Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Kraków/Gorlice. Mam przejechane 264680.03 kilometrów w tym 4258.82 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.93 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
120.00 km 0.00 km teren
03:38 h 33.03 km/h:
Maks. pr.:77.00 km/h
Temperatura:
Podjazdy:1540 m

Jarná klasika 2011

Sobota, 28 maja 2011 | Komentarze 6

Po kraksie na około 90km straciliśmy z Sebastianem kontakt z grupką z przodu, co zrzuciło nas o jakieś 20 miejsc.

Ale - od początku.

Po rejestracji, krótkiej rozgrzewce, wepchaniu się na 3 linię na start, minucie ciszy za tragicznie zmarłych ostatnio kolarzy i kilku słowach sędziego (o bezpieczeństwie na trasie - potem w najgorszych chwilach przypomniałem sobie o tej przemowie... :)) ruszamy. W dół i po suchym, na szczęście. Od razu jest nerwowo, hamulce piszczą, gościowi koło nas pęka dętka z niesamowitym hukiem. Mała hopka i znów zjazd, chłopaki z klubu prowadzili nawet ze dwa razy peleton. Na dole policia jednak kieruje nas na ścieżkę rowerową. Dobrze, że tu nie zaczęło lać, bo skutki mogłyby być tragiczne - asfalcik jest nowy, nawet suchy dość śliski, wąski na 3 m, jedziemy dwójkami. Dostaję opie...ol od wymijających mnie gdy puszczam koło za grupkami (nie moje tempo), na boki lecą bidony i pompki, szczególnie na drewnianych mostkach. W końcu wjeżdżamy na główną. Ale po kilku chwilach zaczyna padać, tuż przed dojazdem do Kezmaroka. Huncovce, wioska cygańska i podjazd już w deszczu, peleton się rwie ale na chwilę. Rzeka płynie po ulicy, widzimy z daleka błyskawice nad Popradem. Czasem popaduje grad, boli mnie prawa część twarzy od mocno zacinającego deszczu z gradziną. Za Svabovcami wszystko się rwie, zostają grupki. Jedziemy nawet kilkanaście kilometrów w klubowej trójce, czasem prowadząc grupkę. Kilka razy ktoś uciekał do przodu, jako choleryk wyrywałem się na małych podjazdach albo zaczynałem gonić ale grupa siadała mi tylko na koło zamiast współpracować. Koniec końców dociągam do podjazdu pod strefę bufetową i daję spokój. Sebastian myka gdzieś do przodu, Damian został chwilę wcześniej. Na bufecie dają mi banana choć wolałem arbuza ale się nie zatrzymuję, mało nie wpadam do rowu bo na zjeździe od razu zakręt a ja obieram banana zamiast trzymać kierownicę. Dochodzę grupkę Seby, zaczynają się fajne interwały, można by tu podgonić i odczepić kilku zawodników ale chyba tylko ja myślałem o czymś więcej niż dojechaniu do mety :). Chwila ciepła, a nawet słoneczka i formujemy większą grupkę. No i Strba i upadek. Sebastian goni, ja zostaję, poprawiam jeszcze licznik i jadę w swoim tempie. Po dojeździe do super-prostych wzdłuż autostrady widzę Sebastiana w oddali - mija kolejnych maruderów i pruje w dół. Zaczynam gonić, dobrze by było jechać w górę razem. Po drodze dogania mnie pociąg Subaru Prinz MTB Team plus 2 Bikeholików, łapię się, daję zmianę i odczepiam ich. Już, już łapię Sebastiana gdy dochodzi mnie większa grupka, pokazuję mu, że łapiemy się ich. Niestety - po traumie poprzedniego zakrętu kolejny ostry w lewo biorę spokojnie i grupa mnie odczepia. Pierdzielę - nie gonię, lubię podjeżdżać sam. Daleko, daleko widzę pomarańczowy trykot Nieustraszonego Lidera Grupetta jadącego wraz z Michałem Rejzą, uśmiecham się do kamery i zaczynam jeść batoniki (wypiłem tylko pół litra płynów, zjadłem żel i mus i pół tego nieszczęsnego banana). Podjazd na spokojnie, mam zapas żeby gonić ale wolę spokojnie podjeść. Na około 1100m npm wjeżdżam w mgłę, ostatnie agrafki i płasko - Vysne Hagy. Nie gnam ale trzymam tak z 35-37kmh, wyprzedza mnie jakiś Czech, puszczam go, niech se jedzie, na końcu jest ściana.
Zakręt i finisz. 3km. Z góry już zjeżdżają. W połowie mija mnie Paweł, nie widzę u niego uśmiechu, raczej pomieszanie zmęczenia z ulgą. Wrzucam co mam, czyli 39/25, i w górę. Równym rytmem, na zakrętach częściej po zewnętrznej, siedząc. Gość przede mną widząc oznaczenie 2km do mety daje se siana, dopinguję go do dalszej jazdy ale zmyka w dół. Mijam Sebę, myślałem, że się złapie ale został z tyłu, mijam Michała. Ostatnia spinka i w miarę połoga końcówka. Widzę przede mną dwóch Czechów, w tym tego, który mnie wyprzedził, jestem na tyle świeży, że staję na pedały i dopingowany przez organizatorów biorę go wjeżdżając na metę kilkanaście sekund szybciej - mimo zaznaczenia tego nawet przez spikera w wynikach i tak jestem za nim :). Na mecie są arbuzy ale zaczęło lać. Czekam na Sebę, widzę trzęsących się Bikeholików w tym Krzyśka Szarego, próbujących wypić teply ovocny caj. Czekam na Sebastiana, potem zjeżdżam. Powoli, bo wychodzi słońce i chcę popatrzeć na Łomnicę :) Podczas przebierania zaczyna lać, jemy posiłek "regeneracyjny" (grochówa i risotto), i spadamy.


