, a czas miał mniej więcej taki jak w zeszłym roku). Potem zjazd, lunch i powrót.

Co się stało? Nie wiem czy będę obiektywny, bo mało widziałem i znam sprawę z opowieści i poszlakowo, ale: Arek jechał w środku peletonu, na wąskiej ścieżce ten środek zapieprzał około 45-50km/h, i albo przestrzelił zakręt i wypadł na trawę, albo został 'zepchnięty' przez zbyt szeroką grupę na zakręcie - w końcu na ścieżce mieściło się max 3 rowerów koło siebie. Chwila po trawie i kamieniach i gdy chciał wjechać z powrotem na asfalt - wpadł w niego ktoś z dalszych pozycji. Poleciał, potem przejechało po nim kilka osób. A Krzysiek musiał walnąć w kogoś podczas hamowania, przelecieć przez rower i uderzyć niefortunnie skronią w podłoże. Kolejny chciał przeskoczyć przez Krisa ale zahaczył o jego rower i poszybował na twarz, zdzierając brodę.
Już po raz kolejny organizatorzy puszczają nas ta ch..ą ścieżką, przód leci na złamanie karku, a przy hamowaniu robi się syf. Czy nie można by się umówić na ściganie po wyjeździe ze ścieżki? Albo poprowadzić trasę tak jak kiedyś, ulicą obok (te parenaście km mijają szybko)?
Byłem z tyłu, nawet gdybym chciał kontynuować jazdę, to jechałbym tylko dla widoków i satysfakcji i to chyba niby-czasówkę, bo przód od razu odjechał, ani sędzia nie zatrzymał ich trochę (a kraksa była olbrzymia), ani sami nie domyślili się, mimo krzyków z tyłu, że coś jest nie tak? Ciekawe jaki to zaszczyt dla dwóch gości uciekających, że zaatakowali z małej grupki, której tył był zahamowany kraksą?
Druga sprawa - bufet. Ponoć nie na 76 ale prawie na 100km. I jak można zaplanować sobie ściganie i suplementację, państwo Organizatorzy??
Po trzecie - wszyscy są PRO. A zasady są proste: jeżeli krzyczą z tyłu, że jest kraksa w peletonie, musisz uciekać - uzyskasz przewagę kosztem przyblokowanych trzepaków. Jeżeli nie dasz rady dogonić peletonu z Twoją grupką, jedź za samochodem, tak z 20km, albo, tak jak kolega G0re miej na trasie ustawionego 'zająca'). Albo jak nie podoba Ci się ścieżka rowerowa, którą prowadzą wyścig - jedź ulica obok, po samochodach, a potem wyjeżdżaj na trasie. Albo, tak jak dyskwalifikowany na naszym wyścigu, poczekaj gdzieś koło mety i wjedź w trasę tak, żeby nikt nie zauważył. Trochę rzygać mi się chcę gdy widzę takie dążenie do 'wybitnego celu' nie fair play.
trenowanie pod Tatrami © wojtekjg

