Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi WuJekG z miasteczka Kraków/Gorlice. Mam przejechane 264018.13 kilometrów w tym 4232.62 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 25.94 km/h.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl




Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy WuJekG.bikestats.pl

Archiwum bloga

Dane wyjazdu:
791.53 km 0.00 km teren
30:03 h 26.34 km/h:
Maks. pr.:67.94 km/h
Temperatura:
Podjazdy:3337 m

Combo doba IX+X, aż do końca

Poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | Komentarze 20

Wstyd żeby najszybszy zjazd był na Pomorzu...;)

CLIMB: avg-3%, max-8%

EDIT: Długo zwlekałem z ostatnim wpisem, bo coś mi nie pasowało - urwało gdzieś kilometry, brakowało mi jednego noclegu czy coś...W końcu udało się poskładać to do kupy.

Po Gubinie jeszcze kilka bruków i w końcu Prom Połęcko. Przy nim znajomi Marka, czekają na niego, czekam z nimi, około 45 minut. Pogadaliśmy chwilę, coś zjedliśmy, przeprawa i wsiadam dość mocno na drogę (dostałem kolejną reprymendę od Marka, że jadę w ogonie...) licząc na dobry asfalt na krajówce. Dostaję telefon od Koska, że zgubił bluzę i nogawkę gdzieś za promem, czy mogę jej poszukać. Udaje się szybko je zlokalizować, na pierwszych brukach za przeprawą. Dopadam do Marcinów, którzy siedzą kilka km za Cybinką, przebieramy się na nocną jazdę i chwilkę jedziemy razem. Po jakimś czasie wchodzę w swój rytm, dojeżdżają do mnie jeszcze gdy tankuję w Słubicach, potem dość szybko osiągam Kostrzyn pod niewielki wiatr. I wjazd w Dolinę Odry. Masy zwierzaków wychodzące na ulice, masy świecących w lesie oczu. Altimetr pokazuje kilka razy wysokość poniżej poziomu morza, co jest dość dziwne.Fantastycznymi lasami docieram do Osinowa dość po północy, wszędzie niemieckie szyldy zachęcające do kupowania papierosów...Siadam pod jakąś stacją benzynową, niestety nieczynną, na kilkanaście chwil. I jazda na Gryfino, przez Puszczę Piasecką. I tu mi się wszystko zaciera, dopada mnie poranek i wiatry z chłodem z zatoki albo od jezior, cholera wie. Dopada mnie senność. I nie pamiętam już gdzie przysypiam przeczekując wilgoć, pewnie jak zwykle na przystanku. Szczecin osiągam o poranku. Tankowanie w Lidlu (bo świeże rogaliki) i wyjazd za miasto trochę po omacku. Trafiam radośnie na Goleniów i przez fajne lasy walę w stronę Wolina. Powoli czuję mocny wiatr, jak się okazuje nie zapowiadany zachodni tylko wiejący w stronę Niemców...cholera. Przez ostatni bruk wpadam na Wolina, po podjeździe z mocnym bocznym pod sporymi wiatrakami. Jest fajnie, małe podjazdy w WolińskimPN, nie mam kurcze czasu skoczyć na punkty widokowe (zresztą - i tak aparatu nie mam...) i w końcu dotaczam się do Międzyzdrojów. Klasycznie stacja benzynowa i jakaś zapiekanka, herbata, pepsi i muffinka. Nie chce mi się, mam wrażenie, że nie dotoczę się nawet do Kołobrzegu. Kolejne tankowanie po walce z wiatrem za Rewalem, późnym popołudniem osiągam Kołobrzeg. Jest faaaatalnie! Nie wiem która godzina, nie wiem jaki dzień, po takim czasie człowiek przelicza życie na kilometry z kartki, ile jeszcze zostało do końca. Dwa dni wcześniej nie mogłem się doliczyć ile jeszcze godzin limitu czasu zostało, dopiero Marciny uświadomiły mnie, że to już dwie ostatnie doby. Chłopaki liczyli jaką średnią muszą utrzymać, ja jechałem na żywioł. Dalej. Senność jest jakaś dziwna, każe zastanawiać się nad tym jak by w mijanej wiacie przystankowej się spało...mam zresztą swoją teorię: gdy nie chcę się zatrzymać - wiata jest doskonała, osłonięta od wiatru, ławki szerokie, nie zarzygane, nagrzane na noc (vide okolice Hajnówki), ale gdy się zatrzymuję - blaszany barak, płytki, ławki pourywane, zimno i wietrznie.

