Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Kraków/Gorlice. Mam przejechane 308976.83 kilometrów w tym 5384.37 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.75 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
667.70 km 0.00 km teren
23:10 h 28.82 km/h:
Maks. pr.:62.60 km/h
Temperatura:17.0
Podjazdy:4918 m
Rower:Felt

etap rowerowy z najniższego do najwyższego punktu w Polsce

Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 | Komentarze 2

Marzęcino-NDG-Malbork-Baldram-Kwidzyn-Skurgwy-Radzyń Chełmiński-Wąbrzeźno- Golub-Dobrzyń -Lipno-Włocławek-Krośniewice-Łęczyca-Aleksandrów Łodzki-Pabianice-Bełchatów-Kamieńsk-Lelów-Pilica-Wolbrom-Skała-Kraków-Tyniec-Skawina-Krzywaczka-Bęczarka-Myślenice-Lubień-Naprawa-Rabka-Rdzawka-Nowy Targ-Białka Tatrzańska-Głodówka-Łysa Polana

Dawno, dawno temu - w zeszłym roku - kręciłem się roboczo po Żuławach Wiślanych. Zwiedziłem wtedy najniższy punkt kraju, 2,2 m p.p.m., punkt, który pokonał o kilkadziesiąt centymetrów poprzedni, wieloletni, opisywany w książkach do geografii, najniższy dół Polski. Oczywiście pomyślałem wtedy: 'a gdyby tak....'...
Zrobić duathlon. Kawałek biegu z depresji. Wsiąść na rower. Dojechać ile się da pod Tatry i wybiec/wyjść na szczyt Polski. 
Logistycznie wchodziło wiele opcji: dojazd ze wszystkim, całość z suportem (ale po co...), hybrydowo z przepakami, z lub bez towarzystwa na etapach, z przypinaniem roweru do ogrodzenia na Palenicy lub zapewnienie opieki i transportu.
Ostatecznie padło na zupełną mieszaninę:
-spanie pod chmurką,
-wczesny wyjazd,
-przesłanie bagaży do domu i dobieg do punktu,
-dobieg do zachomikowanego roweru,
-jazda do Krakowa do przepaku, prysznica i roweru na góry z całym sprzętem (w tym kaskiem wspinaczkowym) i ciuchami do biegania,
-jazda nocą w góry,
-wrzucenie rzeczy do auta i przebiórka na Palenicy i już, z towarzystwem,
-bieg/marszotrucht na Rysy.
W logistyce końcowego etapu pomogli mi bracia (Szymek i Arek, jeden z transportem roweru i rzeczy, drugi z towarzyszeniem na biegu/treku), reszta jak zawsze randonneursko. 

Na MORze w Rybinie spało się marnie, noc była chłodna, mogłem wziąć śpiwór, a nie tylko płachtę, poza tym sporo hałasowania turystycznego i kosiarki sąsiadów za siatką. Zamiast wstać o 1szej, wstaję prawie godzinę później. Wbijam rzeczy w paczkomat, dojeżdżam do marzęcinowskiego cmentarza, przebieram buty i biegnę na pola. I dobre kilkanaście minut szukam triangułu wyznaczającego dół kraju, błądzę po podmokniętych trawach....za dnia wygląda to łatwiej. W końcu, zaczynam bieg o 3.30.
Około 4.00 wsiadam na rower. Początek jest pod mocniejszy wiatr i w wilgoci. Za Sztumem łapie mnie wschód słońca, wiatr dalej nie zmienia kierunku. Przy śniadaniu w Radzyniu jestem już lekko ujechany....ale liczę, że za około 50km ruszy zapowiadany wiaterek na południe. Poza tym zrobiło się ciepło, radośniej, zjadłem dobre kanapki. Są zamki po drodze, są nawet strome hopki, jest zjazd do Golub-Dobrzynia, są postoje w Żabkach i innych, jest w końcu Włocławek i Wisła. Za Wisłą wbijam w fajną ddrkę lasem i w DK91, z super pasem awaryjnym i wiatrem głównie w plecy. Łódzkie nawet idzie znośnie, przypala mnie trochę słońce, irytują aglomeracje, ale popołudnie mija za szybko. Noc nachodzi mnie przed Pilicą i tamtejszymi jurajskimi hopkami. Robi się chłodno, aż do założenia bluzy. Robi się wilgotno, co stopuje szybszą jazdę. Ostatnie zakupy w Wolbroniu i na autpilocie w stronę domu. Dobijam tam po 23ciej.
Zaliczam prysznic, pakowanie, przebiórkę, mały makaron i kilkanaście chwil po północy, ciepło ubrany, wyjeżdżam na trasę. Nudy WTRki, Tyniec, Skawina w okropnej wilgoci i małych mgłach, przeskok przez stromą górkę na Bęczarce do Zakopianki, mały kryzys w Lubieniu i pierwszy długi podjazd na Naprawę. Idzie to wszystko śla-ma-zar-nie. Na górze pierwsze spojrzenia na Tatry (pamiętam jeszcze, jak tędy szła stara Zakopianka). Zjazdy do Rabki, trochę na autopilocie, co wymusza zakup zimnej bułki i RedBulla na stacji. Nie jestem fanem energetyków, ale potrafię przyznać, gdy pomagają. A ten wyraźnie pomógł. Nie, że jadę szybciej, ale przynajmniej nie przysypiam. Rdzawka stroma jak zawsze, potem szybszy zjazd do wyludnionego Targu. Im bliżej Bukowiny, tym większy ruch i bardziej nerwowo. Wytaczam się na Głodówkę i zjeżdżam do chłopaków, czekających około 3km od startu biegu (z przyczyn logistyczno-góralskich nie dało się zorganizować przepaku dalej). Jestem 2h później, niż planowałem, ale morale są dobre. Były chwilowe obawy, czy nie będę zasypiał, ale jest okej, więc próbujemy cisnąć dalej. Wciskam się w ciuchy biegowe, ładujemy rower do auta i ruszamy z Arkiem na ostatni etap - w chłód poranka i ceprostradę do połowy drogi, z niewielkim tłokiem z ludzi. Truchtam tylko niektóre odcinki, pewnie przez zmęczenie. Nad stawami dość spokojnie, małe przestoje na łańcuchach, spory piekarnik powyżej Buli. I szczyt przed 12tą.

Ogromnie się cieszę się, że plan udało się zrealizować. Nieważne, że w średnim stylu i czasie - ani warunki nie chciały pomagać, ani sama droga, a biorąc pod uwagę, że kończę jeszcze antybiotkoterapię i narzekam na brak formy, samopoczucie podczas eventu było jak najbardziej okej. Wielkie dzięki dla Arka i Szymka za sporą pomoc i towarzystwo na trasie.
CLIMB: max 20%




Komentarze
WuJekG
| 16:27 czwartek, 20 sierpnia 2026 | linkuj :)
froggyGhost
| 10:07 środa, 19 sierpnia 2026 | linkuj Świetny pomysł na przygodę rowerowo-pieszą. Logistyka strasznie skomplikowana, fajnie ogarnąłeś, na koniec ze wsparciem familijnym.:) Ta strona organizacji wyjazdu to coś, czego nie lubię i często mnie odstrasza.
Średnio, nie średnio, poprzeczkę sobie postawiłeś pewnie wysoko. Ogólnie wygląda, że w dobrym stylu, a mikrosen na rowerze jest strasznie niebezpieczny. Dobrze, że RB zrobił robotę.
Gratki za pomysł i realizację. Super przygoda. :)
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!