rozjazd przed Jarną © wojtekjg

rozgrzewka w miłych okolicznościach przyrody © wojtekjg

podjazd na Hrebieniok © wojtekjg

z podjazdu na Hrebieniok © wojtekjg

pierwszy na mecie © wojtekjg

druga lokata na mecie © wojtekjg

pierwsza kobieta na mecie :) © wojtekjg

Seba walczy na końcówce © wojtekjg

na mecie © wojtekjg


CLIMB: avg-5%, max-16%
Kategoria [ 0-50km ], ściganie



Komentarze
malheureux
| 20:49 środa, 30 maja 2012 | linkuj Jakie piękne widoczki :D w tym roku jadę w Tatry i zamierzam zabrać ze sobą rower xD
WuJekG
| 09:44 środa, 30 maja 2012 | linkuj Dzięki Andrzeju.
Nie, nie napisałeś o nas/kimkolwiek konkretnym jako o słabeuszach, tylko o osobie, która teoretycznie ''skróciła by'' dystans do peletonu jadąc ulicą. Stąd moje czepianie się, bo musiałby to być słabeusz pokroju Cancellary żeby dogonić samemu tak rozpędzony peleton...
Dzięki jeszcze raz za komentarz, życzę koledze szybkiej rekonwalescencji.
pozdrawiam
Wojtek
Stary Dziad | 08:43 środa, 30 maja 2012 | linkuj Przemyślałem jeszcze raz to co się stało. Faktycznie mogę stwierdzić jedynie, że widziałem Twojego brata, który pojawił się nie wiem skąd w polu widzenia, jak zjechał z od lewej krawędzi drogi głównej, przeciął cały trawnik i wjechał na dróżkę. Potem to już wiemy co się stało. Nie widziałem żeby jechał na "skróty" - pod tym pojęciem rozumiem ominięcie wjazdu na ścieżkę, a nie skracanie zakrętów na ścieżce. Nie wiedząc skąd się wziął na drodze obok nas pomyślałem, że zasuwał tą główną drogą cały czas. Teraz myślę, że faktycznie mógł zostać wypchnięty z drogi, musiał zwolnić na trawie, stąd spadek o tych kilkanaście pozycji, a później chcąc wskoczyć z powrotem spowodował cały ten karambol.
Co do pozostałych Waszych uwag to nigdzie nie napisałem o słabeuszach. Chodziło mi tylko i wyłącznie o brak doświadczenia w jeździe w peletonie.
Przepraszam za wcześniejsze sugestie. Życzę wszystkim szybkiego powrotu do zdrowia i ścigania, bez takich przygód jak w ostatnią sobotę.
Andrzej nr startowy 208
WuJekG
| 13:26 wtorek, 29 maja 2012 | linkuj Tak, wyjechał z trawy, wywaliło go z zakrętu na zewnątrz ścieżki. Nie mógł przyjechać z drogi (jak sugeruje Stary Dziad), bo następny zjazd na drogę był dopiero za 700m, nawet karetka nie zjechała do Krzyśka na ścieżkę, bo pomiędzy drogą, a nią był rów. Ponadto - kolarz jadący ulicą miał kolory niebieski/zielony, nasze klubowe to pomarańczowy/czarny; zgodnie z opiniami osób, z którymi rozmawiałem na mecie wjechał on do peletonu znacznie dalej ale - jako, że jechałem jako jeden z ostatnich ze stawki (vide mój wpis na blogu) widziałem cały peleton, spojrzałem gdzie są ''moi'' i nie widziałem nikogo ''ze słabeuszy'', jak to zostało określone, który by skręcał na ulicę i ''robił skrót'' (jak to określił Stary Dziad - nie wiem jaki to byłby skrót, jeżeli słaby gość miałby dymać za rozpędzonym peletonem sam po ulicy ponad 1,5km i nagle pojawić się w połowie stawki...).

Nawet nie staram się sugerować, że to nie Arek wypadł z trasy, bo sam w końcu to przyznał i w niego wpadły kolejne osoby. Zaznaczam tylko, że był to wypadek spowodowany nie brawurą, nieostrożnością i małym doświadczeniem (niby ściga się tylko 1,5 roku ale jeździ w peletonie uważniej i lepiej niż niejeden z naszych klubowiczów) ale prędkością wyścigu i jego prowadzeniem ścieżką. Wszelkie uwagi typu, że skręcił z ulicy uznam za wstrętne pomówienie.
Stachu | 06:35 wtorek, 29 maja 2012 | linkuj To co napisałem to jest relacja osób jadących za nami, które opowiadały mi co się stało. Jedno wiem na pewno, że ktoś wjechał z trawy w kolarzy jadących przede mną a potem wszystko działo się tak szybko.
WuJekG
| 20:29 poniedziałek, 28 maja 2012 | linkuj Aha, Stachu - jak gość z końca peletonu mógł skosić zakręt po jego zewnętrznej stronie????? To by były skróty?
WuJekG
| 20:27 poniedziałek, 28 maja 2012 | linkuj @Stary Dziad - po pierwsze: gość jadący szosa obok wjechał do peletonu znacznie dalej. Arek, którego opisuję, wjechał w ścieżkę na 15 czy 20tej pozycji, i ja i Prezes naszego klubu widzieliśmy go zjeżdżając z głównej. I nie bronię go, bo jest moim bratem czy kolega klubowym, bo gdyby jechał niezgodnie z trasą ode mnie pierwszego dostałby opierdol i wywaliłbym go z wyścigu lub zgłosił DSQ, oszukiwania nie dzierżę, tym bardziej w moim własnym klubie. I to nie on wjeżdżał na ścieżkę z głównej (zresztą pomyśl, czy słaby gość dojechałby sam główną na wysokość czoła rozpędzonego peletonu? nie wydaje mi się. Tamten ''miszczu'' szedł potem za samochodami i wjechał znacznie dalej w peleton). Sami pokazywaliście ślady na trawie po wypadku i zgodnie z nimi zaczęło się wszystko na zakręcie, zgodnie z moim opisem, a na zakręcie NIE BYŁO ZJAZDU Z GŁÓWNEJ. Zatem?
Twój Kolega próbował przeskoczyć przez koziołkującego Krzyśka (kolega leżący w Popradzie) i zahaczył o jego rower (jego relacja), Krzysiek wpadł w hamujących, a nie w pierwszą kraksę.
Proponuję zastanowić się jeszcze raz nad tym emocjonalnym opisem sytuacji, który został jak pamiętam sporządzony już na miejscu i nie typować przedwcześnie winnych. Ponadto - zgoda na uczestniczenie w wyścigu szosowym jest zgodą na poniesienie ewentualnych wszystkich jego konsekwencji i także od kolarzy w peletonie zależało to jak bezpiecznie przejadą ten odcinek. Ja nauczony zeszłym rokiem trzymałem się z tyłu w odległości gwarantującej mi kontakt z peletonem, a nie popierdalałem na złamanie karku wąską ścieżką rowerową.