Dłuuugie proste w stronę Kazimierza Pomorskiego pod wiatr masakrują, wieczorem skręcam na Mielno - wieczną imprezownię. Nie jest tak źle, przejeżdżam to szybko. Zatrzymuję się tylko raz na chwilę w wiacie. O dziwo - wzdłuż mierzei nawet ciepło i mało wiatru, po betonowych płytach, ale to się wytnie. A potem nie trafiam w plątaninie dróg w stronę Rzepkowa, jadę aż na Suchą Koszalińską, robiąc sobie mały objazd i nadwyrężając lekko psychikę.
Chyba się do Ustki nie dotoczę...
W końcu Darłowo, w końcu stacja benzynowa, w końcu herbata i ciacho! Myślę sobie - no to Postomino kilkanaście km, potem Ustka i strefa kontroli przejazdu i jestem w domu! Wyjazd z Darłowa niepewny, czy to na pewno tędy. Nadciąga wilgoć znad morza, a na horyzoncie jakieś stocznio-porty (tak jak wcześniej podczas zjazdów nie-wiem-skąd...). Znów senność. Kilka km za Darłowem widzę fajną wiatę przystankową, po drugiej stronie drogi. Ława wygodna, kładę się na 15, może 50 minut. Po tym czasie wstaję jak rażony, żeby się nie ociągać wskakuję na rower i jadę naturalnie w prawo. Po kilkunastu minutach tabliczka "Darłowo"...przecież ja tu już byłem!!! Kilkanaście km w plecy, noc, senność, nadwątlona psycha... leżę na kierownicy i się śmieję... Obieram w końcu dobry azymut, jest Postomino, jest Ustka, jest stacja i ciacho i herbata. Siedzę na dość ciepłym chodniku przed Orlenem (nie zostawałem nigdy w środku żeby nie zasnąć) i popadam w niebyt. Dosłownie. Przestaje mi zależeć żeby dojechać. Mimo smsów od Waxa, który dopinguje mnie co jakiś czas (on sam miał trudne chwile od połowy trasy przez kontuzję nogi). Gdyby wtedy nie przejazd skrzypiącego roweru Marcina N. i ciągnącego się za nim Koska pewnie siedziałbym tam jeszcze ze dwie godziny (a był to już dobry poranek, około 5 godziny)... Zbieram się, zdejmuję bluzę, zostaję w powyciąganych rękawkach, które naciągałem ciągle na marznące dłonie, i pruję. Zatrzymuje mnie nawigacja wyjazdu z miasta w stronę, w którą ja chcę, a nie drogowskazy. Trochę krążenia, kilka pytań do przechodniów i jest, dobry kierunek. Po jakimś czasie spotykam chłopaków, wyjeżdżają jakąś boczną drogą, bo tak ich prowadził track GPSa. Inaczej niż mapa. Kilka kolejnych hopek jedziemy razem, dzielimy się wrażeniami, czujemy chyba, że meta już dość blisko (czyli jakieś 150km). Rozmawiamy o tym uświadomieniu sobie, że jednego dnia jesteś w górach, na południu Polski, a niecałą dobę później - nad morzem. O własnych siłach.
Za Wickiem jakiś podjazd, wybijam do przodu, ciągnie się to i ciągnie. Mocne zjazdy i osiągam Mierzyno. Stąd już tylko 45k, pójdzie spoko, w 1,5h - kalkuluję. Gniewino, podjazd pod zbiornik wodny, faaaantastyczny zjazd i kolejny błąd nawigacyjny. Przeoczyłem skręt na Krokową i pojechałem na południe, na Rybno, sporym i długim podjazdem. Jak? Nie wiem. To kosztowało mnie dwa miejsca w klasyfikacji (gdybym na to patrzył...). Uroki nawigacji na mapę bez miliona małych dróżek w okolicy. Mały wkurw, szybki zjazd i szukanie odpowiedniej drogi. Chwilę to zajęło i jestem na właściwym podjeździe...nie, chyba nie na właściwym, na jakimś podjeździe. Zjazd, szybki i niebezpieczny i Krokowa i znów szukanie drogi na Karwię... Mocno depczę na górce, potem płaskie pod 40km/h, wyprzedzam samochody. Końcówka z Karwi do Jastrzębiej ciągle pod górę, po złym asfalcie, cięgle na pełnym gazie. Już centrum, Rozewie i ostatni bruk (który okupują emeryci, całą jego szerokość). Koniec. W końcu. Chociaż trochę żal...

Trochę statystyk:
3308 - przejechanych kilometrów
25050 - pokonanych metrów przewyższenia
239h22min - czas brutto
129h43min - czas w siodełku lub raczej - czas wpięcia w pedały
12 miejsce w maratonie (na 19 startujących 14 ukończyło)
4 gumy do wymiany
2 łatki na dętkach
1 przetarta na śmierć opona
2 obite na wschodnich asfaltach nadgarstki
ok 40 zjedzonych nektarynek (banany średnio lubię ale było ich kilka)
co najmniej 12 zestawów herbata+ciacho na stacjach benzynowych
2 noclegi w zajazdach, 1 w domu (fajnie się złożyło ;)), 2 noclegi pod drzewami, 2 noclegi w wiatach przystankowych, kilkanaście drzemek na przystankach...
0 otarć (głupia sprawa ale szew spodenek zaczął mnie ocierać dopiero podczas rajdu z Karwi..)
1 kot, który prawie wpadł pod koła
2 razy zrzuciłem z blatu ;)
setki fantastycznych widoków, emocji i przeżyć...