Nie dziwię się,że tyle osób zrezygnowało, pogoda była fatalna, miejscami niebezpieczna dla życia (pioruny waliły w pola rzepaku około 200m od nas), awarie nawiedzały wielu (ale niektóre ekipy miały swoje wozy techniczne...zresztą - pomagające czasem zawodnikom dojść do grupki ...).
Najwięcej nadrobiłem na ostatnim odcinku. Podjazd - miodzio :)
Paweł Źrebiec, najlepszy z Grupetta Gorlice, uplasował się na bardzo ładnym 26. miejscu z czasem 3:17:46.


Dane z pomiaru organizatora (i liczników kolegów), bo licznik zaczął wariować po upadku:
Czas 3:37:37
78/151 (187 startujących)
Ekipa przed startem
radość przed Jarną klasiką, Stary Smokovec © wojtekjg


EDIT
Uśmiechy do kamery na podjeździe na Vysne Hagy coś dały i - mamo, tato, jestem w telewizji!! Dwa rozmazane zrzuty z ekranu tej relacji niech będą pokazem mojej dumy z siebie samego:)
uśmiech do kamery 1 © wojtekjg

znów uśmiech do kamery © wojtekjg




Komentarze
rejziak79-remove
| 20:52 niedziela, 29 maja 2011 | linkuj Pozdrawiam kolegę z trasy i graty za wynik, jaki by nie był to w takich warunkach to nie lada wyczyn dojechać choćby do mety. No i już teraz wiem kto mnie zagadał (na trasie nie byłem do końca pewien jak się spotkaliśmy).
bartek9007
| 20:04 niedziela, 29 maja 2011 | linkuj a z damianemn jechalem ze dwa razy, nie poznalem bo zapuscil tu i owdzie cos nie cos
pzdr
WuJekG
| 18:25 niedziela, 29 maja 2011 | linkuj Po mojej prawej stało dwóch Słowaków, nie znam imion :) a po lewej -Damian Chlanda i Sebastian Berger.
bez szosówy też można - przed powyższą dwójką na metę przyjechał jakiś młodzik z kat.A na trekingu z kołami szosowymi :)
bartek9007
| 17:55 niedziela, 29 maja 2011 | linkuj jak sie nazywaja ci dwaj kolarze po twojej prawej, reszte znam
jak keidys kupie szose to na pewno nawiedze ten wyscig ;)
pzdr
WuJekG
| 14:56 niedziela, 29 maja 2011 | linkuj Po latach upadków wiem jak upadać - rozwaliłem tylko lekko łokieć :)
bartek9007
| 11:58 niedziela, 29 maja 2011 | linkuj jest ekipa ;) warunki musialy byc tragiczne
nie zrobiles sobie czegos w tej kraksie?
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!