Jeszcze jedno - Stary Dziadzie - jeżeli wierzysz w siłę Twoich oskarżeń i wersji, proszę się podpisać.
Stary Dziad | 19:32 poniedziałek, 28 maja 2012 | linkuj Ponieważ koledzy jak rozumiem, nie bardzo wiedzą jak doszło do kraksy
na Jarnej, wtrącę tu swoje 3 grosze. Otóż po wjeździe na ścieżkę
rowerową jechałem około 45-50 pozycji w mocno rozciągniętym peletonie.
Ścieżka wąska na 2,5-3m, tak więc jechaliśmy po 2 obok siebie. Nagle
pokazał się młody kolarz na głównej drodze (tej z której zjechaliśmy
wjeżdżając na ścieżkę dla rowerów), nieco przede mną. W tej samej
chwili chcąc się przedostać z tej głównej drogi na naszą ścieżkę (pewnie został z tyłu i pojechał na skróty główna drogą),
skręcił i poprzez trawnik próbował wpisać się do grupy. Zupełnie
bezmyslnie. Jechalismy około 50km/h i było ciasno, tak więc ta próba ta
była z góry skazana na niepowodzenie. Zjechał po trawie, zachwiało nim
w płytkim rowie z prawej strony naszej dróżki, wjechał na asfalt.
Rzuciło go na jakiegoś kolarza w czerwonej koszulce, upadli. Ci jadący
zaraz za nimi byli bez szans. Wąsko, nie ma jak ominąć. Mój kolega
wpadł na tę dwójkę przy okazji łamiąc ramię. Na nich wjechało i upadło
jeszcze ze trzech innych. Mnie udało sie w ostatniej chwili zahamować
ale widząc stan kolegi zrezygnowałem z dalszej jazdy próbujac jakoś mu
pomóc. Wasz Kr1s leżał długo i ze wzgledu na swój stan jemu
pierwszemu udzielono fachowej pomocy medycznej. Tak wiec przyczyna
kraksy była totalna głupota i brawura jakiegos
kolesia, który jechał na skróty, a teraz powinien być obciążony za straty do jakich
doprowadził. Koszty leczenia, absencji chorobowej itd. A jeśli juz nie
można ominąć ścieżki to organizator rzeczywiście powinien puscic pilota
i ograniczyc prędkość.
Stachu | 18:34 poniedziałek, 28 maja 2012 | linkuj Witam, brałem udział w tym wyścigu. Zaliczyłem kraksę na 16km. Podobno ktoś z końca peletonu przejechał przez trawnik, skosił zakręt i uderzył prosto w nas. Ja mam złamany obojczyk z przemieszczeniem, czeka mnie być może operacja a potem i tak nie wiadomo czy ręka będzie sprawna i czy nie dojdzie do martwicy kości. I to dlatego bo jeden osioł chciał pojechać na skróty. Pozdrowienia dla kolegi, który leży w szpitalu w Popradzie. Wracaj szybko do zdrowia, żebyśmy mogli drania dorwać co w nas wjechał i tych organizatorów.
WuJekG
| 11:20 poniedziałek, 28 maja 2012 | linkuj Nie zauważyłem go na starcie. Na około 10-15 km przed metą złapali ucieczkę chłopaków, którzy wykorzystali korek po kraksie na 16km, więc może wtedy, podczas zjeżdżania się coś się podziało. Kuba to ma pecha w klasykach w tym roku, jeżeli się nie mylę na Klasyku Beskidzkim złapał panę prawie zaraz za startem.
raptor
| 15:11 niedziela, 27 maja 2012 | linkuj Wujek, nie wiem gdzie dokładnie, bo relacjonuje tylko to co wrzucił na FB.. Nie miałem jeszcze przyjemności z nim o tym rozmawiać. Kuba Gospodarczyk - o nim mowa. Ma białą meridę.
WuJekG