Dziękuję wszystkim kibicującym, deklarującym się z pomocą na trasie (wybaczcie, Daniel, Mors, że nie udało nam się spotkać), wszystkim za miłe i krzepiące komentarze lub wiadomości, przekazywane mi przez Arka, i transparenty na trasie ;), dzięki którym robiło mi się przyjemnie, a czasem nawet lekko szkliły mi się oczy :) Dzięki wszystkim za miłe komentarze po zakończeniu MRDP!
Podziękowania także dla Adriano, dzięki którego zaangażowaniu mogliśmy wszyscy śledzić rywalizację dzięki wysyłanym przez zawodników smsom (tak, tak, to Adrian jest współtwórcą SmsApi wykorzystywanego podczas MRDP).
"o, tutaj źle skręciłem, i tutaj źle skręciłem, i tutaj źle skręciłem..." © wojtekjg

Dekoracja po maratonie © wojtekjg



Komentarze
WuJekG
| 23:52 wtorek, 10 września 2013 | linkuj Noo, niestety nie zawsze Pepsi było. ;)
uzupełniłem w końcu ten wpis, musiałem uporządkować trochę pamięć i umiejscowić w czasie kilka rzeczy, bo coś mi się nie zgadzało.. ;)
elizium
| 16:18 czwartek, 5 września 2013 | linkuj gratulacje - śledziłem na bieżąco wpisy na stronie maratonu i jestem pełen podziwu - naprawdę mocna sprawa, zrobić taki maraton w takim czasie!
mors
| 21:09 sobota, 31 sierpnia 2013 | linkuj Z czynników utrudniających to jeszcze zauważmy, że nie do każdego posiłku miał Pepsi. ;D
Libelle | 17:51 sobota, 31 sierpnia 2013 | linkuj Zapomniałam dodać :to niesamowite, ogromne GRATULACJE!!!!
zawrom
| 08:05 sobota, 31 sierpnia 2013 | linkuj Gratuluję wytrwałości.
Isgenaroth
| 09:49 piątek, 30 sierpnia 2013 | linkuj A jeszcze znaleźć czas na robienie zdjęć? To już ... brak słów :)
Isgenaroth
| 09:47 piątek, 30 sierpnia 2013 | linkuj Jak już wspomniałem dla mnie jesteś KONIEM a nawet mega. Jak przeczytałem, że robiłeś to bez większego przygotowania, motywacji, to już w ogóle nie wiem co powiedzieć. Mistrzostwo!!
Virenque
| 09:12 piątek, 30 sierpnia 2013 | linkuj Gratulacje !!Pełen podziw...
WuJekG
| 21:26 czwartek, 29 sierpnia 2013 | linkuj Dziękuję wszystkim za miłe słowa ale.. bez przesady - wszyscy tyle jechali pod koniec, w skali MRDP - żaden wyczyn.
@PawSol - dziękuję. Wybacz, nie poznałem Cię zupełnie podczas gdy towarzyszyłeś nam na trasie w stronę Gdańska prowadząc pod ten fatalny wiatr. I dzięki Ci za to :)
PAWSOL
| 07:33 czwartek, 29 sierpnia 2013 | linkuj Wojtek! GRATULUJE :)
Anjaaa
| 07:32 czwartek, 29 sierpnia 2013 | linkuj Jestem pod wrażeniem.. Chylę czoła :)
mors
| 21:36 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj Niewyobrażalne... O_O
WuJekG
| 19:30 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj thx, na końcu pomyliłem trasę, bo jechałem tylko z nawigacją analogową i zrobiłem dodatkowo dwa extra podjazdy ( nie spodziewałbym się takich na Pomorzu) więc na koniec była czasówka, ostatnie 45 minut, po płaskim pod 40km/h, podjazdy na wkurwie i pełnej mocy.
Patryke
| 19:26 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj Nie no finish wyszedł nieziemsko! Po tylu dniach jazdy i taka średnia, dystans i jeszcze bez spania... Po prostu wielkie gratulacje, niezły wyczyn!
daniel3ttt
| 17:56 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj Średnia i tak niezła jak na tyle km.
bestiaheniu
| 17:26 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj O w mordę.
WuJekG
| 16:45 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj 17 nerwowych drzemek na siedząco albo zasypianie na rowerze nie można uznać za spanie. Najgorsza jazda bez spania w moim wykonaniu jak dotąd - potworne wleczenie się.
mors
| 16:18 środa, 28 sierpnia 2013 | linkuj Tyle km bez kimania?!?
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!