| 23:22 sobota, 26 maja 2012 | linkuj Ten, który siedział potem w Nowym Targu? Złamanie obojczyka bez przemieszczenia? Nie wiedziałem, że to tuz przed metą było, tam jest pod górę. Ciekawe.
raptor
| 22:44 sobota, 26 maja 2012 | linkuj Kumam :D Kurcze, 10 km przed metą na Jarnej mój kumpel długodystansowiec złamał bark :/ Widzę, niezłe żniwa pozbierał ten wyścig...
WuJekG
| 20:38 sobota, 26 maja 2012 | linkuj PS: Nie zrozumcie mnie źle - trasa Jarnej jest piękna, szczególnie w taką pogodę jak dziś, ale ten początek jest powodem niejednego stresu. W tym roku, znając już warunki na trasie, jechałem w stylu Sainta (i często koło niego): na końcu peletonu do momentu gdy pójdzie ogień na pierwszego górce - tam trzeba być bliżej początku. Niestety przy takim podejściu trzeba się liczyć z odcięciem przez kraksy.
WuJekG
| 20:16 sobota, 26 maja 2012 | linkuj Ścieżkę włączyli w wyścig w zeszłym roku, Pani Burmistrz mówiła, że to dlatego, że zrobili nową i chce ją zareklamować... Ścieżka jest lekko w dół, są zakręty, ale są też mostki z barierkami, jakieś wiaty, w które można wpaść, oczywiście niezabezpieczone. Asfalt na niej jest super ale szerokość dwóch rowerów MTB, max 3 rowery szosowe. A ogień idzie mocny już tam, bo zamiast jechać spokojnie i przyspieszyć gdy już puszczony jest w ulicę, to czołówka chce ludzi zgubić na tym odcinku. I tym razem się udało;) Nie wiem kto miałby taki autorytet z tego peletonu, żeby powiedzieć - "chłopaki, ścigamy się od Spissej Belej, a nie na tej pipidówie". Zawsze znajdzie się taki co nie posłucha. A sędziowie...mówią, że odcinek pierwszy, w dół, jest neutralizowany, a jak ktoś se ''ucieka'' to nic nie pisną. Mógłbym nie odczepiać numerka, jechać sobie do Strby i wejść ze główną grupą - nikt by się nie czepiał.
Krzysiek rozmawiał z odwiedzającym go w szpitalu dyrektorem Jarnej, powiedział mu co sądzi o tej ścieżce w wyścigu... Pisałem z nim przed chwilą, czuje się ok, mało pamięta z wypadku, mocno przyfasolił w podłoże.
Rap - tak, dwie osoby komentowały to u niego otwarcie we wpisie z Żądła, potem nie wprost przyznał mi się w podlinkowanym komentarzu, że ''nikogo nie prosił o pomoc''. Gdybym jechał w tym maratonie napisałbym do orgów, żeby to zbadali (a pewnie i tak by g..o zrobili..). Nie wiem jaka to przyjemność chełpić się pucharkiem z oszukanego zwycięstwa...;)
Virenque
| 20:03 sobota, 26 maja 2012 | linkuj Masz ode mnie nagrodę Fair Play ;) Widać nie dla wszystkich ściganie jest najważniejsze i super !! Krzysiek leży w szpitalu w Popradzie i oby jak najszybciej wrócił do zdrowia.
Nie wiem kto na tak ważnym i dobrze obstawionym wyścigu puszcza trasę ścieżką rowerową jak jest w dół - trochę to nieporozumienie.
A jak już tak musi być trasa, to nie kumam czemu na tym odcinku już idzie pełen gaz...
raptor
| 19:31 sobota, 26 maja 2012 | linkuj Gore miał zająca ustawionego? hahaha :D to widzę Pro kozak :D
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!